Co zrobi wojewoda? Takich gmin są w Polsce tysiące…

Wojewoda mazowiecki ma na biurku dokument, który przesądzi o tym, co wolno budować w gminie Skórzec przez najbliższą dekadę. Ma na decyzję trzydzieści dni. My w tym czasie zebraliśmy materiał, który pokazuje, jak ten dokument powstawał — i co się działo z ludźmi, którzy próbowali o tym opowiedzieć.

Plan ogólny to nie jest urzędowa rozpiska. To akt prawa miejscowego, który dla jednych otwiera drogę do inwestycji, a innym zamyka ją na lata – bez odszkodowania, bo przy planie ogólnym ustawa go nie przewiduje. W grudniu 2025 roku projekt planu dla gminy Skórzec wyglądał zupełnie inaczej niż ten, który radni przyjęli pod koniec sierpnia. Strefy produkcyjne stały się otwartymi, pojedyncze działki straciły przypisanie. Poprawki weszły na ostatniej prostej, kilka dni przed ustawowym terminem, po którym gmina bez uchwalonego planu wpadała w paraliż inwestycyjny.

Najgłośniejszym, ale nie jedynym poszkodowanym jest działający tu od dziesięcioleci zakład utylizacji odpadów zwierzęcych. Mieszkańcy od miesięcy skarżą się na odór i mają do tego pełne prawo – to nie są wymysły. Właściciel wydał blisko trzy miliony złotych na modernizację i twierdzi, że uciążliwość spadła. Problem w tym, że w Polsce nie obowiązuje ustawa odorowa: nie ma norm, nie ma pomiaru, nie ma rozstrzygnięcia. Spór, którego nie da się zmierzyć, przenosi się tam, gdzie da się go wygrać – do planu.

Ale w tej sprawie chodzi już o coś więcej niż zapach i strefy na mapie. Po publikacji naszego pierwszego materiału serwery portalu zostały zalane ruchem, który nie wyglądał na przypadkowy. Z jednym z inicjatorów protestów umawialiśmy się na rozmowę pięć razy – pięć razy termin przepadał. A podczas sierpniowej sesji rady gminy nasz reporter został fizycznie zaatakowany w sposób, którego nie da się nazwać inaczej niż próbą zastraszenia.

O tym wszystkim – o mechanizmie zmiany planu, o pracownikach, którzy mówią o osobistej tragedii, o konsekwencjach sanitarnych, o których w urzędzie nikt nie pomyślał, i o mieszkańcach, którzy skarżą się wyłącznie poza kamerą, bo boją się hejtu – opowiadamy w felietonie.

Piłeczka jest teraz po stronie wojewody. My tej sprawy nie zostawiamy.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: