Polska gospodarka stoi na rozdrożu, a dotychczasowy model rozwoju oparty na taniej sile roboczej stopniowo się wyczerpuje. Rosnące koszty pracy, kryzys demograficzny oraz unijna nadregulacja sprawiają, że polskie firmy muszą pilnie postawić na innowacje technologiczne. Jeśli zabraknie nam długofalowej strategii państwa, czeka nas bolesna utrata konkurencyjności na rynkach międzynarodowych.
PROSTE ROZMOWY: Nawiązując do tematu panelu, czy Polska znajduje się między euforią wzrostu a ciężarem transformacji i jakie są tego konsekwencje?
Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan: W tej chwili rzeczywiście przechodzimy transformację. Jest ona naoczna – widać ją w zachowaniu przedsiębiorstw, w tym, jak reagują na wydarzenia na świecie i jakie strategie przyjmują na przyszłość. Jako gospodarka widzimy przed sobą pewien mur, a w zasadzie kilka murów, które staną nam na drodze w niedalekiej przyszłości. Od decyzji, które zapadają w tej chwili, będzie zależało to, czy je ominiemy, czy jednak się z nimi zderzymy.
Nasz model wzrostu był oparty na niskich kosztach. Czy ta formuła się wyczerpała i co dalej?
MZ: Przez ostatnie 35 lat polska gospodarka opierała swój rozwój na niskich kosztach pracy, na taniej i dostępnej sile roboczej, jak również na funduszach europejskich. Ten model się wyczerpuje. Koszty pracy w ciągu ostatnich czterech lat wzrosły o 40 procent – to bardzo szybkie tempo w stosunku do średniej w Unii Europejskiej. Jednocześnie nasze koszty pracy nadal pozostają stosunkowo niskie, więc ten model jeszcze się nie wyczerpał do końca, ale proces ten postępuje. Jeśli dorzucimy do tego kwestie demograficzne i fakt, że na rynku pracy mamy coraz mniej pracowników, to bardzo szybko wchodzimy w okres, w którym przedsiębiorstwa będą musiały dokonać pewnych zmian. Mowa tu w znacznym stopniu o zmianach technologicznych, które podniosą produktywność bez podnoszenia ceny finalnego produktu czy usługi.
Co obecnie jest słabością naszej gospodarki?
MZ: Obecnie polska gospodarka traci konkurencyjność, podobnie jak cała Unia Europejska. Naszą największą słabością, dobrze zdefiniowaną i uwypukloną przez Komisję Europejską, jest nadregulacja. Próbujemy regulować bardzo wiele obszarów – Unia Europejska ma w tej chwili ponad 20 priorytetów. Przy tak dużej ich liczbie żaden z tych obszarów nie jest odpowiednio zagospodarowany. Jednocześnie polskie prawo, próbując dostosować się do tego unijnego, wprowadza jeszcze bardziej rygorystyczne regulacje. To utrudnia życie przedsiębiorcom, ale też wpływa na to, w jaki sposób polską gospodarkę postrzegają obywatele.
Czy możemy ją przekształcić w gospodarkę odporności? Jeśli tak, to w jaki sposób?
MZ: Stoimy przed wielkim wyzwaniem, ponieważ jako Europa tracimy konkurencyjność, a dotychczasowy model gospodarczy się wyczerpuje. Jeśli nie wykonamy odpowiednich ruchów, stracimy na znaczeniu w Europie i na świecie. Ten model musi przejść przekształcenie – najlepiej, gdyby proces ten był wspierany przez rząd. Potrzebujemy rządu, który nie myśli wyłącznie przez pryzmat kolejnych wyborów, a jego strategia zmian będzie długofalowa i bardzo skonkretyzowana pod kątem priorytetów.
Jak dużą szansą i wyzwaniem są rekordowe wydatki na zbrojenia i energię?
MZ: Patrząc na nasze obecne wydatki – polski rząd przeznacza blisko 5 procent PKB na zbrojenia – widzimy, że musimy mieć dobry pomysł na to, jak te środki spożytkować, aby zostały one w polskiej gospodarce. Mało popularną opinią jest to, że wraz ze wzrostem deficytu, który sięga już blisko 7 procent PKB, rosną mimo wszystko przychody przedsiębiorstw. Ten deficyt, czyli pieniądze pożyczane przez państwo, przekłada się na wyższą rentowność firm i wspiera gospodarkę. Musimy zatem robić wszystko, by te fundusze – zarówno krajowe, jak i europejskie – zostawały w Polsce i w Europie, tak jak sugeruje zresztą Komisja Europejska.

