Deja vu z Samurajami. Mamy grupę na Mundial, teraz brakuje tylko awansu

2025-12-06_07-30_Deja vu z Samurajami

Losowanie w Waszyngtonie zakończone. Jeśli w marcu przejdziemy przez piekło baraży, w Ameryce Północnej zameldujemy się w Grupie F. Los nie był ani łaskawy, ani okrutny. Czekają na nas Holandia, Japonia i Tunezja. Na papierze wygląda to na „grupę marzeń” dla kibiców, ale dla sztabu szkoleniowego to zestawienie pełne taktycznych pułapek.

Zwycięzca ścieżki barażowej B (czyli, miejmy nadzieję, Polska) został dolosowany do zestawu, który gwarantuje różnorodność stylów. Nie trafiliśmy na „Grupę Śmierci” z Brazylią czy Francją, ale uniknęliśmy też autostrady do fazy pucharowej. To grupa dla rzemieślników, w której każdy błąd będzie kosztował punkty.

Pomarańczowy alarm i koszmary z Wołgogradu

Z pierwszego koszyka trafiamy na Holandię. To rywal, którego znamy aż za dobrze z ostatnich lat (choćby z Euro 2024). „Oranje” to machina, która rzadko zacina się w fazach grupowych. Grają futbol totalny, szybki i fizyczny. Analitycznie patrząc – to faworyt do wygrania grupy. Dla Biało-Czerwonych mecz z Holendrami będzie (o ile awansujemy na Mundial) walką o przetrwanie i szukanie punktów w kontrach.

Z drugiego koszyka los przydzielił nam Japonię. I tu wracają demony 2018 roku i słynnego „niskiego pressingu” w końcówce meczu na tamtym mundialu. Dzisiejsza Japonia to jednak inna bestia – to zespół, który na poprzednim mundialu potrafił ograć Niemców i Hiszpanów. Są wybiegani, zdyscyplinowani taktycznie i zabójczo szybcy. Dla naszej defensywy, która często ma problemy z mobilnymi rywalami, Samuraje mogą być trudniejszym wyzwaniem niż statycznie grający europejscy średniacy.

Afrykańska niewiadoma

Stawkę uzupełnia Tunezja z trzeciego koszyka. Teoretycznie najsłabszy rywal, ale historia uczy pokory. Afrykańskie zespoły na mundialach są nieobliczalne, a Tunezja słynie z solidnej defensywy i technicznych pomocników. W meczu z nimi będziemy musieli prowadzić grę, co – jak pokazują statystyki ostatnich lat – rzadko wychodzi nam na dobre.

Patrząc na Grupę F chłodnym okiem, to zestawienie dające realne szanse na wyjście (nawet z 3. miejsca, co umożliwia nowy format), ale pod jednym warunkiem. Musimy tam w ogóle pojechać. Dziś, gdy kibice analizują skład Japonii, kadra Jana Urbana (o której wspominały agencje w kontekście delegacji) ma przed sobą brutalną rzeczywistość: marzec, Stadion Narodowy, Albania, a potem wyjazd – Ukraina lub Szwecja. Dopiero gdy wygramy te dwie bitwy, waszyngtońskie losowanie przestanie być wirtualną symulacją, a stanie się planem operacyjnym. Na razie mamy bilet in blanco.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: