Polska gospodarka stoi w obliczu poważnego wyzwania w postaci gwałtownie rosnącego długu publicznego, który, według najnowszych prognoz Komisji Europejskiej, może do 2036 roku osiągnąć alarmujący poziom 107 procent Produktu Krajowego Brutto. Ta niepokojąca perspektywa stawia nasz kraj w gronie najbardziej zadłużonych państw Unii Europejskiej, a co istotne, nie jest napędzana demograficznym starzeniem się społeczeństwa, jak w wielu innych krajach. Kluczowym czynnikiem ryzyka jest tak zwany „efekt śnieżnej kuli”, który może zacząć uwidaczniać się już za kilka lat, sprawiając, że koszty obsługi zadłużenia będą rosły szybciej niż samo PKB – informuje money.pl. Rząd ma przed sobą zaledwie kilka lat, aby podjąć zdecydowane działania i uniknąć spirali zadłużenia, która mogłaby poważnie zagrozić stabilności finansów publicznych.
Ostatnie lata przyniosły znaczący wzrost zadłużenia publicznego Polski. Szacuje się, że w 2025 roku dług ten zbliżył się do 60 procent PKB, co stanowi istotny skok w porównaniu do niespełna 50 procent PKB odnotowanych na koniec 2023 roku. Jest to jeden z najwyższych wzrostów w Unii Europejskiej, gdzie jedynie Finlandia odnotowała w tym samym okresie minimalnie większe zadłużenie sektora finansów publicznych. Od 2019 roku, roku poprzedzającego globalną pandemię COVID-19, która wymusiła poluzowanie polityki fiskalnej w wielu krajach, dług publiczny Polski zwiększył się o 14,3 punktu procentowego PKB, plasując nas w czołówce państw z największymi zwyżkami. Mimo tych trendów, Polska wciąż jest klasyfikowana jako kraj o umiarkowanym poziomie zadłużenia, choć jej pozycja w porównaniu z innymi członkami UE systematycznie się pogarsza.
Bez wprowadzania gruntownych reform, które miałyby na celu obniżenie strukturalnego pierwotnego deficytu w sektorze finansów publicznych – czyli deficytu nieuwzględniającego wpływu cyklu koniunkturalnego i kosztów obsługi długu – Polska w nadchodzącej dekadzie może stać się niekwestionowanym liderem we wzroście zadłużenia w Europie. Według prognoz, do 2036 roku nasz dług publiczny może wzrosnąć o 47,3 punktu procentowego PKB, osiągając poziom bliski 107 procent PKB. Oznaczałoby to, że pod względem relacji długu do PKB, Polska ustępowałaby jedynie sześciu innym krajom Unii Europejskiej, w tym Hiszpanii, Finlandii, Grecji, Belgii, Francji i Włochom, co radykalnie zmieniłoby postrzeganie stabilności naszych finansów publicznych.
Polska na tle europy: unikalne wyzwania finansowe

Prognozy te, będące podstawowym scenariuszem zawartym w najnowszym „Monitorze Stabilności Zadłużenia” (DSM) Komisji Europejskiej, opierają się na założeniu, że rządy nie podejmą żadnych dodatkowych działań zmieniających strukturalne pierwotne saldo finansów publicznych poza tymi już zaplanowanymi na bieżący rok. Ścieżka zadłużenia w kolejnych latach jest więc wypadkową przewidywań dotyczących realnego wzrostu PKB, inflacji oraz stóp procentowych. Co niepokojące, tegoroczna edycja DSM ujawnia znaczne pogorszenie kondycji finansów publicznych Polski na przestrzeni ostatnich lat. Na początku 2024 roku Komisja Europejska szacowała, że w 2034 roku polskie zadłużenie wyniesie 77 procent PKB. Rok później prognoza na ten sam okres wzrosła do niemal 91 procent, by w obecnej projekcji osiągnąć poziom bliski 98 procent PKB. W konsekwencji Polska już w ubiegłym roku została zakwalifikowana do grupy państw o wysokim średniookresowym ryzyku niestabilności fiskalnej, choć wcześniej cieszyła się oceną umiarkowanego ryzyka, którą dziś posiada nawet Grecja, skutecznie redukująca swoje zadłużenie.
>> PRZECZYTAJ TAKŻE <<
Warto podkreślić, że w przeciwieństwie do ogólnego trendu w Unii Europejskiej, gdzie wzrost długu publicznego (prognozowany na blisko 100 procent PKB do 2036 roku) jest w dużej mierze konsekwencją starzenia się ludności i związanych z tym wydatków na emerytury oraz opiekę zdrowotną, Polska wyróżnia się w tym aspekcie. System emerytalny funkcjonujący od 1999 roku jest tak skonstruowany, że nie wymaga znaczących dopłat z budżetu państwa, z wyjątkiem pewnych kategorii świadczeń. Komisja Europejska ocenia, że wydatki na emerytury w Polsce mogą nawet zmniejszać deficyt – przypomina money.pl. Niestety, w przypadku wydatków na system opieki zdrowotnej sytuacja jest mniej optymistyczna, ale ogólnie koszty starzenia się ludności będą miały minimalny wpływ na deficyt, w przeciwieństwie do innych krajów, jak Hiszpania czy Niemcy, gdzie stanowią one znacznie większe obciążenie.
Efekt śnieżnej kuli: mechanizm narastania długu
Główną przyczyną narastania długu publicznego w Polsce, według Komisji Europejskiej, będzie tak zwany efekt śnieżnej kuli, którego pojawienie się spodziewane jest już od 2030 roku. Termin ten odnosi się do sytuacji, w której koszty obsługi istniejących zobowiązań, czyli odsetki, rosną szybciej niż nominalny Produkt Krajowy Brutto. Oznacza to, że sam wzrost odsetek generuje deficyt, który nie jest w stanie zostać zrównoważony przez realny wzrost gospodarczy ani inflację. W ostatnim roku objętym projekcją KE, efekt ten może powiększyć polski dług publiczny o niemal 1 punkt procentowy PKB, co, jak obrazowo określa prezes Instytutu Finansów Publicznych i były minister finansów, Paweł Wojciechowski, sprawi, że dług zacznie “żyć własnym życiem”. Co ciekawe, mimo że założenia makroekonomiczne w najnowszej edycji DSM są bardziej optymistyczne niż rok temu – z prognozą realnego wzrostu PKB na lata 2026-2035 wynoszącą 2,5 procent (wobec 2,2 procent wcześniej) i nieco wyższą inflacją – prognozowany przyrost zadłużenia jest nadal większy. Wynika to z głębszego strukturalnego deficytu oraz wyższych przewidywanych kosztów obsługi zobowiązań.
Komisja Europejska przedstawia również alternatywne ścieżki zadłużenia, które, niestety, również nie napawają optymizmem w kontekście Polski. Nawet gdyby rządowi udało się do 2030 roku zredukować pierwotny strukturalny deficyt sektora finansów publicznych do poziomu średniego z lat 2010-2024, dług publiczny nadal by narastał, osiągając w 2036 roku blisko 92 procent PKB. Jest to efekt stopniowego spowalniania wzrostu gospodarczego i nieustannie rosnących kosztów obsługi długu. Co więcej, pogłębienie się strukturalnego pierwotnego deficytu o zaledwie 0,5 punktu procentowego PKB w horyzoncie projekcji mogłoby doprowadzić do zadłużenia wynoszącego 112 procent PKB w 2036 roku. Największy skok zadłużenia wystąpiłby w scenariuszu, w którym różnica między stopami procentowymi (kosztami obsługi długu) a tempem wzrostu nominalnego PKB wynosiłaby 1 punkt procentowy, co spotęgowałoby efekt śnieżnej kuli, podnosząc dług publiczny do niemal 115 procent PKB za dekadę.
Wyzwania polityczne i konsekwencje dla decyzji strategicznych
Autorzy „Monitora Stabilności Zadłużenia” są świadomi, że wszelkie prognozy makroekonomiczne obarczone są znaczną niepewnością, dlatego analizują również ścieżki długu publicznego w przypadku powtórzenia historycznych szoków ekonomicznych. Pokazują, że w najbardziej optymistycznym wariancie dług publiczny Polski w 2030 roku mógłby wynieść 72,5 procent PKB, podczas gdy w najbardziej pesymistycznym – 91,4 procent PKB. Ekonomiści KE we wstępie do swoich raportów zaznaczają, że

