Bunt pod ziemią w Czechowicach-Dziedzicach. Górnicy z „Silesii” nie wyjechali na powierzchnię. „Jesteśmy gorsi, bo prywatni?”

2025-12-22_16-00_Bunt pod ziemią w Czechowicach-Dziedzicach

W poniedziałek rano w największej prywatnej kopalni w Polsce rozpoczęła się podziemna okupacja. Kilkudziesięciu górników z PG „Silesia” po zakończeniu nocnej zmiany odmówiło wyjazdu na powierzchnię. To akt desperacji załogi, która została pominięta w nowej ustawie górniczej, gwarantującej wysokie odprawy i urlopy pracownikom państwowych spółek. Protestujący żądają natychmiastowego przyjazdu ministra energii Miłosza Motyki i gwarancji, że nie zostaną pozostawieni na lodzie w obliczu widma zwolnień grupowych.

Protest rozpoczął się o godzinie 6:00 rano, gdy kończyła się czwarta zmiana. Według informacji związkowych, na dole pozostało od 30 do 40 górników. Akcja ma charakter oddolny – to inicjatywa samych pracowników, zdesperowanych brakiem wypłaty świadczeń barbórkowych oraz zapowiedziami masowych zwolnień, które mają objąć ponad 750 osób. Związkowcy z „Solidarności”, „Kadry” i ZZG wspierają protestujących, dostarczając im wodę i dbając o bezpieczeństwo, ale podkreślają – to krzyk rozpaczy ludzi, którzy czują się oszukani przez państwo.

Podział na lepszych i gorszych

Zarzewiem konfliktu jest nowelizacja ustawy o funkcjonowaniu górnictwa, którą kilka dni temu podpisał prezydent Karol Nawrocki. Przepisy, wchodzące w życie 1 stycznia 2026 roku, przewidują hojne osłony socjalne: urlopy górnicze (płatne 80 proc.) oraz jednorazowe odprawy w wysokości 170 tys. zł netto. Problem w tym, że ustawa wymienia konkretne podmioty: Polską Grupę Górniczą, JSW, Węglokoks czy Bogdankę. PG „Silesia”, jako kopalnia prywatna (należąca do Grupy Bumech), została z tego systemu wyłączona.

Pracownicy Silesii nie zostali objęci osłonami. Protestujący żądają, by w trybie pilnym przyjechał minister Motyka – mówi Grzegorz Babij, szef „Solidarności” w kopalni. Górnicy oczekują deklaracji na piśmie, a nie obietnic w mediach społecznościowych.

Ministerstwo: „Blokada formalna”, Prezydent: „Będzie nowelizacja” 

Sytuacja jest prawnie skomplikowana. Minister energii Miłosz Motyka tłumaczy na platformie X, że brak pomocy nie wynika ze złej woli rządu, ale z przepisów o pomocy publicznej. PG „Silesia” znajduje się w postępowaniu sanacyjnym, co formalnie blokuje możliwość transferu środków państwowych. Ministerstwo sugeruje, że rozwiązaniem może być umorzenie sanacji, co otworzyłoby drogę do wsparcia, jednak związkowcy ripostują, że przerwanie sanacji oznacza dla kopalni natychmiastową upadłość.

W sprawę włączył się Pałac Prezydencki. Minister Karol Rabenda poinformował, że prezydent Nawrocki, podpisując ustawę, był świadomy jej ułomności. Głowa państwa zapowiedziała już inicjatywę ustawodawczą, która ma rozszerzyć parasol ochronny na wszystkich górników, niezależnie od struktury właścicielskiej kopalni. Związkowcy zaprosili prezydenta do Czechowic-Dziedzic.

Patowa sytuacja 

Dla górników siedzących kilkaset metrów pod ziemią niuanse prawne mają drugorzędne znaczenie. Widzą, że ich koledzy z państwowych kopalń dostają gwarancje bezpieczeństwa finansowego, podczas gdy oni – wykonujący tę samą ciężką pracę – są zagrożeni bezrobociem bez żadnej osłony. Ludzi na dole nie interesuje, co minister napisał na portalu X. Żądają jego obecności tutaj – kwituje Babij.

Wydobycie w kopalni jest na razie kontynuowane, ale determinacja załogi rośnie. Jeśli rząd nie znajdzie szybkiego rozwiązania prawnego dla prywatnego sektora górniczego, lokalny protest w Czechowicach może stać się iskrą dla szerszego niezadowolenia w branży.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: