Papszun chce do Legii, Raków mówi „płać”, a kibice gwizdają. Czy trener może po prostu trzasnąć drzwiami?

2025-11-29_11-45_Papszun chce do Legii, Raków mówi płać, a kibice gwizdają

To miał być pomnik, a robi się zgliszcza. Marek Papszun, architekt sukcesów Rakowa Częstochowa, otwarcie deklaruje chęć przenosin do Legii Warszawa. Kibice pod Jasną Górą czują się zdradzeni, a prezesi obu klubów toczą zakulisową wojnę o miliony. Czy trener z ważnym kontraktem może tak po prostu zmienić barwy? Sprawdzamy, co na to przepisy PZPN, bo sprawa jest bardziej skomplikowana niż zwykłe „chcę odejść”.

Sytuacja jest napięta jak struna. Papszun, ikona Rakowa, chce podjąć wyzwanie w Warszawie. Kibice Rakowa dali wyraz swojemu niezadowoleniu, a negocjacje między klubami utknęły w martwym punkcie. Dlaczego? Bo w Ekstraklasie trener to nie tylko pracownik, to „zasób” chroniony przepisami.

Mit „wolnego strzelca”. Trener to nie piłkarz

Wielu kibiców myśli, że trener może w każdej chwili spakować walizki. Błąd. Jak wynika z analizy regulacji PZPN, trener jest związany Zasadą Stabilności Kontraktowej (contractual stability). Co to oznacza w praktyce? Brak „prawa Bosmana”. Piłkarz na pół roku przed końcem umowy może podpisać kontrakt z nowym klubem. Trener – teoretycznie też, ale… Tu kluczowa jest zasada lojalności. Prowadzenie zaawansowanych negocjacji z bezpośrednim rywalem (a takim dla Rakowa jest Legia) w trakcie sezonu, bez zgody obecnego pracodawcy, może być uznane za naruszenie dobra klubu i konflikt interesów.

Papszun, mówiąc wprost o chęci odejścia, stąpa po cienkim lodzie. Jeśli jego kontrakt nie wygasa za chwilę, takie deklaracje mogą być podstawą do postępowania dyscyplinarnego.

Blokada w systemie. Raków trzyma karty

Nawet jeśli Papszun „dogada się” z Legią przy stoliku, to Raków wciąż trzyma klucze do jego ławki trenerskiej. Chodzi o system Extranet PZPN.

>> PRZECZYTAJ TAKŻE <<

Zgodnie z przepisami, system posiada „blokadę podwójnego zatrudnienia”. Legia nie może zarejestrować Marka Papszuna jako swojego trenera, dopóki Raków nie „wypnie” go z systemu jako swojego pracownika. To daje Michałowi Świerczewskiemu (właścicielowi Rakowa) potężny argument. Może powiedzieć: „Chcesz odejść? Proszę bardzo. Ale dopóki Legia nie zapłaci, w systemie jesteś nasz”. A bez rejestracji w Extranecie Papszun nie może usiąść na ławce Legii – groziłoby to walkowerami.

Ile to kosztuje? Klauzula to jedyny ratunek

Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest klauzula odstępnego (buy-out clause). Jeśli Papszun ma ją w kontrakcie (np. 1 mln euro), Legia wpłaca pieniądze i Raków nie ma nic do gadania.

Jeśli jednak klauzuli nie ma (co w polskich warunkach wciąż się zdarza), Raków może dyktować zaporową cenę. Może zażądać kwoty, która pokryje resztę kontraktu trenera, a nawet „premię” za osłabienie rywala.

Tu dochodzimy do sedna problemu, który tak rozwścieczył kibiców w Częstochowie. W świecie korporacji zmiana pracy na lepszą (Legia to wciąż największy budżet i marka) jest normalna. W sporcie, gdzie w grę wchodzą emocje i lojalność plemienna, przejście do „znienawidzonego rywala” to zdrada

Dla Papszuna to ryzykowna gra. Jeśli transfer nie dojdzie do skutku, zostanie w klubie, w którym kibice już go skreślili, a zarząd wie, że myślami jest w Warszawie. Z perspektywy przepisów PZPN sytuacja jest jasna: kontrakt to świętość. Dopóki obie strony (kluby) się nie dogadają, Papszun formalnie jest zakładnikiem własnego sukcesu w Częstochowie.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: