Kto choć raz budował dom lub remontował mieszkanie, ten zna ten scenariusz. Ekipa budowlana zawaliła terminy, deweloper nie usunął usterek, a na ścianach wychodzi grzyb. Do tej pory oznaczało to jedno: wojnę w sądzie. Wojnę, która w Polsce trwa latami i kosztuje fortunę. Teraz ma się to zmienić. Od 1 marca 2026 roku wejdą w życie nowe przepisy, które zmuszą obie strony, by najpierw spróbowały się dogadać.
Problem z polskimi sądami jest prosty: są dramatycznie powolne. Statystyki są brutalne. W sądach cywilnych czy gospodarczych w Warszawie czeka się na rozstrzygnięcie w dwóch instancjach do pięciu lat – mówi Małgorzata Miszkin-Wojciechowska, dyrektorka Centrum Mediacji Lewiatan.
Teraz wyobraźmy sobie, że przez pięć lat mamy zamrożone pieniądze, niedokończoną budowę albo usterki, których nikt nie naprawia. A to nie koniec kosztów. W sprawach budowlanych kluczowy jest biegły. Poszukiwania biegłego rzeczoznawcy w sprawach budowlanych są bardzo trudnym zadaniem. Opinia biegłego sądowego potrafi kosztować nawet 400 czy 500 tys. zł w dużych sprawach, w skomplikowanych sporach infrastrukturalnych.
Polak nie chce się dogadać. Polak chce mieć rację
Choć mediacja jest dostępna od lat, nikt z niej nie korzysta. W 2024 roku tylko 1,7 proc. spraw, które mogły trafić do mediacji, faktycznie tam trafiło. Dlaczego? Bo mamy mentalność szukania sprawiedliwości za wszelką cenę Polacy najczęściej myślą, że racja jest po ich stronie. Niezależnie od faktów. Problem w tym, że takie szukanie racji to nadmierne marnowanie swojego czasu, nerwów, kosztów.
Winni są też często… prawnicy. Pełnomocnicy – adwokaci i radcowie – często nie wierzą, że mediatorowi uda się to, co nie udało się im, i nie doradzają swoim klientom skorzystania z mediacji.
Co się zmieni od 1 marca 2026 roku?
W marcu przyszłego roku wchodzi nowelizacja Kodeksu postępowania cywilnego.Mówiąc prosto: jeśli złożysz pozew przeciwko swojemu wykonawcy (lub on przeciwko tobie), sąd przed pierwszą rozprawą będzie miał obowiązek skierować was do mediacji.
Cel jest prosty. Skoro nie chcemy dogadywać się dobrowolnie, ustawodawca wprowadza element przymusu edukacyjnego. Stąd właśnie Ministerstwo Sprawiedliwości zaproponowało wprowadzenie przepisu obowiązkowego kierowania spraw do mediacji, który ma stanowić pewnego rodzaju element edukacyjny zarówno dla stron, jak i dla pełnomocników – uważa Miszkin-Wojciechowska.
„Rachunek biznesowy” zamiast 5 lat wojny
Nowe przepisy mają zmusić Polaków do zrobienia prostego rachunku biznesowego. Zamiast czekać 5 lat na wyrok, płacić prawnikom przez 60 miesięcy i ryzykować gigantyczny rachunek od biegłego, może lepiej trochę zejść ze swojego roszczenia. Tym bardziej, że mediacja trwa nie 5 lat, a np. trzy miesiące. Zamiast niepewnego wyroku sądu, kończy się ugodą, którą obie strony akceptują. Dla kogoś, kto chce po prostu skończyć budowę i zacząć normalnie żyć, te dwa rozwiązania są nie do porównania.

