Gigantyczne środki z Polskiego Ładu pozwoliły mniejszym gminom na historyczny skok infrastrukturalny, ale kurek z pieniędzmi w wielu miejscach właśnie wysechł. Z perspektywy lokalnych decydentów przejście na unijne finansowanie w ramach Krajowego Planu Odbudowy wiąże się z zupełnie nowymi wyzwaniami i znacznie większym obciążeniem budżetów. Doskonałym studium tego przypadku jest gmina Dębno, której burmistrz otwarcie opowiada o inwestycyjnym boomie, barierach projektowych i trudnych kompromisach w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Z burmistrzem Dębna, Wojciechem Czepułkowskim rozmawiał Marcin Szypszak.
Marcin Szypszak: W przypadku pańskiej gminy wykorzystaliście wcześniej środki w ramach słynnego „Polskiego Ładu”. Jakie inwestycje udało się zrealizować?
Wojciech Czepułkowski, burmistrz Dębna: Udało się zrealizować około trzynastu inwestycji. Jedną z największych i mocno wyczekiwanych w naszej miejscowości jest rondo. Przeprowadziliśmy też budowę kanalizacji w Krześnicy, renowację stolarki okiennej w bibliotece, która jest pod nadzorem konserwatora zabytków, a także rekultywację terenów na ulicy Salezjańskiej po dawnych zakładach przetwórstwa owocowo-warzywnego. Z mniejszych zadań mogę wymienić przebudowę łącznika przy ulicy Inki czy modernizację nawierzchni przy strefie usługowej na ulicy Kolejowej. Większość z tych inwestycji była realizowana jeszcze w poprzedniej kadencji samorządowej.
Czyli te środki rzeczywiście odczuwalnie zmieniły jakość życia mieszkańców?
Zdecydowanie. Dofinansowanie do środków własnych to ogromny plus. Wiele z wymienionych przeze mnie inwestycji z pewnością by się wydarzyło, ale bez zewnętrznego wsparcia zajęłoby to znacznie więcej czasu.
Dzisiaj tych środków już nie ma, a nowe z innych źródeł dopiero ruszają. Czy to rzutuje na bieżące inwestycje? Brakuje wam tych pieniędzy? Udaje się je czymś zastąpić?
Obecnie kończymy nasze największe zadanie, czyli wspomniane rondo, na którym bardzo nam zależało z uwagi na trudny układ komunikacyjny przy wyjeździe z miejscowości. Nie mamy obwodnicy, a w jednym miejscu przecinają się u nas cztery, a nawet pięć dróg. Niestety, w dzisiejszych realiach nie do końca udaje nam się znaleźć zastępcze dofinansowanie w takiej formule, by móc płynnie kontynuować kolejne duże zadania.
Nie ma już Polskiego Ładu, ale jest Krajowy Plan Odbudowy. Wiemy jednak, że to zupełnie inny instrument – wymaga większego wkładu własnego i gotowych projektów. Czy do Dębna trafiają już pieniądze z KPO?
Tak, udało nam się pozyskać środki w dwóch przypadkach. Sfinansowaliśmy z KPO sprzęt komputerowy i multimedialny dla szkół i przedszkoli, a także uzyskaliśmy wsparcie dla naszego żłobka. Składamy kolejne wnioski, ale nie zawsze przechodzimy weryfikację. Nie do końca można porównywać KPO z Polskim Ładem. Poprzedni program pozwalał na złożenie jednostronicowego wniosku i realizację w formule „zaprojektuj i wybuduj”. KPO wymaga gotowych projektów inżynieryjnych, których często nie mamy w szufladzie, przez co w wielu naborach jesteśmy po prostu wykluczeni. Należy pamiętać, że obecna kadencja trwa niespełna dwa lata, a nadrobienie projektowych zaległości z poprzednich lat wymaga czasu. Co więcej, istnieje ryzyko, że przygotujemy kosztowną dokumentację, a i tak nie otrzymamy dofinansowania, bo chętnych jest mnóstwo. Oczywiście szukamy innych źródeł, pozyskaliśmy na przykład z Ministerstwa Sportu środki na boczne boisko przy stadionie, ale obiektywnie patrząc – tempo inwestycji w porównaniu do poprzednich pięciu i pół roku uległo spowolnieniu.
Na koniec chciałem zapytać o współpracę z prywatnym biznesem. Czy w obliczu braku dotacji lokalni inwestorzy chętnie wchodzą w partnerstwo publiczno-prywatne przy realizacji gminnych projektów?
Prawo daje nam taką możliwość, ale na poziomie lokalnym to wciąż bardzo delikatny grunt. Prowadzimy obecnie rozmowy dotyczące budowy parkingu. Prywatny inwestor wybudował blok mieszkalny i zaproponował, że na miejskim gruncie zrealizujemy parking w formule publiczno-prywatnej, dzieląc koszty na pół. Z jednej strony to świetne rozwiązanie, które posłużyłoby nie tylko mieszkańcom nowego bloku, ale całemu kwartałowi. Z drugiej strony – od razu budzi to opory i trudne pytania ze strony społeczności. Natychmiast pojawia się podejrzenie, dlaczego gmina pomaga wybudować parking jednemu deweloperowi, a innemu nie. Takie inicjatywy wymagają absolutnej transparentności. Konieczna jest otwarta dyskusja z radą miejską i mieszkańcami oraz rzetelne wyłożenie wszystkich argumentów na stół. O ile prywatne firmy próbują z nami współpracować, o tyle my jako samorządy wciąż uczymy się otwartej komunikacji w takich sprawach, by uniknąć jakichkolwiek oskarżeń o faworyzowanie konkretnego biznesu.

