Do Zimowych Igrzysk Olimpijskich zostało niewiele ponad dwa miesiące, a w Cortina d’Ampezzo atmosfera gęstnieje. I to nie z powodu sportowych emocji, ale logistycznego koszmaru. Organizatorzy zostali zmuszeni do wstrzymania sprzedaży części biletów. Powód? Obawa przed paraliżem komunikacyjnym. Nowa kolejka linowa, która ma wywozić kibiców na stoki, wciąż jest w budowie, a opóźnienia są tak duże, że realne stało się ryzyko transportowej katastrofy.
Cortina d’Ampezzo, perła Dolomitów i współgospodarz Igrzysk (razem z Mediolanem), staje przed potężnym wyzwaniem. Malownicze miasteczko, które gościło olimpijczyków w 1956 roku, ma jeden poważny problem: brak stacji kolejowej i tylko jedną główną drogę dojazdową. W lutym, gdy zjadą tam tysiące fanów, ta droga może stać się najdłuższym parkingiem we Włoszech.
Cięcie biletów o 15 procent
Sytuacja jest na tyle poważna, że lokalne władze musiały podjąć drastyczne kroki. Massimo Bortoluzzi, radny prowincji ds. transportu, poinformował agencję Reuters o konieczności „wstępnego cięcia” szacowanej liczby widzów o 15 proc. (pierwotnie planowano 200 tysięcy osób).
Musimy postawić granicę, jesteśmy zbyt blisko terminu i teraz ryzykujemy problemy ze znalezieniem kierowców i autobusów wahadłowych – przyznał szczerze Bortoluzzi.
Komitet organizacyjny Milano Cortina 2026 potwierdził, że tymczasowo ograniczył pulę dostępnych biletów, aby dopasować liczbę gości do „aktualnej przepustowości systemu transportowego”.
Kolejka niezgody i wyścig z czasem
Wszystkie oczy zwrócone są teraz na projekt kolejki gondolowej Apollonio-Socrepes. To kluczowa inwestycja. Ma ona zabierać kibiców bezpośrednio z centrum miasta (spod szkoły podstawowej) na stoki Tofane, gdzie odbywać się będą zawody w narciarstwie alpejskim kobiet.
Parametry robią wrażenie: 10 słupów, 3 stacje, 50 wagoników i przepustowość 2400 pasażerów na godzinę. Problem w tym, że kolejka wciąż nie jest gotowa.
Projekt od początku miał pod górkę. Kontrakt przyznano firmie dopiero w lipcu tego roku, po długim procesie zatwierdzania. Grupa mieszkańców próbowała zablokować budowę w sądzie. Teren jest podatny na osuwiska – pęknięcie w gruncie dodatkowo skomplikowało prace.
„Miasto zamknięte” dla aut
Niezależnie od tego, czy kolejka ruszy na czas, Cortina w czasie Igrzysk (6–22 lutego) zamieni się w twierdzę. Wprowadzone zostaną specjalne środki, by uniknąć totalnego zatoru: Tylko pojazdy ze specjalnymi przepustkami (dla mieszkańców, właścicieli drugich domów i służb) wjadą do części miasta. Kibice z biletami będą musieli zostawić swoje samochody na wyznaczonych parkingach poza miastem i przesiąść się do autobusów wahadłowych.
„Zdążymy”
Mimo nerwowej atmosfery, Simico – państwowa agencja odpowiedzialna za infrastrukturę – uspokaja. Specjalny komisarz Massimo Saldini zapewnił w wywiadzie dla RAI, że główna część prac zostanie ukończona do końca grudnia, a styczeń zostanie przeznaczony na testy końcowe.
Mieszkańcy, tacy jak Franco Sovilla, właściciel historycznej księgarni w Cortinie, trzymają kciuki. Wiedzą, że gra toczy się o coś więcej niż dwa tygodnie Igrzysk. W tej chwili jest tylko jedna droga, by dotrzeć na stoki Tofane. Bez tego połączenia ruch byłby ogromny. To pomoże rozładować korki także po Igrzyskach – komentuje Sovilla. Pytanie tylko, czy kibice zdążą na pierwszy gwizdek (lub zjazd), czy utkną w autobusie w drodze na stok.

