Tegoroczna Wigilia, pierwszy raz będzie dniem wolnym od pracy. Ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk ogłasza w mediach społecznościowych „wielkie zwycięstwo” i „oddanie świąt rodzinom”. Problem w tym, że w tej beczce miodu jest spora łyżka dziegciu. W zamian za wolną wigilijną środę branża handlowa zapłaci „handlowym maratonem”. W grudniu sklepy będą otwarte aż przez trzy niedziele z rzędu.
Wpis Ministry Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej na platformie X nie pozostawia złudzeń – Lewica traktuje to jako swój sztandarowy sukces. Narracja jest prosta: koniec z bieganiem do pracy w dzień, który dla wielu Polaków jest najważniejszym rodzinnym świętem w roku.
Miesiąc do wolnej Wigilii i poniedziałek od razu staje się lepszy! 🎄🎁 pic.twitter.com/8HVYmG59yw
— A. Dziemianowicz-Bąk (@AgaBak) November 24, 2025
Jednak polityczny sukces ma swoją cenę, o której w rządowych grafikach mówi się nieco ciszej. To klasyczna transakcja wiązana: „coś za coś”.
Cena wolności: Grudniowy maraton handlowy
Do tej pory w grudniu mieliśmy zazwyczaj dwie niedziele handlowe. Nowa ustawa zmienia zasady gry, wprowadzając wyjątek, który dla wielu pracowników marketów może być uciążliwy. Aby zrekompensować straty wynikające z zamknięcia sklepów 24 grudnia, handel ruszy pełną parą w trzy kolejne niedziele poprzedzające święta.
Oznacza to, że zakupy zrobimy:
>> PRZECZYTAJ TAKŻE <<
- 7 grudnia
- 14 grudnia
- 21 grudnia
Zamiast przedświątecznego wyciszenia, galerie handlowe i dyskonty będą pracować na najwyższych obrotach przez trzy weekendy z rzędu. Dla klientów to wygoda, ale dla kasjerów i magazynierów – najgorętszy okres w roku staje się jeszcze bardziej intensywny.
Jest bezpiecznik, ale chaos pozostaje
Co prawda przepisy wprowadzają pewien „bezpiecznik”. Główny Inspektorat Pracy wyjaśnia, że pracodawca nie może zmusić pracownika do pracy we wszystkie trzy niedziele. Zgodnie z prawem, pracownik handlu może stawić się w pracy maksymalnie w dwie z tych trzech niedziel.
To teoria. W praktyce oznacza to konieczność skomplikowanego układania grafików i presję na załogi, które w okresie przedświątecznym i tak są przeciążone.
Kto zyskał, a kto stracił?
Bilans tej zmiany nie jest jednoznaczny. Pracownicy biurowi i urzędnicy: To ewidentni zwycięzcy. Zyskują dodatkowy dzień wolny bez żadnych dodatkowych obciążeń. Pracownicy handlu: Zyskują wolną Wigilię (co jest bezsprzeczną wartością), ale tracą wolne niedziele w adwencie, kiedy większość rodzin spędza czas razem.
Rząd chwali się prospołeczną zmianą, ale warto pamiętać, że w ekonomii i prawie pracy nie ma darmowych obiadów. Wolna Wigilia to gest, za który branża handlowa – i jej pracownicy – „odpracują” swoje w niedziele.

