Europejska motoryzacja stoi nad przepaścią. John Elkann, przewodniczący rady nadzorczej Stellantis, ostrzegł w Turynie, że branży grozi „nieodwracalny spadek”, jeśli Bruksela nie zmieni kursu. Koncern domaga się od Unii Europejskiej większej elastyczności w sprawie redukcji emisji CO2 i kładzie na stół konkretny pakiet propozycji. Czasu jest mało – Komisja Europejska ma odkryć karty już 10 grudnia.
Podczas wydarzenia w Turynie, inaugurującego produkcję nowej, hybrydowej wersji Fiata 500, nastroje były dalekie od świętowania sukcesu. John Elkann wykorzystał tę okazję, by wysłać dramatyczny apel do decydentów.
Branża ma swój plan ratunkowy
Elkann podkreślił, że przemysł motoryzacyjny przygotował własny pakiet propozycji, który ma uchronić sektor przed katastrofą. Producenci chcą uniknąć „przerażającego spadku” i proponują alternatywną ścieżkę do redukcji emisji – taką, która będzie „konstruktywna” i pozwoli „przywrócić wzrost”.
Czego konkretnie domaga się branża? Lista postulatów jest długa i konkretna. Chodzi, m.in. o zgodę na sprzedaż hybryd typu plug-in oraz pojazdów z tzw. rozszerzaczami zasięgu range extenders także po dacie granicznej wyznaczonej przez UE. Zamiast sztywnych rocznych limitów, branża chce „uśrednienia” celów redukcji emisji CO2 w perspektywie kilku lat. Domaga się dostosowania przepisów tak, by produkcja małych samochodów znów była opłacalna oraz wprowadzenia szerokiego programu zachęt do wymiany najstarszych aut.
Powrót do hybrydy to konieczność
Symbolem problemów, z jakimi boryka się Stellantis, jest sam Fiat 500. Model ten został wprowadzony w 2020 roku jako pojazd wyłącznie elektryczny. Teraz jednak koncern uruchamia produkcję wersji hybrydowej.
To krok wymuszony przez rynek. Stellantis musi ożywić włoską produkcję, która cierpi z powodu „mieszanki czynników”: niskiego popytu na drogie auta elektryczne oraz rosnącej konkurencji ze strony chińskich producentów.
Liczby są nieubłagane. W ubiegłym roku rejestracje samochodów w Europie wyniosły około 13 milionów sztuk. To wciąż daleko do poziomu sprzed pandemii – w 2019 roku było to 15,8 miliona.
„Pilne i ostateczne działania”
Dyrektor generalny Stellantis, Antonio Filosa, stwierdził wprost: czas na długie rozmowy z władzami europejskimi się skończył. Teraz branża potrzebuje „pilnych i ostatecznych działań”.
„Jeśli będziemy mogli odzyskać klientów dzięki doskonałym produktom, takim jak hybryda 500, z pewnością będziemy w stanie przywrócić wzrost, który jest niezbędny dla przyszłych inwestycji i innowacji… wspierając zatrudnienie w Europie” – argumentował Filosa.
Stawka jest wysoka. Wcześniej byli szefowie grupy ostrzegali, że ryzyko gigantycznych grzywien za niespełnienie unijnych celów emisji CO2 może zmusić koncern do zamykania fabryk. Głos zabrał też Gianluca Ficco ze związku zawodowego UILM, apelując do UE o zmianę zasad „zanim będzie za późno”, aby uchronić miejsca pracy.
Wszystkie oczy są teraz zwrócone na 10 grudnia. To wtedy Komisja Europejska ma przedstawić propozycje dotyczące przeglądu przepisów.

