Gdy myślimy o Korei Południowej, przed oczami stają nam smartfony i samochody. Ale Seul ma w rękawie broń znacznie potężniejszą niż półprzewodniki – to kultura. Właśnie trwa desant koreańskiego „soft power” nad Wisłą, ale tym razem nie jest to jednostronna inwazja. Polska, ze swoim Wiedźminem i Cyberpunkiem, wchodzi do gry jak równy partner. Czy Warszawa stanie się europejskim przyczółkiem dla azjatyckiej ekspansji kulturowej?
Listopadowe targi K-Content Expo 2025 w Warszawie to wydarzenie, które jeszcze kilka lat temu przeszłoby bez echa. Dziś, gdy K-Pop generuje miliardy wyświetleń, a polskie gry zdobywają Seul, spotkanie 32 koreańskich i 70 europejskich firm to biznesowy konkret.
Zacznijmy od naszej „broni eksportowej”. Iljoong Kim, szef nowo otwartego biura KOCCA Poland (Koreańskiej Agencji ds. Treści Kreatywnych), nie ukrywa, że Polska na mapie Korei istnieje głównie dzięki grom. Produkcje takie jak „Cyberpunk 2077” czy „Wiedźmin” są dobrze znane w Azji – przyznaje Iljoong Kim. Dla Koreańczyków, którzy gaming traktują niemal jak religię narodową, sukces CD Projekt RED jest dowodem na technologiczną dojrzałość Polski. Ale nie tylko gry budują nasz wizerunek. Koreańska publiczność, znana z wymagającego gustu serialowego, doceniła mroczny klimat „Rojsta” i katastroficzną „Wielką wodę”. To sygnał, że polski storytelling rezonuje z azjatycką wrażliwością.
K-Pop napędzany przez AI
W drugą stronę płynie rzeka innowacji. Koreańczycy przywieźli do Warszawy technologie, które brzmią jak sci-fi. Przykładem jest Rima.ai – projekt łączący sztuczną inteligencję z muzyką. To już nie jest tylko odtwarzacz, to wirtualny kompozytor i nauczyciel w jednym. Wykorzystujemy AI do oceny w grach rytmicznych opartych na K-Popie – tłumaczy Eunhyeong Cheon z Rima Entertainment. Firma idzie krok dalej, tworząc robotyczne instrumenty (pianino, gitara, perkusja), które grają same. Wizja trasy koncertowej „robotów” brzmi futurystycznie, ale w kraju, który dał światu „Squid Game”, granice wyobraźni są przesunięte znacznie dalej niż w Europie.
„Hello Jadoo” kontra Hollywood
Koreańska strategia jest przemyślana. Nie chcą walczyć z Hollywood na ich zasadach, szukają nisz. Jedną z nich jest animacja rodzinna. Serial „Hello Jadoo”, kultowy w Azji, ma podbić serca polskich dzieci. Dlaczego Polska? Bo jesteśmy „bramą” do Europy Środkowo-Wschodniej i – jak zauważa Jin-hee Lee z firmy Atoonz – mamy silne wartości rodzinne, co łączy obie nacje.
Iljoong Kim stawia sprawę jasno: globalny rynek był zdominowany przez USA i Europę Zachodnią. Czas na nowy sojusz. Oś Warszawa-Seul ma być alternatywą, łączącą potencjały dwóch wschodzących rynków kreatywnych.
Eksport koreańskiej własności intelektualnej (muzyka, filmy, gry) wzrósł trzykrotnie w ciągu dekady, osiągając prawie 10 miliardów dolarów. To wciąż ułamek ich gigantycznego eksportu towarowego, ale dynamika jest porażająca. Wzrost odtworzeń K-Popu na Spotify o 362% w pięć lat to dowód na kulturową zmianę warty. Otwarcie Centrum Biznesowego KOCCA w Warszawie to jasny komunikat: Koreańczycy nie wpadli tu na chwilę. Przyszli, żeby zostać, inwestować w polskie studia gier i wspólnie tworzyć popkulturę przyszłości. Pytanie, czy polskie firmy wykorzystają tę szansę, by na plecach azjatyckiego tygrysa wskoczyć na jeszcze wyższy poziom globalny.

