Europa dusi się we własnych przepisach. „Cyfrowy Omnibus” ma być ratunkiem, ale biznes ostrzega: to kropla w morzu potrzeb

2025-12-16_13-10_Europa dusi się we własnych przepisach

Europa sama skazuje się na porażkę. Mit o tzw. efekcie brukselskim, według którego Unia Europejska miała stać się światowym liderem technologii dzięki narzucaniu innym swoich standardów prawnych, legł w gruzach. Twarde dane nie pozostawiają złudzeń. Podczas gdy w USA i Chinach powstają dziesiątki zaawansowanych modeli sztucznej inteligencji, Europa grzęźnie w gąszczu ponad 100 cyfrowych regulacji nadzorowanych przez 270 różnych organów. Komisja Europejska, dostrzegając ten dramat, proponuje „Cyfrowy Omnibus” – pakiet deregulacyjny. Jednak branża technologiczna i eksperci alarmują. Kosmetyczne zmiany to za mało, by odwrócić trend, w którym Stary Kontynent staje się skansenem innowacji.

Diagnoza przedstawiona podczas CEE Innovation Day jest brutalna. Europa przegrywa wyścig o sztuczną inteligencję nie z braku talentów, ale z powodu nadmiernej biurokracji. Jakub Turowski, dyrektor ds. polityki publicznej w Mecie, wskazuje na statystyki, które powinny być alarmem dla decydentów: w ostatnim roku w USA powstało 40 dużych modeli AI, w Chinach – 15. W całej Unii Europejskiej zaledwie trzy. Przekonanie, że bycie pierwszym w regulowaniu (czego przykładem jest AI Act) przyciągnie inwestorów, okazało się błędne. Zamiast tego, skomplikowany system prawny, narastający warstwami od RODO, przez DSA i DMA, aż po nowe akty sektorowe, skutecznie odstrasza kapitał. Start-upy i MŚP rezygnują z inwestycji, bo zwyczajnie nie rozumieją przepisów lub nie stać ich na działy prawne zdolne do ich obsługi.

„Cyfrowy Omnibus”: Przełom czy pudrowanie problemu? 

Odpowiedzią Brukseli ma być „Cyfrowy Omnibus” – pierwszy w historii pakiet przeglądowy, mający uporządkować i uprościć unijne prawo cyfrowe. Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski ocenia ten ruch jako krok w dobrą stronę, podkreślając, że jeszcze niedawno słowo „deregulacja” było w korytarzach Komisji Europejskiej tematem tabu. Polska, wykorzystując swoją prezydencję, stara się nadać temu procesowi dynamikę. Jednak entuzjazm urzędników zderza się ze sceptycyzmem rynku. Firmy technologiczne obawiają się, że proponowane zmiany są zbyt powierzchowne i nie usuwają strukturalnych barier. Jak zauważa Jurģis Miezainis z łotewskiego resortu gospodarki, problemem jest brak spójności – różne dyrekcje generalne w KE tworzą przepisy, które wzajemnie się wykluczają lub dublują, paraliżując innowacje międzysektorowe.

Raport Draghiego jako wyrzut sumienia 

Skalę zaniechań obrazuje realizacja rekomendacji z głośnego raportu Mario Draghiego o konkurencyjności UE. Z dziesięciu kluczowych zaleceń, po roku wdrożono zaledwie jedno. Tymczasem dystans gospodarczy się powiększa – w ciągu ostatnich 30 lat PKB per capita w USA wzrosło dwukrotnie bardziej niż w Europie. To dowód na to, że Unia traci zdolność do generowania dobrobytu. Deregulacja jest więc koniecznością, ale eksperci wskazują, że samo cięcie przepisów już nie wystarczy.

Równolegle do prób sprzątania legislacyjnego bałaganu, Unia Europejska próbuje ratować sytuację inwestycjami w twardą infrastrukturę. Nadzieją ma być strategia „AI Apply Strategy” i budowa tzw. fabryk sztucznej inteligencji. Plan zakłada uruchomienie 19 takich wyspecjalizowanych jednostek w 16 krajach (w tym dwóch w Polsce) do lat 2025–2026. Mają one zapewnić moc obliczeniową niezbędną do trenowania dużych modeli językowych. To próba stworzenia paneuropejskiego ekosystemu, który pozwoliłby chociaż częściowo zasypać przepaść technologiczną dzielącą Europę od USA i Chin. Pytanie brzmi jednak, czy „fabryki” te będą miały dla kogo pracować, jeśli ramy prawne nadal będą wypychać innowatorów poza granice Wspólnoty.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: