Niemcy zacierają ręce, my płacimy. Jak system ETS stał się bronią wymierzoną w polską gospodarkę?

ETS

Szczyt Rady Europejskiej w Brukseli nie przyniósł przełomu. System handlu emisjami (EU ETS) zostaje z nami, co dla wielu europejskich gospodarek oznacza dalsze drenowanie portfeli. Ale nie dla wszystkich. To, co dla Polski jest potężnym obciążeniem, dla Berlina stało się niezwykle skutecznym narzędziem budowania przewagi konkurencyjnej. Czas powiedzieć wprost: potrzebujemy transformacji i zielonej energii, ale na własnych zasadach, a nie pod dyktando brukselskich spekulantów.

Kto zyskuje na ETS? Nadzieje na reformę unijnego podatku klimatycznego prysły. Mimo wcześniejszych, dość zachowawczych zapowiedzi, na jakie zdobyła się szefowa komisji europejskiej, ostateczny głos na szczycie należał do największego gracza. Po obradach kanclerz Niemiec, Friedrich Merz, z nieskrywaną satysfakcją ogłosił, że system ETS to „wielki sukces” i nikt nie kwestionuje jego istnienia.

Dla Berlina to faktycznie sukces. Niemiecka gospodarka, dysponująca potężnym kapitałem i technologicznym zapleczem, wykorzystuje restrykcyjny system ETS do osłabiania słabszych sąsiadów. Polska płaci miliardy za uprawnienia do emisji, tracąc środki, które mogłyby zostać przeznaczone na realne, krajowe inwestycje. Zamiast sprawiedliwej transformacji, mamy do czynienia z rynkową grą, w której zasady dyktuje najsilniejszy.

Mądry miks energetyczny to podstawa 

Polska z pewnością potrzebuje nowoczesnej energetyki. Zielone technologie, takie jak nowoczesne farmy wiatrowe czy fotowoltaika, to naturalny i niezwykle pożądany kierunek rozwoju. Są one kluczowym uzupełnieniem naszego systemu. Jednak żaden stabilny system energetyczny nie może opierać się wyłącznie na pogodzie.

Zdroworozsądkowe podejście, doceniane przez konserwatywnych analityków, zakłada, że bazą naszego bezpieczeństwa muszą pozostać stabilne źródła: w okresie przejściowym sprawdzone paliwa kopalne, a docelowo – energetyka jądrowa. OZE to genialne rozwiązanie wspierające, ale nie może być wprowadzane na siłę, poprzez finansowe „duszenie” gospodarki systemem ETS.

Eurokraci oderwani od rzeczywistości 

W oficjalnych konkluzjach eurokraci przekonują, że obecna, radykalna droga to „najskuteczniejsza strategia”. Ignorują jednak fakt, że wysokie ceny energii zabijają konkurencyjność europejskiego przemysłu na rynkach globalnych. Polscy przedsiębiorcy i obywatele potrzebują taniego prądu tu i teraz. Oparcie transformacji na mądrym, zrównoważonym miksie (atom i konwencjonalna podstawa plus silne, rozwijające się OZE) to droga do suwerenności. System ETS w obecnej formie jedynie tę drogę wydłuża, nabijając kieszenie spekulantom.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: