Utarło się, że czytanie do poduszki to domena mamy. Mama utuli, mama przeczyta bajkę, mama zadba o emocje. A tata? Tata jest od „ważniejszych” spraw albo od zabawy klockami. Błąd. Nauka mówi wprost: kiedy to ojciec otwiera książkę, w mózgu dziecka dzieje się magia, której mama – przy wszystkich swoich zaletach – nie jest w stanie zastąpić.
Badania są bezlitosne, ale i dają nadzieję. Z jednej strony mamy smutną statystykę: w Polsce mężczyźni czytają rzadziej niż kobiety. Z drugiej – mamy twarde dowody na to, że czytający tata to tajna broń w rozwoju dziecka.
Dlaczego tata czyta inaczej, czyli “efekt Harvardu”
To nie jest kwestia tego, kto ma ładniejszy głos. Chodzi o sposób interakcji. Badania przeprowadzone m.in. na Harvardzie (przez dr Elisabeth Duursma) wykazały fascynującą różnicę.
Mamy, czytając dzieciom, często przyjmują rolę „nauczyciela”. Zadają pytania konkretne: „Ile tu jest jabłek?”, „Jaki to kolor?”. To świetne dla podstaw. Ojcowie robią to inaczej. Częściej zadają pytania abstrakcyjne, „odjechane”. „Hej, pamiętasz, jak widzieliśmy taką drabinę u dziadka na działce?”. „Co byś zrobił, gdybyś spotkał takiego smoka?”.
Ten „męski” styl to dla mózgu dziecka wyższy poziom gimnastyki. Zmusza do łączenia faktów, wyobrażania sobie sytuacji spoza książki i budowania skomplikowanych zdań. Efekt? Dzieci, którym czytają ojcowie, mają bogatsze słownictwo i lepiej radzą sobie z językiem w szkole.
Polscy ojcowie chcą, ale się… boją?
Jak to wygląda na naszym podwórku? Fundacja Powszechnego Czytania (FPC) sprawdziła to w badaniu „Ojcowie i dzieci”. Wyniki są słodko-gorzkie. Dobra wiadomość – aż 74% badanych ojców deklaruje, że czyta dzieciom regularnie, codziennie lub kilka razy w tygodniu. Traktują to jako zabawę i budowanie więzi, a nie przykry obowiązek – tylko 12% uważa to za przymus.

Zła wiadomość – wielu ojców rezygnuje z czytania, gdy dziecko kończy 6-7 lat i idzie do szkoły. Myślą: „nauczyło się składać litery, moja rola skończona”. To pułapka. Właśnie wtedy, w wieku 9-10 lat, chłopcy najczęściej porzucają książki, bo brakuje im męskiego wzorca czytelnika. Jeśli widzą tatę tylko ze smartfonem, a mamę z książką, kodują prosty sygnał: „czytanie nie jest męskie”.
Akcja #TataTeżCzyta, czyli o co w tym chodzi
Kampania #TataTeżCzyta, organizowana przez Fundację Powszechnego Czytania i Wydawnictwo Tatarak, to pospolite ruszenie, które ma odczarować książkę w męskich rękach. W akcję włączyli się znani ojcowie, m.in. Zygmunt Miłoszewski, ale też sportowcy, m.in. siatkarze i koszykarze Trefla Gdańsk. Przekaz jest prosty – czytanie to nie „niemęska nuda”, ale budowanie relacji i inwestycja w przyszłość dziecka. Co ciekawe, akcja działa. Badania pokazują, że pod wpływem kampanii aż 20% rodziców zaczęło czytać dzieciom, a 60% sięga po książki częściej.
Nie musisz być lektorem radiowym. Nie musisz czytać idealnie. Chodzi o to, żebyś tam był. Badania pokazują, że czytanie przez ojca ma ogromny wpływ na tzw. dobrostan psychiczny dziecka w przyszłości – zmniejsza ryzyko depresji, poprawia samoocenę i buduje poczucie bezpieczeństwa.
Więc jeśli dziś wieczorem zastanawiasz się, czy włączyć bajkę na tablecie, czy wziąć do ręki książkę – wybór jest prosty.

