Francuska wieś mówi „dość”. Wściekłość, blokady i widmo umowy z Mercosurem

2025-12-14_12-10_Francuska wieś mówi "dość"

Francja znów pogrążona w protestach. To, co można zaobserwować na autostradach i w wielu miastach nad Sekwaną to nie jest powtórka z rozrywki, ale desperacki akt obrony przed ostatecznym wyrokiem. Rolnicy, wyprowadzeni z równowagi biernością Paryża i hipokryzją Brukseli, wznowili blokady kluczowych węzłów komunikacyjnych. Głównym zapalnikiem jest powracający jak bumerang temat umowy handlowej UE-Mercosur, która dla europejskiego rolnictwa może być gwoździem do trumny. Do tego dochodzi biurokratyczny absurd, który każe wybijać zdrowe stada w imię przepisów, podczas gdy zza oceanu płynie żywność produkowana bez żadnych standardów.

Tym razem gniew rolników ma konkretny adres: Bruksela i zbliżający się szczyt w Brazylii. Unia Europejska prze na sfinalizowanie umowy o wolnym handlu z krajami Ameryki Południowej Mercosur, czyli m.in. Brazylią, Argentyną, Paragwajem i Urugwajem. Dla francuskiego farmera to wyrok śmierci. Logika protestujących jest brutalnie prosta i trudna do podważenia: Unia narzuca swoim producentom drakońskie normy w ramach Zielonego Ładu, podnosząc koszty produkcji do niebotycznych poziomów, a jednocześnie otwiera szeroko drzwi dla taniej wołowiny, cukru i drobiu z Ameryki Południowej, gdzie te normy nie obowiązują. To klasyczny przykład gospodarczego kanibalizmu. Europa poświęca swoje bezpieczeństwo żywnościowe, by niemiecki przemysł motoryzacyjny mógł sprzedawać więcej aut w Ameryce Łacińskiej.

Blokady to jedyny język, jaki rozumie władza 

Związki zawodowe FNSEA i Jeunes Agriculteurs (Młodzi Rolnicy) nie bawią się już w półśrodki. W ostatnich dniach zablokowano strategiczne punkty, w tym autostradę A9 przy granicy z Hiszpanią (punkt poboru opłat w Boulou), odcinając dopływ towarów z Półwyspu Iberyjskiego. To nie są przypadkowe lokalizacje – to tętnice, którymi do Francji wjeżdża tania żywność z południa. Rolnicy grożą paraliżem regionu paryskiego (Île-de-France), jeśli rząd Michela Barniera nie postawi w Brukseli twardego weta. Widok traktorów blokujących autostrady to sygnał, że dialog się skończył – teraz trwa walka o przetrwanie.

Czara goryczy przelała się na południu Francji, w departamencie Ariege. Decyzja administracyjna o przymusowym wybiciu stada 200 krów z powodu wykrycia pojedynczego przypadku choroby (guzowatej choroby skóry) doprowadziła do wrzenia. Rolnicy fizycznie zablokowali dostęp służbom weterynaryjnym, ustawiając barykady z drzew i sprzętu rolniczego. Interweniowała żandarmeria z gazem łzawiącym. Ten incydent stał się symbolem systemowej bezduszności: urzędnik zza biurka lekką ręką likwiduje dorobek życia całych rodzin, podczas gdy te same urzędy przymykają oko na jakość importu spoza UE. Dla rolników to dowód, że państwo traktuje ich jak wrogów, a nie żywicieli narodu.

Kierunek Bruksela

Mobilizacja nie ogranicza się do Francji. Na 18 grudnia zapowiedziano masowy protest w Brukseli, tuż przed planowanym podpisaniem umowy z Mercosurem. Do stolicy UE mają zjechać rolnicy z całej Europy, w tym silna reprezentacja z Polski, wspierana przez Krajową Radę Izb Rolniczych. To będzie test solidarności europejskiej wsi. Postulaty są jasne: odrzucenie umowy z Mercosurem, realne uproszczenie biurokracji i zasada wzajemności – jeśli wymagacie od nas eko-standardów, wymagajcie ich też od importerów. Jeśli Bruksela zignoruje ten głos, grudzień może być dopiero początkiem „chłopskiej rewolty”, która na wiosnę sparaliżuje cały kontynent.





Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: