„Osoba aktorska do roli matki”. Absurdy neutralności płciowej a przedsiębiorcy łapią się za głowy

2025-11-29_10-10_Osoba aktorska do roli matki

Chcesz zatrudnić mechanika do warsztatu? A może aktorkę do reklamy rajstop? Uważaj, jak formułujesz ogłoszenie. Jeśli napiszesz po prostu, kogo szukasz, możesz zostać oskarżony o dyskryminację. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców zwraca uwagę na nowe standardy, które zamieniają rekrutację w językowy slalom gigant. Witajcie w świecie, gdzie słowo „hydraulik” staje się podejrzane.

Rzecznik MŚP w swoim wpisie na platformie X przypomina o zasadach, które w teorii mają promować równość, a w praktyce często promują biurokratyczny bełkot. Chodzi o tzw. neutralność płciową w ogłoszeniach o pracę.

Zasada jest prosta i – na pierwszy rzut oka –  słuszna: nie dyskryminuj. Ale diabeł tkwi w interpretacji.

„Osoba hydrauliczna” poszukiwana

Wyobraźmy sobie prostą sytuację. Prowadzisz firmę budowlaną. Szukasz silnych rąk do noszenia worków z cementem. Albo prowadzisz warsztat i potrzebujesz mechanika, który zna się na silnikach diesla. Zgodnie z nową poprawnością, napisanie „Zatrudnię mechanika” to stąpanie po kruchym lodzie. Sugerujesz bowiem, że wolisz mężczyznę. A co z kobietami?

Zamiast konkretu, przedsiębiorca musi więc tworzyć językowe potworki: „Zatrudnię mechanika/mechaniczkę”, „Poszukujemy osoby na stanowisko monterskie”, „Wakat dla osoby w charakterze kierowcy”.

Brzmi to może i nowocześnie, ale czy jest czytelne? Kiedy pęknie ci rura w łazience, szukasz w Google „hydraulika”, a nie „osoby świadczącej usługi wodno-kanalizacyjne niezależnie od tożsamości płciowej”.

Rola żeńska dla… osoby?

Absurd sięga zenitu, gdy wchodzimy w branże specyficzne. Wyobraźmy sobie casting do filmu. Reżyser szuka aktorki do roli matki głównego bohatera. Czy w ogłoszeniu może napisać „Szukam aktorki w wieku 40+”? W świecie neutralności  to dyskryminacja ze względu na płeć i wiek.

Powinien napisać: „Poszukuję osoby aktorskiej do odtworzenia roli rodzica”. Czy to oznacza, że na casting może przyjść 20-letni mężczyzna z brodą i mieć pretensje, że nie dostał roli matki, bo pracodawca nie był inkluzywny? To brzmi jak skecz Monty Pythona, ale niestety staje się korporacyjną rzeczywistością.

Przedsiębiorca ma robić biznes, a nie pisać poematy

Dla małych firm to kolejne utrudnienie. Właściciel warsztatu czy osiedlowego sklepu nie ma działu HR ani prawników, którzy sprawdzą każde słowo w ogłoszeniu pod kątem zgodności z dyrektywami unijnymi. On chce po prostu znaleźć pracownika.

Wymuszanie na siłę feminatywów lub form bezosobowych tam, gdzie płeć nie ma znaczenia (biuro, IT) – w porządku, niech rynek decyduje. Ale wciskanie neutralności tam, gdzie specyfika zawodu jest jasna, to wylewanie dziecka z kąpielą.

Dajmy ludziom pisać tak, jak mówią. Bo za chwilę będziemy szukać „osoby górniczej” i „osoby w charakterze ojca”, a jedynym efektem będzie to, że nikt nie zrozumie, o co w ogłoszeniu chodzi.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: