Teoria o dwóch modelach transformacji energetycznej w Polsce właśnie zyskała twardy dowód w terenie. W sołectwie Raduń (gmina Choszczno, zachodniopomorskie) toczy się gra o budowę farmy wiatrowej. O względy mieszkańców zabiegają dwa podmioty: firma z Krakowa, oferująca szeroki pakiet korzyści dla wsi, oraz inwestor zza Odry, celujący w grunty wielkoobszarowe. Miejscowi mówią wprost: nie chcemy być tylko tłem dla niemieckich wiatraków. Jeśli turbiny mają stanąć, zyski muszą zostać „w naszym gnieździe”, a nie płynąć szerokim strumieniem na Zachód.
Sytuacja w Raduniu potwierdza, że polskie firmy z sektora OZE przyjęły strategię inkluzywną. Jak wynika z relacji mieszkańców i sołtysa Michała Szymanowskiego, inwestor z Krakowa (polski kapitał) przeprowadził konsultacje społeczne na wiejskiej sali. Model biznesowy jest jasny. Firma rozmawia z wieloma drobnymi rolnikami, oferując im dzierżawę gruntów, co dla małych gospodarstw stanowiłoby istotny zastrzyk gotówki. Co więcej, na stole pojawiły się konkretne propozycje dla całej społeczności, wykraczające poza prywatne umowy. Mieszkańcy wskazują, że inwestycja ma przynieść korzyści dla wspólnej infrastruktury – mowa o wsparciu lokalnej Ochotniczej Straży Pożarnej oraz remontach dróg. Dla wioski pewnie z korzyścią będzie – ocenia jedna z mieszkanek. Takie podejście sprawia, że – jak przyznaje sołtys – „raczej nie było sprzeciwów” co do samej budowy turbin.
Niemiecki model. Układ z obszarnikiem i „wyciskanie” terenu
Zupełnie inną strategię przyjął konkurencyjny inwestor z Niemiec. Według relacji zorientowanych w sprawie mieszkańców, podmiot ten omija szerokim łukiem drobnych gospodarzy. Zamiast budować relacje ze społecznością, skupia się na rozmowach z posiadaczami dziesiątek hektarów – tzw. obszarnikami. To klasyczny przykład taktyki „wyciągania rodzynek”, o której alarmują eksperci. Zagraniczny kapitał dąży do postawienia farmy jak najmniejszym kosztem społecznym (negocjacje z jedną – dwiemia osobami), ignorując fakt, że uciążliwości związane z sąsiedztwem wiatraków (cień, hałas, zmiana krajobrazu) poniosą wszyscy mieszkańcy.
@prosterozmowy 🇵🇱 POLSKA ZIEMIA, NIEMIECKI INTERES? WIATRAKI DZIELĄ WIEŚ! Wiatraki w Polsce – szansa na zarobek czy kolejny sposób na oszukanie rolnika? 🚜 Sytuacja na polskiej wsi robi się gorąca! Na horyzoncie dwóch inwestorów i dwa zupełnie inne podejścia. 👉 Polski model: Inwestor dogaduje się z małymi rolnikami. Efekt? Wiatrak stoi, ale pieniądze z dzierżawy ratują domowe budżety wielu rodzin. 💰 👉 Niemiecki dyktat: Wielki kapitał idzie na skróty. Dogadują się z „obszarnikami”, a drobni rolnicy zostają z niczym. Mają wiatrak przed oknem, ale ani złotówki w kieszeni! ❌ 👉 Niesprawiedliwość: Wielcy zyskują, inwestorzy z Niemiec zarabiają, a polski gospodarz znów czuje się oszukany na własnej ziemi. Skoro musimy stawiać na OZE, to niech zarabia na tym polski, mały rolnik, a nie wielcy obszarnicy opłacani przez zagraniczny kapitał! 🇵🇱 Napisz w komentarzu: czy popierasz wiatraki, jeśli zyskują na nich lokalni rolnicy? Czy to kolejna próba przejęcia polskiego rynku? 👇 rolnictwo oze wiatraki energetyka polska niemcy gospodarka wieś sprawiedliwość polskarola interwencja wiadomości
♬ oryginalny dźwięk – Proste Rozmowy – Proste Rozmowy
W tym modelu zysk trafia do kieszeni jednego właściciela ziemskiego i zagranicznej korporacji, a wieś zostaje z niczym. Niemcy chcą sprzedać wiatraki komuś, najchętniej do Polski – mówi jeden z mieszkańców, sugerując, że Polska staje się rynkiem zbytu dla technologii, z której Niemcy sami częściowo rezygnują lub którą modernizują.
„Pieniądz musi zostać tutaj”
Nastroje w Raduniu są jednoznaczne i nacechowane patriotyzmem gospodarczym. Ludzie nie są przeciwni OZE jako takiemu, ale sprzeciwiają się neokolonialnemu traktowaniu. Znajdujemy się w kraju naszym, polskim. Więc niech to robią sobie nasi ludzie. Oni też muszą zarobić – argumentuje jeden z mieszkańców – ja uważam, że to powinno zostać w naszym gnieździe. Pojawia się też obawa przed wyzyskiem. Niemcy to oni tylko Polskę tutaj wykorzystują – dodaje inny rozmówca, wskazując na ryzyko, że zagraniczny inwestor po postawieniu turbin nie będzie dbał o lokalny interes.
Milczenie władzy
Niepokój budzi postawa lokalnych władz. Mimo prób, dziennikarzom nie udało się porozmawiać z burmistrzem ani urzędnikami gminy Choszczno, do której należy Raduń. Brak transparentności ze strony samorządu w tak kluczowej sprawie może rodzić plotki o faworyzowaniu inwestorów i sprzyjać budowaniu atmosfery nieufności. Przykład Radunia to soczewka, w której skupiają się problemy polskiej transformacji energetycznej. Jeśli wygra model „niemiecki”, oparty na wykluczeniu i dominacji kapitałowej, opór społeczny na polskiej wsi będzie rósł. Jeśli szansę dostanie model „polski”, oparty na partycypacji i wsparciu lokalnych budżetów, zielona energia ma szansę stać się impulsem rozwojowym, a nie zarzewiem konfliktu.
>> PRZECZYTAJ TAKŻE <<

