Unia Europejska podzielona, siedmiu przywódców naciska na Brukselę. Gra toczy się o miliardy z rosyjskich aktywów i przełamanie oporu Belgii

2025-12-08_11-30_Siedmiu przywódców UE naciska na Brukselę

Grupa państw członkowskich Unii Europejskiej, z Polską na czele, przystępuje do dyplomatycznej ofensywy przed grudniowym szczytem UE. Przywódcy siedmiu krajów wystosowali oficjalny apel do szefostwa Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej. Stawką jest szybkie uruchomienie mechanizmu tzw. pożyczki reparacyjnej dla Ukrainy. Plan, który ma zmusić Rosję do de facto sfinansowania własnej porażki, napotyka jednak na twardy opór w samym sercu Europy – w Belgii, gdzie spoczywa większość zamrożonego majątku Kremla.

Inicjatywa, pod którą podpisał się szef polskiego rządu, gromadzi liderów państw najlepiej rozumiejących zagrożenie ze Wschodu. Obok Donalda Tuska, sygnatariuszami listu skierowanego do Antonio Costy i Ursuli von der Leyen są premierzy Estonii, Finlandii, Łotwy, Szwecji, a także Irlandii i prezydent Litwy. Argumentacja tej grupy jest prosta i oparta na logice zarówno moralnej, jak i strategicznej. Skoro Moskwa rozpętała wojnę, niszcząc infrastrukturę i gospodarkę sąsiada, to rosyjskie pieniądze powinny posłużyć do naprawy szkód i wzmocnienia obronności Kijowa. Przywódcy podkreślają, że czas odgrywa kluczową rolę. Szybka decyzja o uruchomieniu środków jeszcze w grudniu dałaby Ukrainie niezbędny oddech finansowy i znacznie lepszą kartę przetargową w ewentualnych negocjacjach pokojowych.

Mechanizm pożyczki reparacyjnej. Jak to ma działać? 

Propozycja leżąca na stole, wspierana przez Komisję Europejską, zakłada kreatywną inżynierię finansową. Unia miałaby udzielić Ukrainie pożyczki, której zabezpieczeniem stałyby się zamrożone aktywa rosyjskiego banku centralnego. Kijów nie musiałby jej spłacać z własnego budżetu – dług zostałby uregulowany w momencie, gdy Rosja wypłaci reparacje wojenne. W praktyce oznacza to wykorzystanie rosyjskich środków, które od 2022 roku są zablokowane na zachodnich kontach. Według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego, potrzeby Ukrainy na lata 2026-2027 sięgają 90 miliardów euro, a proponowany mechanizm (lub alternatywne zadłużenie zaciągnięte przez UE) miałby pokryć aż dwie trzecie tej kwoty.

Plan ten, choć politycznie atrakcyjny dla większości stolic, budzi poważne obawy w Belgii. To właśnie tam znajduje się siedziba Euroclear – potężnej izby rozliczeniowej, w której zdeponowana jest lwia część zamrożonych rosyjskich aktywów. Premier Belgii Bart de Wever konsekwentnie zgłasza weto, obawiając się scenariusza, w którym Rosja wygrywa procesy sądowe o zwrot środków, a belgijski podatnik zostaje obciążony kosztami odszkodowań. Napięcie na linii Bruksela-Berlin jest wyczuwalne. Jak donoszą media, niedawna wizyta kanclerza Niemiec Friedricha Merza i Ursuli von der Leyen w siedzibie belgijskiego premiera zakończyła się fiaskiem. Rozmowy były na tyle trudne, że politycy rozstali się bez tradycyjnego uścisku dłoni, a Merz specjalnie w tym celu zmienił swoje plany podróży do Norwegii, co świadczy o randze problemu.

Mimo oporu Belgii, zwolennicy „pożyczki reparacyjnej” mają w rękawie silnego asa. Procedura wdrożenia tego mechanizmu nie wymaga bowiem absolutnej jednomyślności wszystkich 27 państw członkowskich. Decyzja może zapaść większością kwalifikowaną (15 państw reprezentujących 65 proc. ludności UE). Oznacza to, że determinacja „siódemki”, przy wsparciu Berlina i Komisji Europejskiej, może doprowadzić do przegłosowania rozwiązania ponad głową belgijskiego rządu. Nadchodzący grudniowy szczyt zapowiada się więc jako kluczowe starcie o finansową przyszłość Ukrainy i wiarygodność gospodarczą Unii.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: