Grudzień ’70. Kule zamiast chleba. 55. rocznica masakry na Wybrzeżu

2025-12-14_15-40_Grudzień ’70

Dokładnie 55 lat temu, 14 grudnia 1970 roku, w Stoczni Gdańskiej im. Lenina wybuchł strajk, który błyskawicznie przerodził się w krwawe starcia na ulicach miast Wybrzeża. Bezpośrednim impulsem była drastyczna podwyżka cen żywności, ogłoszona przez ekipy Władysława Gomułki zaledwie kilkanaście dni przed Bożym Narodzeniem. Władza komunistyczna, niezdolna do dialogu, odpowiedziała czołgami i ostrą amunicją. Bilans tamtych dni to oficjalnie 45 zabitych, ponad tysiąc rannych i trauma, która stała się fundamentem późniejszej „Solidarności”.

Decyzja o podwyżce cen detalicznych mięsa, przetworów mięsnych, mąki i innych artykułów spożywczych zapadła 12 grudnia 1970 roku. W realiach PRL, gdzie zaopatrzenie sklepów było fatalne, a zbliżały się święta, był to ruch uderzający w podstawową egzystencję rodzin robotniczych. Podwyżki sięgały od kilkunastu do nawet 36 procent. Społeczeństwo odebrało to jako akt arogancji i cynizmu władzy. Reakcja była natychmiastowa. Rankiem 14 grudnia tysiące stoczniowców w Gdańsku odmówiło podjęcia pracy, domagając się cofnięcia podwyżek.

Gdy postulaty robotników zostały zignorowane, tłum wyszedł na ulice Gdańska. Demonstranci skierowali się pod budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR. 15 grudnia gmach stanął w płomieniach. Władza odpowiedziała brutalną siłą. Do Trójmiasta ściągnięto jednostki Milicji Obywatelskiej i wojska. Wydano rozkaz użycia broni palnej. Pierwsze ofiary śmiertelne padły w Gdańsku, ale fala protestów rozlała się błyskawicznie na Gdynię, Elbląg i Szczecin. Władysław Gomułka i jego otoczenie (m.in. Zenon Kliszko) traktowali protesty nie jako krzyk rozpaczy, lecz jako „kontrrewolucję”, którą należy zdławić siłą militarną.

Czarny Czwartek w Gdyni. Pułapka Kociołka 

Najtragiczniejszym dniem Grudnia ’70 stał się 17 grudnia, znany jako „Czarny Czwartek”. Dzień wcześniej wicepremier Stanisław Kociołek w przemówieniu telewizyjnym wezwał strajkujących w Gdyni do powrotu do pracy. Robotnicy posłuchali. Gdy rankiem wysiedli z kolejek podmiejskich na stacji Gdynia Stocznia, czekali na nich nie majstrowie, lecz kordony wojska i czołgi. Do idących do pracy ludzi otworzono ogień z broni maszynowej. To właśnie tam zginął 18-letni Zbigniew Godlewski, uwieczniony w „Balladzie o Janku Wiśniewskim”. Obraz jego ciała niesionego na drzwiach ulicą Świętojańską stał się ikonicznym symbolem martyrologii robotniczej.

Równolegle dramat rozgrywał się w Szczecinie. 17 grudnia, po wieściach z Trójmiasta, stoczniowcy wyszli na ulice. Doszło do ciężkich walk z milicją i wojskiem, podpalono gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR. W odpowiedzi władze wprowadziły faktyczny stan wyjątkowy na terenie miasta, odcinając łączność i wprowadzając godzinę policyjną. W Szczecinie zginęło 16 osób, a miasto stało się twierdzą oporu, gdzie po raz pierwszy powołano Ogólnomiejski Komitet Strajkowy – strukturę, która dekadę później stanie się wzorcem dla Sierpnia ’80.

Bilans zbrodni i zmiana warty 

Oficjalne dane mówią o 45 ofiarach śmiertelnych na całym Wybrzeżu, choć historycy i świadkowie od lat sugerują, że liczba ta mogła być zaniżona (wiele pochówków odbywało się potajemnie, nocą, pod nadzorem SB). Rannych zostało 1165 osób. Pacyfikacja Wybrzeża doprowadziła do przesilenia na szczytach władzy. Władysław Gomułka został odsunięty (oficjalnie z powodów zdrowotnych), a jego miejsce zajął Edward Gierek, który próbował uspokoić nastroje pytaniem: „Pomożecie?”. Grudzień 1970 roku był tragiczną lekcją, która pokazała, że system komunistyczny w Polsce jest zdolny do strzelania do własnych obywateli, ale jednocześnie obnażyła jego kruchość w starciu ze zorganizowanym oporem społecznym.









Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: