4 maja o godzinie dziewiątej rano maturzyści w całej Polsce otworzą arkusze z języka polskiego. To będzie rekordowy rocznik, o 64 tysiące osób więcej niż rok temu. Dwie formuły egzaminu na jednej sali. Ponad 1,8 miliona prac do sprawdzenia. I jedno pytanie, które każdy z nich sobie zadaje: czy dam radę?
W piątek dwudziestego czwartego kwietnia maturzyści odebrali świadectwa ukończenia szkoły. Niektórzy płakali – ze wzruszenia lub z ulgi. Niektórzy robili sobie zdjęcia z nauczycielami. Niektórzy – ci najbardziej skoncentrowani – szli prosto do domu powtarzać Byrona, całki i tablicę Mendelejewa.
W poniedziałek czwartego maja, o dziewiątej rano otworzą arkusze z języka polskiego na poziomie podstawowym. I zacznie się egzamin, który dla wielu z nich będzie najważniejszym dniem w dotychczasowym życiu.
To nie jest przesada. Wynik matury decyduje o tym, na jaką uczelnię się dostaną, jaki kierunek wybiorą, jaką ścieżkę kariery otworzą albo zamkną. Można dyskutować, czy system, w którym jedno zdanie w wypracowaniu może przeważyć o dostaniu się na medycynę, jest sprawiedliwy. Ale nie można dyskutować z faktem, że tak jest. I że 344 880 młodych ludzi właśnie stoi przed tym progiem.
Rekordowy rocznik. Skąd ich tylu?
Tegoroczny rocznik maturzystów jest największy od lat. I to nie jest przypadek, lecz echo decyzji politycznych sprzed dekady. Według danych Centralnej Komisji Egzaminacyjnej do matury 2026 przystąpi około 344 880 osób. To o blisko 64 tysiące więcej niż w 2025 roku, kiedy zdawało nieco ponad 256 tysięcy. Wzrost o dwadzieścia pięć procent w jednym roku.
>> PRZECZYTAJ TAKŻE <<
Skąd ta fala? Z kumulacji trzech zjawisk. Po pierwsze – wygaszanie gimnazjów od 2017 roku i przejście na ośmioklasową szkołę podstawową plus czteroletnie liceum sprawiło, że pewne roczniki „nachodziły” na siebie w systemie. Po drugie – obowiązek szkolny dla sześciolatków, wprowadzony w 2009 roku i częściowo wycofany w 2016, zaburzył naturalny przepływ roczników przez system. Po trzecie – wyż demograficzny: w latach 2007-2009 w Polsce rodziło się więcej dzieci niż w latach poprzednich i następnych – to pokolenie „wnuków boomu lat osiemdziesiątych”.Efekt? W ostatnich klasach liceów w 2026 roku znalazło się ponad 235 tysięcy uczniów, a w ostatnich klasach techników – około 120 tysięcy. Łącznie ponad 355 tysięcy potencjalnych maturzystów, z których, po odliczeniu tych, którzy nie przystępują do egzaminu do sal egzaminacyjnych wejdzie 344 880.Portal „Perspektywy” ostrzega: w 2027 roku będzie jeszcze więcej — około 386 tysięcy. Dopiero w 2028 fala opadnie do 271 tysięcy. Dla uczelni oznacza to dwa lata rekordowej rekrutacji i rekordowej konkurencji o miejsca.
Dwie formuły na jednej sali
Jest w tegorocznej maturze element, który budzi zamęt wśród uczniów, rodziców i nauczycieli. Na sali egzaminacyjnej spotkają się zdający w dwóch różnych formułach.
Dominująca to Formuła 2023, obowiązująca absolwentów czteroletniego liceum i pięcioletniego technikum, opartych na ośmioklasowej podstawówce. Ale obok nich, na tej samej sesji maturę zdają osoby w Formule 2015: absolwenci branżowych szkół II stopnia na podbudowie gimnazjum oraz ci, którzy poprawiają wynik z lat ubiegłych (absolwenci trzyletniech liceów z lat 2005–2022).
Dwie formuły oznaczają różne arkusze, różne podstawy programowe, różne wymagania. CKE przygotowała na ten rok 537 różnych arkuszy egzaminacyjnych. Pięćset trzydzieści siedem. Logistyka sprawdzania tych prac – ponad 1,85 miliona egzaminów pisemnych i ponad 711 tysięcy ustnych – jest operacją porównywalną z organizacją wyborów.
