We wtorek po południu Senat rozpoczyna dwudniowe posiedzenie, które może okazać się jednym z najbardziej burzliwych w tej kadencji. Choć w porządku obrad znajdują się kluczowe ustawy dotyczące bezpieczeństwa militarnego na Bałtyku czy zmian podatkowych, uwaga opinii publicznej i ekspertów skupia się na nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.
Pod techniczną nazwą „implementacji unijnego aktu DSA” kryją się przepisy dające urzędnikom potężne narzędzie: możliwość blokowania treści w internecie uznanych za nielegalne. W Polsce, gdzie pamięć o masowych protestach przeciwko ACTA jest wciąż żywa, powrót tematu regulacji sieci budzi demony przeszłości i stawia pytania o granice wolności słowa.
Urzędnik w roli sędziego? Kontrowersje wokół „27 czynów zabronionych”
Rządowa narracja jest spójna i opiera się na konieczności dostosowania polskiego prawa do unijnego Aktu o usługach cyfrowych (Digital Services Act – DSA). Celem regulacji ma być walka z cyfrową patologią: dezinformacją, mową nienawiści, nielegalną sprzedażą towarów czy naruszaniem praw autorskich. Jednak diabeł tkwi w szczegółach wykonawczych. Nowe przepisy wyposażają odpowiednie organy (w tym Prezesa UKE czy UOKiK) w kompetencje do wydawania decyzji o blokowaniu dostępu do treści, które wyczerpują znamiona jednego z 27 czynów zabronionych, opisanych głównie w Kodeksie karnym. Krytycy ustawy, w tym przedstawiciele opozycji oraz organizacji wolnościowych, podnoszą alarm, że tak skonstruowane prawo może stać się furtką do tzw. cenzury prewencyjnej. Obawy dotyczą tego, czy decyzja o „zdjęciu” materiału z sieci nie będzie podejmowana zbyt pochopnie, w trybie administracyjnym, z pominięciem drogi sądowej, co w rękach władzy (każdej – obecnej i przyszłej) może stać się narzędziem politycznym.
Cień ACTA i ACTA 2. Czy historia zatoczy koło?
Procedowanie ustawy o blokowaniu treści w internecie odbywa się w cieniu historycznych doświadczeń, które wstrząsnęły polską sceną polityczną dekadę temu. Masowe protesty przeciwko ACTA, które wyprowadziły na ulice dziesiątki tysięcy młodych ludzi, a później burzliwa debata wokół tzw. ACTA 2, pokazały, że Polacy są niezwykle wyczuleni na wszelkie próby ingerencji państwa w swobodę cyfrową. Ówczesne rządy również tłumaczyły konieczność zmian walką z piractwem i ochroną własności intelektualnej, co nie uchroniło ich przed gniewem społecznym. Dziś sytuacja jest podobna – szczytne hasła o bezpieczeństwie cyfrowym zderzają się z brakiem zaufania do intencji ustawodawcy. Rząd Donalda Tuska musi liczyć się z tym, że każdy krok w stronę „cenzury” (nawet jeśli to słowo używane jest na wyrost) zostanie bezlitośnie wykorzystany przez przeciwników politycznych i może zmobilizować elektorat, dla którego wolność w sieci jest wartością nienaruszalną.
„Bezpieczny Bałtyk” i tarcza dla infrastruktury krytycznej
Choć spór o internet zdominuje nagłówki, senatorowie zajmą się także kwestiami twardego bezpieczeństwa fizycznego. Na stole leży ustawa „Bezpieczny Bałtyk”, która ma kluczowe znaczenie w dobie zagrożenia hybrydowego ze strony Rosji. Nowe regulacje dają wojsku – a w określonym zakresie także Straży Granicznej i Policji – szersze uprawnienia do działania na morzu i w powietrzu. Chodzi przede wszystkim o skuteczną obronę przeciwlotniczą oraz ochronę infrastruktury krytycznej, takiej jak gazociąg Baltic Pipe, terminale LNG czy platformy wiertnicze. W obliczu incydentów z niszczeniem podwodnych kabli na Bałtyku, ustawa ta ma umożliwić polskim służbom szybszą i bardziej zdecydowaną reakcję na potencjalne ataki dywersyjne, które mogłyby sparaliżować energetycznie kraj.
Podatki, spadki i nowa Rada Fiskalna
Agenda 47. posiedzenia Senatu obejmuje również szereg zmian gospodarczych i ustrojowych. Izba wyższa zdecyduje m.in. o powołaniu członków nowej Rady Fiskalnej – organu, który od 2026 roku ma recenzować założenia budżetowe rządu i pilnować dyscypliny finansów publicznych. W sferze podatkowej procedowane będą zmiany w podatku od spadków i darowizn (mające chronić spadkobierców nieświadomych nabycia spadku przed nagłym obowiązkiem podatkowym) oraz w PIT. Ważną zmianą dla przedsiębiorców jest podniesienie limitu przychodów uprawniających do kasowego rozliczenia PIT z 1 mln do 2 mln złotych. Senatorowie pochylą się także nad możliwością zaliczenia do kosztów podatkowych strat wynikających z umorzenia obligacji przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG) – co jest pokłosiem przymusowych restrukturyzacji banków. Kontrowersje może budzić natomiast nowelizacja ustawy o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju (NCBR), która zwiększa wpływ ministra nauki na obsadę kierownictwa tej instytucji, co przez część komentatorów może być odczytywane jako kolejna odsłona upartyjniania agencji dysponujących miliardowymi grantami.

