Polska wieś znalazła się na ostrym zakręcie, a widmo masowych bankructw spędza sen z powiek tysiącom producentów rolnych. Niskie ceny skupu, tony zalegającego w magazynach zboża i nadciągające zagrożenie ze strony umowy z krajami Mercosur to zaledwie wierzchołek góry lodowej. O tym, kto ponosi odpowiedzialność za obecny stan rzeczy i jakie natychmiastowe kroki muszą podjąć rządzący, rozmawiamy w najnowszym wydaniu naszego programu. Gościem Macieja Chudkiewicza jest Jan Krzysztof Ardanowski – były minister rolnictwa, poseł oraz szef rady rolnictwa i obszarów wiejskich przy prezydencie RP.
Maciej Chudkiewicz: Naszym gościem jest Jan Krzysztof Ardanowski, były minister rolnictwa, poseł oraz szef rady rolnictwa i obszarów wiejskich przy prezydencie RP. Panie ministrze, kto dziś bardziej niszczy polskie rolnictwo – Bruksela czy Warszawa?
Jan Krzysztof Ardanowski: Bruksela niszczy europejskie rolnictwo, w tym polskie, uderzając w tradycyjne gospodarstwa rodzinne, często z powodów ideologicznych. Polska jest krajem, gdzie takich gospodarstw jest najwięcej. Wydarzenia związane z umową Mercosur pokazują, że polski rząd i obecny premier mają w Brukseli niewiele do powiedzenia. Ochrona żywotnych interesów naszych rolników powinna więc wynikać z silnej polityki narodowej, uzupełniającej politykę unijną.
Gdyby ponownie został pan ministrem rolnictwa, jakie trzy natychmiastowe decyzje podjąłby pan, aby poprawić sytuację na wsi?
Przede wszystkim nie można rozkładać rąk i tłumaczyć się wolnym rynkiem. Konieczne są działania bieżące ratujące płynność finansową rolników, którzy wychodzą w pole, a nie mają środków na drożejące nawozy czy paliwo. Sytuacja ekonomiczna gospodarstw jest dramatyczna – zebraliśmy 37 milionów ton zboża, z czego wiele nadal zalega w magazynach, a ceny spadły do poziomu sprzed piętnastu, dwudziestu lat. Eksport praktycznie stoi, zdominowany przez globalne koncerny, które w nosie mają Polskę i naszych producentów. Rząd musi natychmiast pomóc w prolongowaniu kredytów rolniczych, aby rolnicy mogli przetrwać do kolejnych żniw. Pompowanie kolejnych dopłat jednak nie wystarczy, ponieważ polskiemu rolnictwu brakuje dziś przede wszystkim stabilnego rynku i perspektyw, przez co rolnicy nie widzą żadnego światełka w tunelu.
Czy to problem wyłącznie polski? Zmiany systemowe, takie jak umowa Mercosur, wywołują przecież protesty również we Francji.
Zdecydowanie tak, rolnictwo europejskie jest zagrożone przez umowy o wolnym handlu z Ukrainą, krajami Mercosur, a w planach są kolejne z Australią i Indiami. Kraje te produkują żywność bez przestrzegania wyśrubowanych, narzuconych przez ekologów unijnych norm dotyczących nawożenia, dobrostanu zwierząt czy ochrony środowiska. Ta tania żywność zaleje Europę, eliminując naszą produkcję. Gigantyczne międzynarodowe koncerny lokują ogromne pieniądze w regionach o lepszych warunkach klimatycznych, przejmując kontrolę nad łańcuchem żywnościowym i zyskując władzę większą niż rządy państw członkowskich. Unia Europejska lekceważy rolników, ponieważ w krajach takich jak Niemcy elektorat chłopski skurczył się do zaledwie jednego czy dwóch procent.
A jak to wygląda w Polsce? Co konkretnie można teraz zrobić i kto ponosi winę za obecny stan rzeczy?
Od wejścia do Unii polskie rolnictwo przeszło głęboką transformację, stając się jednym z najnowocześniejszych w Europie. Wielu młodych rolników inwestowało w powiększanie gospodarstw, wierząc w efekt skali. Paradoksalnie, to właśnie te duże gospodarstwa towarowe są dziś największymi przegranymi w zderzeniu z globalną żywnością, ponieważ żyją wyłącznie z tego, co sprzedadzą, a obecne ceny nie pokrywają kosztów produkcji. Mniejsze gospodarstwa, do 30 hektarów, radzą sobie lepiej, bo opierają się na pracy poza rolnictwem, sprzedaży bezpośredniej czy świadczeniach emerytalnych. Rząd musi walczyć o duże gospodarstwa, ponieważ to one posłuchały zaleceń o konieczności rozwoju i unowocześniania.
Dlaczego konsumenci płacą w sklepach o kilkadziesiąt procent więcej, podczas gdy rolnicy dostają za swoje produkty tyle samo, co 15 lat temu?
Sprzedaż bezpośrednia, w której zadowolony jest i rolnik, i konsument, to wciąż niewielka nisza. Większość surowców trafia do zakładów przetwórczych i supermarketów, które zdominowały handel w Polsce. To te podmioty dyktują warunki i wykorzystują swoją przewagę kosztem producentów, przez co rolnicy stają się najsłabszym ogniwem, a ostateczny, wysoki rachunek i tak płaci konsument.
Wróćmy do umowy Mercosur. W Europie i w Polsce pojawia się mięso zanieczyszczone szkodliwymi hormonami. Co państwo polskie powinno w tej sytuacji zrobić?
Realizuje się najgorszy scenariusz, przed którym ostrzegaliśmy. Deal polega na tym, że główne kraje przemysłowe, jak Niemcy, chcą eksportować swoje wyroby, a Ameryka Południowa płaci za nie tanią żywnością. Obiecywane klauzule lustrzane to fikcja; kraje Mercosur otwarcie przyznają, że nie będą stosować europejskich ograniczeń. Na zaledwie 7% swoich gruntów zużywają oni 28% globalnych pestycydów, z czego połowa jest w Europie zabroniona. Europejskie laboratoria często nie są w ogóle wykalibrowane, by wykrywać substancje, których u nas się nie używa. Znajdujemy w mięsie zakazane hormony, takie jak progesteron czy estradiol, a unijny system kontroli jest nieszczelny. Co gorsza, Komisja Europejska powierzyła kontrolę brazylijskiego sektora drobiarskiego lokalnej, brazylijskiej inspekcji. Jednocześnie polscy rolnicy są nękani karami za drobne uchybienia przez powiatowych lekarzy weterynarii.
Czy rozwiązaniem byłoby naśladowanie Francji, która zapowiedziała dodatkowe kontrole wszystkiego na swoich granicach?
Nie ma innego wyjścia. Musimy zagwarantować obywatelom bezpieczną żywność. Wymaga to doinwestowania służb kontrolnych, a docelowo stworzenia jednego silnego urzędu bezpieczeństwa żywności, co zminimalizowałoby koszty administracyjne i uszczelniło system. Niestety, polska administracja panicznie boi się podejmowania trudnych decyzji. Rząd musi uruchomić państwowy port do eksportu zboża, powiązać przetwórców z rolnikami w ramach kontraktacji oraz wspierać spółdzielczość. Należy również przeznaczyć część nadwyżek zboża, o niższej jakości, na cele energetyczne w sytuacjach kryzysowych. Obecny minister zasłania się moralnością, podczas gdy tona zboża kosztowała 600 zł, a tona pelletu ponad 2000 zł. Konieczny jest rozwój biogazowni w każdej gminie.
Dziękuję bardzo za rozmowę. Mam nadzieję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie.
Dziękuję bardzo. Na koniec apeluję o zgodę polityczną. Rolnictwo to fundament naszego bezpieczeństwa narodowego. Bez niego nie utrzymamy niepodległości. Wyciągnijmy ten temat poza bieżący spór polityczny, bo podejmowane dziś strategiczne decyzje przyniosą efekty dopiero za kilka lat. Polskie rolnictwo musi przetrwać
Rozmawiał: Maciej Chudkiewicz

