W przededniu kluczowych negocjacji z wysłannikami amerykańskiej administracji, Władimir Putin drastycznie zaostrza retorykę wobec Starego Kontynentu, stawiając pod znakiem zapytania jedność transatlantycką. Rosyjski przywódca wprost odrzucił europejskie warunki zakończenia trwającego blisko cztery lata konfliktu, określając je mianem „nieakceptowalnych” i deklarując gotowość do natychmiastowej konfrontacji zbrojnej, jeśli Europa będzie do niej dążyć. Równocześnie Kreml wysuwa nowe, radykalne groźby strategiczne pod adresem Kijowa, zapowiadając całkowite odcięcie Ukrainy od dostępu do akwenów morskich w odpowiedzi na ataki na rosyjską flotę handlową.
Deklaracja Putina pada w momencie krytycznym dyplomatycznie – na wtorek w Moskwie zaplanowano rozmowy delegacji rosyjskiej z przedstawicielami Stanów Zjednoczonych, w tym ze specjalnym wysłannikiem Stevem Witkoffem oraz zięciem Donalda Trumpa, Jaredem Kushnerem. Rosyjski prezydent wykorzystał ten moment, by wbić klin między Waszyngton a europejskich sojuszników NATO. Przed spotkaniem z Amerykanami ogłosił, że choć Rosja nie dąży do wojny z mocarstwami europejskimi, to żądania wysuwane przez stolice UE w kwestii uregulowania konfliktu na Ukrainie są dla Moskwy absolutnie nie do przyjęcia. Putin sformułował przy tym jednoznaczne ostrzeżenie: „jeśli Europa chce wojny, to Rosja jest gotowa walczyć już teraz”. Ta retoryka sugeruje, że Kreml liczy na zawarcie porozumienia bezpośrednio z administracją Trumpa, z pominięciem interesów bezpieczeństwa Europy, co wpisuje się w obawy analityków o marginalizację roli UE w nadchodzącym procesie pokojowym.
„Radykalne rozwiązanie”. Groźba całkowitej blokady morskiej po incydencie z tankowcem
Eskalacja słowna dotyczy nie tylko relacji z Zachodem, ale także bezpośrednich działań operacyjnych w teatrze wojny. Władimir Putin w wystąpieniu telewizyjnym zagroził „najbardziej radykalnym rozwiązaniem”, jakim byłoby fizyczne odcięcie Ukrainy od dostępu do morza. Ma to być rzekoma odpowiedź na „piractwo”, czyli ataki dronów na rosyjskie statki handlowe na Morzu Czarnym. Bezpośrednim pretekstem do tych gróźb stał się wtorkowy incydent u wybrzeży Turcji, gdzie tankowiec pływający pod rosyjską banderą i przewożący olej słonecznikowy zgłosił atak drona. Choć tureckie władze morskie i agencja Tribeca potwierdziły, że 13-osobowej załodze nic się nie stało, a strona ukraińska oficjalnie zaprzeczyła swojemu udziałowi w zdarzeniu, Moskwa wykorzystuje ten fakt do legitymizacji planów dalszej ekspansji terytorialnej. Co istotne, groźby Putina rozciągają się także na podmioty trzecie – zapowiedział on działania odwetowe przeciwko tankowcom państw, które udzielają pomocy Ukrainie, co grozi rozlaniem się konfliktu na wody międzynarodowe i paraliżem szlaków handlowych.
NATO w obliczu pęknięcia. Strategia „klina” między USA a Europę
Planowane spotkanie Putina z otoczeniem Donalda Trumpa budzi w stolicach państw NATO nieukrywany niepokój, graniczący z alarmem. Europejscy przywódcy obawiają się scenariusza, w którym dążenie nowej administracji USA do szybkiego „zamknięcia” tematu wojny doprowadzi do podważenia fundamentalnej jedności Sojuszu Północnoatlantyckiego i zapewni Rosji trwałą przewagę strategiczną. Emerytowany generał Ben Hodges w rozmowie z „The Wall Street Journal” ocenia wprost, że obecna sytuacja to „wymarzony scenariusz dla Rosji”, której celem od czasów ZSRR było rozbicie sojuszu Ameryki z Europą. Według analiz „WSJ”, Putin ma świadomość, że militarne pokonanie NATO jest niemożliwe – zwłaszcza w świetle gigantycznych strat poniesionych przez rosyjską armię na Ukrainie – dlatego jego jedyną szansą jest zwycięstwo polityczne poprzez dekompozycję Zachodu. Amerykański plan pokojowy, jeśli zrealizowany w kształcie suflowanym przez otoczenie biznesowe Trumpa, mógłby de facto oznaczać „amnestię” dla rosyjskiej inwazji, powrót Rosji do grupy G8 oraz otwarcie drogi do wspólnych interesów gospodarczych, np. w Arktyce, co ostatecznie pogrzebałoby architekturę bezpieczeństwa w Europie.