Co ich czeka
Harmonogram matur 2026 jest intensywny. Oto najważniejsze daty:
Poniedziałek 4 maja, godzina 9:00 – język polski, poziom podstawowy. To jest dzień zero. Pierwszy egzamin, największy stres. Maturzyści będą mieli 240 minut – cztery godziny – na rozwiązanie arkusza z czytaniem ze zrozumieniem i napisanie wypracowania.
Wtorek 5 maja, godzina 9:00 – matematyka, poziom podstawowy. Dla wielu – najtrudniejszy dzień sesji. Próg zdawalności: 30 procent, ale w praktyce każdy punkt liczy się przy rekrutacji na studia.
Środa 6 maja, godzina 9:00 – języki obce nowożytne, poziom podstawowy. Angielski, niemiecki, rosyjski, francuski, hiszpański, włoski. Ponad 90 procent zdaje angielski.
Od 7 maja – przedmioty rozszerzone. Angielski rozszerzony (7 maja), biologia (8 maja), matematyka rozszerzona (11 maja), WOS (12 maja), informatyka (13 maja), geografia (14 maja), chemia (15 maja), historia (18 maja), fizyka (19 maja), polski rozszerzony (20 maja). Ostatni egzamin pisemny: 21 maja.
Egzaminy ustne: od 7 do 30 maja – terminy ustalają szkoły.
Wyniki: 8 lipca 2026 roku, godzina 8:30. Na portalu ZIU.
Próg, który dzieli światy
Żeby zdać maturę, trzeba uzyskać co najmniej 30 procent punktów z każdego egzaminu obowiązkowego – z polskiego, matematyki i języka obcego na poziomie podstawowym, plus z egzaminów ustnych. Z przedmiotu dodatkowego na poziomie rozszerzonym nie ma progu zdawalności – trzeba do niego przystąpić, ale formalnie można uzyskać zero procent i wciąż zdać maturę.
Tyle teoria. W praktyce – 30 procent to minimum, które otwiera drzwi do świadectwa dojrzałości. Ale drzwi na uczelnię otwiera się dopiero od 60, 70, 80 procent w górę. Na medycynę, prawo, informatykę na dobrych uczelniach – trzeba mieć wyniki bliskie stu procent. Różnica między „zdał maturę” a „dostał się na wymarzone studia” może wynosić kilkadziesiąt punktów – i kilka lat konsekwencji.
Matura 2026: start 4 maja, godzina 9:00 – język polski. 344 880 zdających – rekordowy rocznik, o 64 tysiące więcej niż rok temu. 537 arkuszy w dwóch formułach. 1 853 760 egzaminów pisemnych. 711 365 egzaminów ustnych. Próg zdawalności: 30 procent. Wyniki: 8 lipca, godzina 8:30. Zdawalność w 2025: 86,1 procent. Przy tegorocznej skali – nawet jeden procent mniej oznacza tysiące ludzi bez świadectwa.
Trzymamy kciuki. Za każdego. Za wszystkich 344 880W 2025 roku – po uwzględnieniu sesji poprawkowej w sierpniu – maturę zdało 86,1 procent zdających. Po samej sesji majowej zdawalność wynosiła około 80 procent. Prawo do poprawki w sierpniu uzyskało 13 procent. Ci, którzy oblali jeden przedmiot obowiązkowy. Siedem procent nie zdało co najmniej dwóch przedmiotów i dla nich droga do świadectwa dojrzałości zamknęła się na rok.
Przy rekordowym roczniku 2026 – nawet gdyby zdawalność utrzymała się na poziomie 86 procent – maturę oblałoby blisko 48 tysięcy osób. Czterdzieści osiem tysięcy młodych ludzi, którzy nie dostaną świadectwa. To populacja Świnoujścia.
O czym nikt im nie powie
Jest kilka rzeczy, których maturzyści nie usłyszą na żadnym kursie przygotowawczym, a które warto powiedzieć, bo dotyczą nie techniki zdawania egzaminu, lecz perspektywy.
Po pierwsze matura nie definiuje Twojej wartości. Definiuje Twój wynik w teście, który zdajesz w konkretnym dniu, w konkretnym stanie emocjonalnym, po konkretnej ilości snu. Ludzie, którzy oblali maturę, zostali przedsiębiorcami, artystami, rzemieślnikami, programistami. Ludzie, którzy zdali na sto procent czasem nie wiedzieli, co zrobić z tym wynikiem. Egzamin mierzy wiedzę szkolną, nie inteligencję, nie kreatywność, nie charakter.
Stres jest naturalny, ale nie musi paraliżować. Badania psychologiczne, cytowane między innymi przez Instytut Badań Edukacyjnych wskazują, że umiarkowany stres poprawia wyniki (mobilizuje, wyostrza uwagę). Nadmierny – obniża (paraliżuje, zaburza pamięć). Granica między jednym a drugim to indywidualna sprawa, ale generalnie jeśli w nocy przed egzaminem nie możesz zasnąć, to jest normalne. Jeśli nie możesz oddychać – szukaj pomocy.
System jest niedoskonały, ale to jedyny system, jaki mamy. Można krytykować maturę – za testowość, za sztywność, za to, że nie mierzy kompetencji XXI wieku. I ta krytyka jest często słuszna. Ale w poniedziałek rano, gdy arkusz będzie leżał na ławce – nie czas na krytykę systemu. Czas na skupienie, spokój i pisanie.
Nauczyciele, którzy sprawdzają
Jest w maturalnym procesie grupa ludzi, o której mówi się za mało: egzaminatorzy. Nauczyciele, którzy po zakończeniu sesji dostaną do sprawdzenia setki prac i będą je czytać wieczorami, w weekendy, kosztem własnego czasu i rodzin.
Wynagrodzenie egzaminatora za sprawdzenie jednej pracy to – według danych medialnych – kilkanaście złotych. Za wypracowanie z polskiego, które wymaga przeczytania kilku stron tekstu, analizy argumentacji, sprawdzenia poprawności językowej i przyznania punktów w kilku kategoriach kilkanaście złotych. Nauczyciele od lat protestują przeciwko tym stawkom i od lat nic się nie zmienia.
W 2026 roku do sprawdzenia będzie ponad 1,85 miliona prac pisemnych. Wyniki muszą być gotowe do 8 lipca. To daje egzaminatorom niespełna dwa miesiące na sprawdzenie bezprecedensowej liczby arkuszy, przy stawkach, które nie pokrywają nawet kosztu kawy wypitej podczas nocnego czytania.
Matura a rynek pracy, czy to jeszcze ma sens?
To pytanie, które coraz częściej zadają sami maturzyści i które warto postawić uczciwie.W artykule o kosztach pracy pisaliśmy, że system podatkowy premiuje dochody z kapitału i działalności gospodarczej kosztem pracy najemnej. W artykule o influencerach – że młody człowiek z telefonem może zarobić więcej niż inżynier z dyplomem. W artykule o rynku pracy – że fabryki zamykają się, a bezrobocie rośnie w sektorach, które kiedyś gwarantowały stabilność.
„Zamykacie pewien etap życia.”
– ze słów dyrektorów szkół na zakończenie roku szkolnego maturzystów, 24 kwietnia 2026
W tym kontekście matura i studia, do których prowadzi nie są już automatyczną przepustką do „lepszego życia”, jaką były dla pokolenia ich rodziców. Dyplom magistra nie gwarantuje pracy. Praca nie gwarantuje godnego wynagrodzenia. A droga przez maturę, studia i staż trwa pięć do siedmiu lat. Lat, w których alternatywne ścieżki (rzemiosło, przedsiębiorczość, szkolnictwo branżowe) mogą dać szybsze efekty.
Ale – i to trzeba powiedzieć równie głośno – matura wciąż ma sens. Nie jako cel sam w sobie, lecz jako fundament. Uczy systematyczności, dyscypliny, radzenia sobie z presją. Otwiera drzwi nie tylko na uczelnię, lecz na świat: stypendia, programy wymiany, możliwości, których bez matury po prostu nie ma. I daje coś, czego żaden kurs online nie daje: świadectwo, że potrafisz się zmobilizować, gdy stawka jest wysoka.
W poniedziałek rano – 4 maja, o dziewiątej – w salach gimnastycznych, aulach i klasach w całej Polsce zasiądzie 344 880 młodych ludzi. Będą się bać. Będą mieć mokre dłonie i suche gardła. Niektórzy nie spali w nocy. Niektórzy powtarzali do trzeciej rano. Niektórzy zrezygnowali i postawili na szczęście.Otworzą arkusze. Przeczytają polecenia. I zaczną pisać.
To jest ich dzień. Nie polityków, nie komentatorów, nie systemu oświatowego. Ich. I cokolwiek myślimy o maturze, o jej formule, o jej sensowności, o jej przyszłości w poniedziałek rano jedyne, co im możemy dać, to cisza, spokój i jedno zdanie:
Dasz radę. Bo skoro doszedłeś do tego momentu , to znaczy, że potrafisz.
Powodzenia!

