35 krajów europejskich ma politykę architektoniczną. Polska nie. Plany zagospodarowania obejmują 31 procent powierzchni kraju. Reszta to „wuzetki” i chaos. W samym 2022 roku wydano 140 tysięcy decyzji o warunkach zabudowy. Każda potencjalnie sprzeczna z sąsiednią. A koszt tego bałaganu? Polscy naukowcy policzyli – 84,3 miliarda złotych rocznie. Więcej niż budżet programu 800+. Wyjedź z dowolnego polskiego miasta. Nieważne którego – Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Łodzi, Poznania. Wyjedź na przedmieścia. I patrz.
Na lewo blok z lat dziewięćdziesiątych, obłożony styropianem w kolorze łososiowym. Na prawo dom jednorodzinny z wieżyczką i kolumnami, który wygląda jak miniaturowy Luwr zaprojektowany przez kogoś, kto nigdy nie był w Luwrze. Za nim hala magazynowa z blachy falistej. Przed nią salon fryzjerski w przybudówce. Obok pole kukurydzy. A na polu billboard reklamujący „apartamenty premium” w kompleksie, który powstanie za rok na tym samym polu.
To jest polska przestrzeń. Tak wygląda kraj, który przez trzydzieści trzy lata wolności nie zdołał uchwalić jednego dokumentu mówiącego: „tak powinno wyglądać nasze otoczenie.”
Ostatni w Europie. Dosłownie
Fakt, który powinien wywołać rumieniec wstydu: Polska jest jednym z ostatnich krajów Unii Europejskiej bez państwowej polityki architektonicznej.
Polityki architektoniczne – dokumenty strategiczne określające standardy planowania, projektowania i jakości przestrzeni publicznej – funkcjonują już w 35 państwach europejskich. Mają je Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Holandia, Dania, Szwecja, Finlandia, Estonia, Litwa, Łotwa, Czechy, Słowacja. Mają je kraje bałkańskie. Mają je nawet państwa, o których Polacy myślą protekcjonalnie – „przecież oni są mniej rozwinięci.”
Polska, dwudziesta pierwsza gospodarka świata, kraj z ambicjami europejskiego lidera, członek NATO i UE od dwudziestu jeden lat tego dokumentu nie ma.
Prezes Krajowej Rady Izby Architektów Piotr Fokczyński mówi wprost: „Oczekujemy, że pojawi się dokument strategiczny, który będzie wyznaczał ramy dla wielu aktów prawa materialnego, które mają bezpośredni wpływ na nasze życie.”
Wiceprezes Piotr Gadomski dodaje: „Państwo ma politykę zdrowotną, obronną, transportową, energetyczną, czyli dokumenty, które są bardzo wyspecjalizowane i dokądś nas prowadzą, ale nie ma polityki architektonicznej.”
Dopiero w listopadzie 2025 roku – trzydzieści trzy lata po transformacji – Ministerstwo Rozwoju i Technologii powołało Zespół doradczy ds. opracowania Polityki Architektonicznej Państwa. Pierwszy krok. Po trzydziestu trzech latach.
84,3 miliarda złotych, czyli cena brzydoty
Tu dochodzimy do liczby, która powinna zmienić perspektywę każdego, kto myśli, że „ład przestrzenny” to temat dla snobów i architektów.
„Państwo ma politykę zdrowotną, obronną, transportową, energetyczną, ale nie ma polityki architektonicznej. To powoduje, że funkcjonujemy w żywiole, który chcemy opanować.”
– Piotr Gadomski, wiceprezes Krajowej Rady Izby Architektów RP
Analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) policzyli: całkowite roczne koszty chaosu przestrzennego w Polsce wynoszą 84,3 miliarda złotych. Profesor Elżbieta Mączyńska z Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego uważa, że ta kwota jest „mocno zaniżona.”
Osiemdziesiąt cztery miliardy. Rocznie. Więcej niż budżet programu 800+ (61,7 mld). Więcej niż roczne wydatki na obronę narodową w 2024 roku. Więcej niż deficyt budżetowy w pierwszym kwartale 2026.
Skąd ta kwota? Z kilku źródeł, które się kumulują.
Rozproszenie zabudowy. Gdy domy stoją „gdzie kto chce” gmina musi budować drogi, wodociągi, kanalizację, linie energetyczne do każdego z nich. Pisaliśmy o Piasecznie, gdzie deweloperzy postawili tysiące mieszkań na infrastrukturze z lat dziewięćdziesiątych. To jest koszt chaosu: gmina płaci za infrastrukturę, której nie planowała.
Transport. Rozrzucona zabudowa generuje dojazdy. Korki, spaliny, czas. Polak dojeżdżający z przedmieść do pracy spędza w korku średnio 40–60 minut dziennie. Pomnóżmy przez miliony dojeżdżających i mamy miliardy godzin straconych na bezproduktywne stanie w samochodzie. To jest koszt chaosu: czas, paliwo, zdrowie.
Utrata wartości nieruchomości. Dom obok hali magazynowej jest wart mniej niż dom obok parku. Gdy obok Twojego domu, bez Twojej zgody, na podstawie „wuzetki” powstaje blok na czterdzieści mieszkań, Twoja nieruchomość traci na wartości. To jest koszt chaosu: pieniądze w Twoim portfelu.
Zdrowie. Brak terenów zielonych, hałas, zanieczyszczenie powietrza (pisaliśmy o cenach energii – polski miks energetyczny kopcący węglem), brak przestrzeni do spacerów i sportu. To wszystko wpływa na zdrowie fizyczne i psychiczne. Architekci na Kongresie będą mówić o wpływie przestrzeni na zdrowie i badania to potwierdzają: ludzie żyjący w chaotycznej, brzydkiej przestrzeni mają wyższy poziom stresu, depresji i chorób sercowo-naczyniowych.
31 procent i 140 tysięcy „wuzetek”
Serce problemu leży w jednej liczbie: 31,4 procent.
Tyle procent powierzchni Polski jest objęte miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego (MPZP). Dokumentami, które precyzyjnie określają, co można budować na danym terenie. Reszta – prawie 70 procent – to terra incognita planistyczna.
Na terenach bez planu inwestycje realizuje się na podstawie „wuzetek” czyli decyzji o warunkach zabudowy, wydawanych przez wójta, burmistrza lub prezydenta miasta. W samym 2022 roku wydano ich niemal 140 tysięcy. NIK podkreślała: „brak spójnego gospodarowania przestrzenią prowadzi do rozproszenia zabudowy, degradacji krajobrazu i wysokich kosztów infrastrukturalnych.”
Wuzetka jest problemem z kilku powodów. Jest wydawana indywidualnie, bez odniesienia do szerszego planu. Nie ma ograniczonego czasu ważności (choć reforma z 2023 roku to zmienia – od 2026 WZ ważne pięć lat). I, co najgorsze sąsiednie wuzetki mogą być ze sobą sprzeczne: jedna pozwala na dom jednorodzinny, druga na halę produkcyjną, trzecia na blok. Efekt: osiedle domków obok fabryki obok bloku obok pola. Chaos.
Izba Architektów pisze o tym bez ogródek: „Kolejne nieudane próby przygotowania Kodeksu budowlanego pokazują całkowitą niemoc państwa w sferze legislacyjnej. Pod względem mentalnym Polska jest jak kraj anglosaski, w którym rządzą wyjątki – specustawy – a reguły pozostają bezsilne.”
Plany ogólne do końca 2025 i co z tego wyszło
Pisaliśmy w jednym z naszych wcześniejszych artykułów o reformie planowania przestrzennego, o obowiązku uchwalenia przez każdą gminę „planu ogólnego” do końca 2025 roku. To miał być przełom: koniec z wuzetkami jako głównym narzędziem, koniec z chaosem.
Co się stało? Większość gmin nie zdążyła. Termin obowiązywania studiów uwarunkowań (starych dokumentów) przedłużono do 31 sierpnia 2026 roku. Rejestr Urbanistyczny – cyfrowa baza danych o wszystkich planach – ma ruszyć 1 sierpnia 2026.
Reforma jest krokiem w dobrym kierunku. Ale jak każda polska reforma – spóźnionym, niedofinansowanym i niepełnym. Gminy nie miały pieniędzy na opracowanie planów (pisaliśmy: samorządy uzależnione od Warszawy). Nie miały urbanistów (bo urbanistów w Polsce jest za mało). I nie miały czasu, bo termin był nierealny.
90 tysięcy zabytków czekających na ratunek
Według danych Narodowego Instytutu Dziedzictwa do rejestru wpisanych jest około 90 tysięcy zabytków nieruchomych – historyczne układy urbanistyczne, obiekty przemysłowe, kamienice, budynki użyteczności publicznej. Znaczna część wymaga modernizacji i dostosowania do współczesnych standardów.
Polska – jedno z ostatnich państw UE bez polityki architektonicznej. 35 krajów europejskich taki dokument ma. Plany zagospodarowania obejmują 31,4% powierzchni kraju. W 2022 roku wydano 140 000 „wuzetek.” Roczny koszt chaosu przestrzennego: 84,3 mld zł (PIE) – prof. Mączyńska: „kwota mocno zaniżona.” 90 000 zabytków w rejestrze – znaczna część popada w ruinę. Ministerstwo powołało zespół ds. polityki architektonicznej – w listopadzie 2025, po 33 latach od transformacji.
Fokczyński mówi o „powszechnej bolączce architektów projektujących na substancji zabytkowej”: jak połączyć skomplikowane wymagania techniczne (izolacja, wentylacja, dostępność dla osób z niepełnosprawnościami) z charakterem historycznego budynku, „pod którym nie ma szans wybudować parkingu podziemnego”?
To jest problem konkretny i codzienny. Właściciel kamienicy z XIX wieku chce ją wyremontować, ale przepisy nakazują jednocześnie zachowanie historycznej elewacji i spełnienie współczesnych norm energetycznych. Jedno wyklucza drugie. Rezultat: kamienica stoi i popada w ruinę. Bo nikt nie potrafi pogodzić ochrony z modernizacją, bo nie ma polityki, która by to regulowała.
Kongres: 14–15 maja
14 i 15 maja 2026 roku w Muzeum Historii Polski w Warszawie odbędzie się Kongres Architektury Polskiej, organizowany pod hasłem „Przestrzeń – wartość i odpowiedzialność” przez Izbę Architektów RP, Stowarzyszenie Architektów Polskich i Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki.
Program obejmuje kilkanaście paneli: planowanie przestrzenne, ochrona dziedzictwa, mieszkalnictwo, transformacja energetyczna, wpływ architektury na zdrowie. Jeden z paneli – „Architektura ambasadorem Polski w świecie” pokaże, że polscy architekci potrafią projektować na światowym poziomie (projekty z Polski regularnie pojawiają się na listach nominacji do Nagrody UE im. Miesa van der Rohe). Gadomski: „Gdybyśmy mieli powiedzieć, co jest najważniejsze, to można to streścić do dwóch słów: legislacja i edukacja.”
Legislacja, bo bez ustaw i rozporządzeń polityka architektoniczna będzie dokumentem deklaratywnym, nie operacyjnym. Edukacja, bo „podnoszenie świadomości społecznej to bieg długodystansowy.” Polacy muszą zrozumieć, że przestrzeń wokół nich to nie jest „sprawa architektów”. To jest sprawa ich codziennego życia.
Między 9 a 17 maja w Warszawie i innych miastach odbędą się spacery miejskie, projekcje filmów, wystawy i wydarzenia edukacyjne. Mają pokazać mieszkańcom, jak architektura wpływa na codzienność, bo większość ludzi nie myśli o architekturze, dopóki nie stanie im przed oknem blok, którego nie chcieli.
Dobra wiadomość – polscy architekci są świetni
Jest w tej historii jasny punkt i warto go podkreślić. Gadomski: „Współczesne usługi projektowe zostały stworzone od zera po 1989 roku. Przez te lata doprowadziliśmy do bardzo wysokiego poziomu biur projektowych, które dziś współpracują z największymi markami światowymi.” Fokczyński: „Pod względem rzemiosła budowlanego jesteśmy na dobrym europejskim poziomie, co jeszcze 10–20 lat temu nie było takie powszechne.”
Polscy architekci projektują budynki nominowane do europejskich nagród. Polskie firmy budowlane realizują projekty w całej Europie. Polskie biura projektowe współpracują z globalnymi markami. Potencjał jest i jest realny.
Problem nie leży w ludziach, leży w systemie. W braku polityki, w chaosie regulacyjnym, w wuzetkach wydawanych przez urzędników bez przygotowania urbanistycznego, w braku koordynacji między resortami. „Czasami szczegół potrafi zablokować nawet bardzo dobry projekt architektoniczny” – mówi Fokczyński. I ma rację, bo w Polsce „szczegół” to nie jest wyjątek. To jest norma.84,3 miliarda złotych rocznie. Tyle płacimy za to, że trzydzieści trzy lata nie potrafimy uchwalić jednego dokumentu. Jednego. Mówiącego: „nasza przestrzeń jest dobrem wspólnym – i będziemy o nią dbać.”

