Zaczyna się świąteczna gorączka. Polacy rzucają się na promocje, a paczkomaty pękają w szwach od przesyłek z chińskich platform. Taniej? Pewnie tak. Bezpiecznie? Tu zaczynają się schody. Ostatnia wielka kontrola Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta na granicach to kubeł zimnej wody dla łowców okazji. Niemal 1000 sprowadzanych e-rowerów nie dopuszczono do obrotu, a co druga badana zabawka miała wady.
Kupujemy oczami i portfelem. Jak wynika z badań IBRiS, aż 83 proc. polskich e-konsumentów odwiedziło przynajmniej jedną chińską platformę (AliExpress, Shein, Temu) w ciągu ostatniego półrocza. Powód jest prosty – dwie trzecie z nas uważa, że tam jest po prostu taniej. Ale UOKiK mówi: „sprawdzam”. I wyniki tych testów dają do myślenia przed kliknięciem „Kup teraz”.
E-rower pod choinkę? Uważaj na „kota w worku”
Rowery elektryczne to hit ostatnich sezonów. UOKiK, wspólnie z KAS i Inspekcją Handlową, wziął pod lupę 1139 sztuk takich pojazdów importowanych spoza UE.
Wynik? Porażający. Sto procent skontrolowanych modeli – wszystkie 29 typów – miało braki formalne. W 28 modelach brakowało oznakowania CE lub było ono nieprawidłowe.
Brak znaku CE to nie biurokracja. To sygnał, że producent nie potwierdził (lub nie chciał potwierdzić), że jego sprzęt spełnia jakiekolwiek normy bezpieczeństwa obowiązujące w Europie. Efekt? Służby “zablokowały” na granicy 963 sztuki e-rowerów, nie dopuszczając ich do sprzedaży.
Zabawki, które mogą zranić
Jeszcze groźniej robi się w dziale dziecięcym. Kontrola zabawek dla dzieci poniżej 3 lat (grzechotki, gryzaki) wykazała, że na 50 zbadanych modeli, aż 23 miały nieprawidłowości.
I tu nie chodziło tylko o brak papierka. W 13 modelach wykryto wady konstrukcyjne: Zbyt małe elementy (ryzyko udławienia), linki, w które dziecko może się zaplątać, ostre zadziory i krawędzie, zbyt duży hałas, grożący uszkodzeniem słuchu malucha. Większość zakwestionowanych zabawek (43 modele) pochodziła z Chin.
Bartosz Klimczuk z UOKiK tłumaczy, że kontrola to nie tylko sprawdzanie papierów. Podejrzane produkty trafiają do specjalistycznych laboratoriów w Bydgoszczy, Łodzi i Lublinie.
„Sprawdzamy nie tylko, czy dane produkty zawierają metale ciężkie lub inne szkodliwe substancje, np. ftalany, ale też palimy te produkty, rzucamy je z wysokości, sprawdzamy ich właściwości fizyczne” – wylicza ekspert.
Co robić? Nie daj się zwariować (i oszukać)
Eksperci UOKiK uspokajają: nie wszystko, co z Chin, jest złe. Ważny jest producent, a nie kraj wysyłki. Prawo jest jasne – każdy produkt sprzedawany Polakowi – nieważne czy przez platformę z Polski, Niemiec czy Chin – musi spełniać te same unijne normy bezpieczeństwa.
Unia podpisała porozumienie z gigantami e-commerce (tzw. Safety Gate), by szybciej usuwać niebezpieczne oferty. Ale zanim system zadziała, możemy mieć już mieć wadliwy towar w domu.
Rada na święta – zanim kupisz super tani gadżet dla dziecka, sprawdź, czy ma znak CE i polską instrukcję. Jeśli nie ma – zastanów się dwa razy. Bo oszczędność 50 złotych może nie być warta ryzyka.

