Iran. Jak powstawał reżim ajatollahów? Historia w cieniu negocjacji z Islamabadu

Flaga Iranu

Porozumienie z Islamabadu, z trudem wypracowane w cieniu amerykańskich gróźb zniszczenia irańskiej infrastruktury, otwiera nowy, niepewny rozdział w relacjach na Bliskim Wschodzie. Aby jednak zrozumieć, dlaczego ten kompromis jest tak kruchy i z kim tak naprawdę negocjuje Waszyngton, musimy cofnąć się do 1979 roku, do fundamentów państwa, w którym surowa teologia nierozerwalnie splotła się z potężnymi interesami wojskowo-ekonomicznymi.

Świat wstrzymał oddech, gdy upływało ultimatum wyznaczone przez prezydenta Donalda Trumpa, ale ostatecznie uzyskano cenne dwa tygodnie. Zgoda na tymczasowe zawieszenie broni, wynegocjowana w dużej mierze dzięki zakulisowym wysiłkom Pakistanu, zakłada odblokowanie cieśniny Ormuz w zamian za wstrzymanie amerykańskich i izraelskich ataków. Choć władze w Teheranie twardo obstają przy swoim dziesięciopunktowym planie pokojowym, w którym żądają ostatecznego zakończenia wojny i całkowitego zniesienia sankcji, sam fakt podjęcia rozmów dowodzi ogromnej presji, pod jaką znalazł się reżim. Zabicie przywódcy, Alego Chameneiego, podczas lutowych uderzeń wstrząsnęło fundamentami kraju, który od blisko pół wieku funkcjonował w oparciu o specyficzny układ sił. Pełne zrozumienie obecnych napięć – zarówno tych o zasięgu globalnym, jak i narastających wewnątrz samego rządu – wymaga spojrzenia w przeszłość, aż do momentu, w którym narodziła się ta niezwykła struktura państwowa.

Rewolucja islamska była niespotykanym buntem wszystkich klas społecznych przeciwko jednemu władcy

Wydarzenia z 1979 roku rzadko wpisują się w klasyczne ramy rewolucji, w których uciskane masy zrzucają jarzmo uprzywilejowanych elit, gdyż w Iranie przeciwko swojemu państwu zbuntowało się w zasadzie całe zróżnicowane społeczeństwo. Autorytarne i oparte na arbitralnych decyzjach rządy szacha Mohammada Rezy Pahlawiego doprowadziły do bezprecedensowej alienacji nie tylko środowisk o niższym statusie, ale też tradycyjnych grup i rosnącej nowoczesnej klasy średniej. Prowadzona przez monarchę forsowna modernizacja, nazwana białą rewolucją, ignorowała głębokie uwarunkowania kulturowe, co duchowni odbierali jako bezpośredni atak na tożsamość islamską, a potężni kupcy bazarowi odczuwali jako egzystencjalne zagrożenie dla ich ekonomicznej niezależności. Ten nieformalny sojusz meczetu i bazaru stanowił kluczowe zaplecze finansowe oraz organizacyjne masowych protestów, ale do upadku reżimu przyczyniły się w równej mierze przedłużające się strajki pracowników naftowych, nauczycieli, sędziów czy też niższych urzędników administracji państwowej. Charyzmatyczny przywódca, którym stał się przebywający na wygnaniu Ruhollah Chomejni, potrafił zgromadzić pod jednym sztandarem radykalnych islamistów, marksistów oraz liberalnych demokratów, mimo że ich jedynym wspólnym mianownikiem była chęć usunięcia władcy z tronu. Kiedy siły zbrojne w końcu odmówiły dalszego tłumienia buntu, system upadł, robiąc miejsce dla zupełnie nowej ideologii, która miała wkrótce przekształcić państwo w unikalną na skalę światową teokrację z elementami republiki.

Złożona architektura władzy w republice islamskiej opiera się na koncepcji bezwzględnego zwierzchnictwa prawnika

Rdzeniem powołanego do życia ustroju stała się doktryna welajat-e faghih, zakładająca, że ostateczny głos we wszystkich kluczowych i strategicznych sprawach narodu musi należeć do najwyższego teologa. Najwyższy przywódca – stanowisko to do niedawna piastował Ali Chamenei, a po jego śmierci przekazano je jego synowi Modżtabie Chameneiemu, co stoi w mocnej sprzeczności z pierwotnymi hasłami antymonarchicznymi – ustala nadrzędną politykę państwa, mianuje dowódców wojskowych, wskazuje zwierzchników sądownictwa i sprawuje kontrolę nad kluczowymi procesami bezpieczeństwa. Bezpośrednio pod nim funkcjonuje wybierany w powszechnym głosowaniu prezydent, który teoretycznie zarządza rządem i codzienną polityką, jednak w momentach najważniejszych dla kraju rozstrzygnięć zawsze musi ustąpić decyzjom lidera. Tę ścisłą kontrolę nad procesem demokratycznym zabezpiecza dodatkowo rada strażników, czyli gremium dwunastu zaufanych ludzi (w połowie mianowanych przez przywódcę, w połowie przez parlament z nominacji sądowniczych), które zatwierdza lub odrzuca ustawy oraz rygorystycznie weryfikuje listy kandydatów we wszystkich państwowych wyborach. Taki precyzyjny mechanizm pozwalał przez dekady na powierzchowne rozładowywanie napięć poprzez dopuszczanie do startu wybranych, lojalnych polityków, całkowicie blokując jednocześnie osoby pragnące faktycznej reformy strukturalnej. Skutkiem tego jest głębokie spętanie administracji cywilnej przez siły religijne i wojskowe, co stanowi największą przeszkodę na drodze do ewentualnych negocjacji z zachodem.

Korpus strażników rewolucji islamskiej ewoluował z dawnej milicji ideologicznej w niekontrolowanego hegemona gospodarczego

Aby w pełni zrozumieć obecny impas i przyczyny, dla których zawarcie trwałego porozumienia opóźnia się z dnia na dzień, należy spojrzeć na struktury siłowe, które rządzą irańską gospodarką i pozostają kompletnie niezależne od organów obywatelskich. Korpus strażników rewolucji islamskiej początkowo został sformowany głównie do ochrony nowej władzy przed przewrotami, lecz w następstwie długotrwałej wojny z Irakiem zaczął przejmować wielkie projekty odbudowy, powołując do życia swoje potężne ramię inżynieryjne znane jako Chatam al-Anbija. Ten wojskowo-fundacyjny kompleks gospodarczy posiłkował się ogromnymi rewolucyjnymi fundacjami (bonjadami), aby krok po kroku zdominować najbardziej zyskowne sektory: energetykę, przemysł petrochemiczny, finanse i wielkie inwestycje infrastrukturalne. Według analiz z ubiegłych lat, ten swoisty układ powiązań kontrolował ponad połowę irańskiego PKB, czerpiąc korzyści zarówno ze statusu monopolistów, jak i z lukratywnych, wolnych od przetargów kontraktów, z których zagraniczne firmy rezygnowały przez obawy przed amerykańskimi sankcjami. Zmonopolizowanie gospodarki doprowadziło do zduszenia prywatnej przedsiębiorczości, zapaści technologicznej oraz systemowej korupcji, a także wyposażyło wojsko w środki niezbędne do prowadzenia w regionie niezależnej i agresywnej polityki. O twardej potędze tych instytucji świadczą dobitnie ostatnie spięcia na szczytach władzy, gdy prezydent wielokrotnie, lecz bez większych rezultatów, apelował do generałów o powstrzymanie działań zbrojnych, argumentując, że przedłużanie oporu wobec zachodu doprowadzi do całkowitego załamania narodowej waluty i katastrofy ekonomicznej bez szans na szybką odbudowę po wojnie.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: