Głodówka to prosta droga do efektu jojo. Polacy chcą tracić na wadze, ale wciąż wpadają w te same pułapki. Choć wiedza o szkodliwości restrykcyjnych głodówek jest coraz powszechniejsza, z analiz wynika, że aż 78 proc. badanych nadal decyduje się na drastyczne cięcia kaloryczne. Efekt? Zatruwająca organizm frustracja i powrót do punktu wyjścia. Statystyki są nieubłagane – 80 proc. osób stosujących takie metody ostatecznie wraca do swojej pierwotnej wagi.
Jak tłumaczy Klaudia Socha, psychodietetyczka, to wcale nie musi być kwestia słabej woli. Po drastycznym ograniczeniu jedzenia nasz organizm produkuje mniej hormonu sytości. Ciało przechodzi w tryb przetrwania, broniąc się przed utratą energii, co potęguje narastające poczucie głodu nawet przez rok po zakończeniu „diety”. Do tego dochodzi stres i ucieczka w jedzenie emocjonalne.
Świadomość i edukacja zamiast rewolucji Problem jest poważny, bo według danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, z nadmierną masą ciała zmaga się ponad połowa dorosłych Polaków, a prawie 14 proc. cierpi na otyłość. Zmiana na szczęście powoli majaczy na horyzoncie. Aż 28 proc. z nas chce w tym roku zgłębić zasady zdrowego odżywiania.
Kluczem nie są jednak sztywne, niemodyfikowalne jadłospisy, które przy pierwszym potknięciu wywołują poczucie porażki. Eksperci i lekarze coraz głośniej mówią o końcu ery diet „dla każdego”. Najskuteczniejsza droga to drobne kroki, obniżenie progu wejścia i dopasowanie żywienia do wieku, płci oraz naszego codziennego rytmu dnia.
Technologia wspiera zdrowe nawyki Znaczącym ułatwieniem w procesie zmiany staje się dziś technologia. Platformy edukacyjne, liczniki kalorii oparte na skanowaniu posiłków, integracja z zegarkami sportowymi (wearables) i stały kontakt online z dietetykiem klinicznym pozwalają na uelastycznienie całego procesu. Dzięki temu łatwiej zaakceptować drobne odstępstwa od normy i wrócić na właściwe tory bez poczucia winy. Zdrowy styl życia to maraton, a nie sprint – i wreszcie zaczynamy to jako społeczeństwo rozumieć.

