Wieloletnie dochodzenie brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości w sprawie użycia broni chemicznej na terytorium Zjednoczonego Królestwa zakończyło się jednoznacznym werdyktem, który rezonuje w stolicach całego świata zachodniego. Opublikowany w czwartek raport końcowy z publicznego śledztwa nie pozostawia złudzeń: próba otrucia Siergieja Skripala w 2018 roku nie była samowolnym działaniem agentów, lecz precyzyjną operacją państwową. Przewodniczący komisji, sędzia Anthony Hughes, stwierdził wprost, że atak przy użyciu Nowiczoka musiał zostać autoryzowany na najwyższym szczeblu Kremla – przez prezydenta Władimira Putina.
Wnioski płynące z raportu sędziego Hughesa są miażdżące dla rosyjskiej narracji. Brytyjski wymiar sprawiedliwości uznał zgromadzony materiał dowodowy za „przytłaczający”, wskazując na bezpośrednią odpowiedzialność rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Kluczowym elementem konkluzji jest jednak analiza chain of command (łańcucha dowodzenia). Według ustaleń śledztwa, specyfika rosyjskiego systemu władzy oraz waga polityczna ataku na byłego szpiega w kraju należącym do NATO wykluczają możliwość działania bez wiedzy i zgody głowy państwa. Hughes podkreślił, że operacja ta – mająca charakter pokazowej egzekucji – nie mogła odbyć się bez „błogosławieństwa” Putina. Jest to drugi w historii przypadek (po sprawie otrucia Aleksandra Litwinienki polonem), gdy brytyjskie śledztwo oficjalnie obarcza rosyjskiego prezydenta odpowiedzialnością za zabójstwo na brytyjskiej ziemi.
Tragedia przypadkowej ofiary i „porażająca lekkomyślność”
Choć celem ataku był Siergiej Skripal (który wraz z córką Julią przeżył kontakt z trucizną umieszczoną na klamce drzwi), operacja GRU doprowadziła do śmierci osoby postronnej. Raport szczegółowo opisuje los Dawn Sturgess, 44-letniej matki trójki dzieci, która zmarła cztery miesiące po zamachu. Kobieta nieświadomie użyła substancji znajdującej się w porzuconej butelce po perfumach, która posłużyła agentom do przemytu Nowiczoka. Śledczy ustalili, że ilość środka nerwowego w tym jednym flakonie była wystarczająca do uśmiercenia tysięcy osób. Zachowanie rosyjskich oficerów, którzy po wykonaniu zadania po prostu wyrzucili pojemnik z bronią masowego rażenia w miejscu publicznym, zostało w raporcie określone mianem „zadziwiająco lekkomyślnego”. To właśnie ta nonszalancja w szafowaniu życiem niewinnych obywateli obciąża moralną odpowiedzialnością nie tylko bezpośrednich wykonawców, ale i ich mocodawców na Kremlu.
Nowiczok jako geopolityczna wiadomość dla świata
Analiza przedstawiona przez brytyjskich śledczych wykracza poza motyw osobistej zemsty na „zdrajcy”, jakim dla Moskwy był Skripal. Użycie tak specyficznego i kojarzonego z Rosją środka jak Nowiczok miało być – według sędziego Hughesa – czytelnym sygnałem politycznym. Był to okres, w którym Rosja wykazywała „zwiększony apetyt na ryzyko” (po aneksji Krymu i zestrzeleniu MH17), a atak w Salisbury miał stanowić demonstrację siły i bezkarności, skierowaną zarówno do wewnątrz, jak i do społeczności międzynarodowej. Raport sugeruje, że Kreml chciał pokazać, iż posiada długie ręce i nie zawaha się ich użyć w obronie tego, co definiuje jako swoje interesy narodowe, nawet ryzykując potężny kryzys dyplomatyczny.
Publikacja raportu natychmiast uruchomiła machinę reakcji politycznych. Rząd w Londynie ogłosił nałożenie nowych sankcji na GRU i wezwał rosyjskiego ambasadora, by zaprotestować przeciwko „kampanii wrogiej aktywności”. Premier Keir Starmer, komentując ustalenia śledztwa, zapowiedział dalsze bezkompromisowe nazywanie działań reżimu Putina po imieniu. Warto przypomnieć, że wydarzenia z 2018 roku doprowadziły do największej fali wydaleń dyplomatów od czasów Zimnej Wojny i trwale zamroziły relacje na linii Londyn-Moskwa. Strona rosyjska, zgodnie z przewidywaniami, odrzuca wszelkie oskarżenia, podtrzymując narrację o antyrosyjskiej propagandzie, a sami podejrzani agenci w słynnym wywiadzie telewizyjnym tłumaczyli swoją obecność w Salisbury chęcią podziwiania gotyckiej katedry.

