Rewolucja w planowaniu przestrzennym. Polska wieś stoi u progu gigantycznych zmian administracyjnych, które dla wielu gospodarstw rolnych mogą oznaczać „być albo nie być”. Wszystko za sprawą nowelizacji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Do 30 czerwca 2026 roku każda gmina w kraju musi obowiązkowo uchwalić tzw. plan ogólny, który całkowicie zastąpi dotychczasowe studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania. Choć dla przeciętnego obywatela brzmi to jak rutynowa, urzędnicza formalność, w praktyce jest to potężne narzędzie. To właśnie ten dokument zadecyduje o tym, gdzie będzie można wybudować nową oborę, chlewnię czy kurnik. Branża rolnicza słusznie bije na alarm, nazywając te przepisy ciosem, jakiego do tej pory jeszcze nie było.
Twarde strefy zamiast zdrowego rozsądku. Dotychczasowy system, mimo swoich wad, pozwalał na pewną elastyczność w procesie wydawania pozwoleń na budowę lub rozbudowę infrastruktury rolniczej. Nowe przepisy brutalnie to kończą, wprowadzając sztywny podział terenów gminy na tzw. strefy planistyczne. Z punktu widzenia hodowców kluczowe są dwie z nich: strefa produkcji rolniczej oraz strefa wielofunkcyjna z zabudową zagrodową.
Problem polega na tym, że inwestycje związane z produkcją zwierzęcą będą mogły powstawać wyłącznie w tych ściśle wyznaczonych obszarach. Biorąc pod uwagę rosnącą presję deweloperską na obszarach wiejskich oraz napływ nowych mieszkańców z miast, samorządy mogą celowo ograniczać powierzchnię stref rolniczych. Hodowca, którego gospodarstwo znajdzie się poza taką strefą, straci jakąkolwiek możliwość powiększenia swojego warsztatu pracy.
Matematyka, która niszczy inwestycje. Samo znalezienie się w odpowiedniej strefie nie gwarantuje jeszcze sukcesu. Największym zagrożeniem są bowiem przepisy wykonawcze, które wprowadzają rygorystyczne parametry odległościowe. Ustawodawca opiera je na wskaźniku DJP (duża jednostka przeliczeniowa). Od skali planowanej hodowli uzależniono minimalne odległości nowych obiektów od istniejących zabudowań.
Co więcej, przepisy nakazują urzędnikom sumowanie jednostek DJP nowej inwestycji z jednostkami obiektów sąsiadujących, jeśli znajdują się one w odległości mniejszej niż 210 metrów. W praktyce, jeśli w małej miejscowości funkcjonuje już kilku hodowców, ich wspólny, odgórny „limit” wyczerpie się błyskawicznie. Nowe prawo stworzy absurdalne sytuacje, w których budowa nowoczesnej, spełniającej najwyższe standardy chlewni będzie prawnie i fizycznie niemożliwa ze względu na narzucone odległości dla skumulowanej produkcji.
Gospodarka na hamulcu. Długoterminowe skutki tych regulacji wykraczają daleko poza podwórka poszczególnych hodowców. Zablokowanie inwestycji uderzy w całą produkcję zwierzęcą w Polsce. W dobie ogromnej konkurencji z rynków zewnętrznych oraz nadchodzących wyzwań związanych z umowami z krajami spoza Unii Europejskiej, polskie rolnictwo potrzebuje modernizacji i zwiększania skali, a nie legislacyjnego hamulca ręcznego.
Nowe plany ogólne, projektowane przez urzędników w zaciszu gabinetów, zamiast łagodzić konflikty przestrzenne na wsi, mogą doprowadzić do systematycznego wygaszania produkcji rolnej. Brak rozwoju i zakaz budowy nowych obiektów to prosta droga do spadku konkurencyjności polskiego mięsa czy mleka, a w dalszej perspektywie, krok w stronę utraty żywnościowej niezależności naszego kraju.

