Dziś mija 83. rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim. Pierwszego miejskiego powstania w okupowanej Europie. Aktu desperacji, który stał się aktem godności i który nie powinien być zapomniany przez nikogo, kto rozumie, czym jest honor.
Dziś o godzinie dwunastej w Warszawie zawyły syreny. Przy Pomniku Bohaterów Getta na Muranowie zebrali się ludzie z żonkilami w klapach na znak pamięci o tych, którzy osiemdziesiąt trzy lata temu podjęli walkę, której nie mogli wygrać.
Powstanie w getcie warszawskim, które wybuchło 19 kwietnia 1943 roku, w przededniu Pesach, żydowskiej Paschy było pierwszym miejskim powstaniem w okupowanej przez Niemców Europie. Poprzedziło o szesnaście miesięcy powstanie warszawskie. Trwało niemal miesiąc. Zakończyło się klęską militarną. Tak, jak musiało się zakończyć, gdy kilkuset słabo uzbrojonych bojowników staje naprzeciw regularnych oddziałów SS, Wehrmachtu i policji, wspartych artylerią i miotaczami ognia.
Ale powstanie w getcie nie było aktem militarnym. Było aktem moralnym. I jako takie – nie przegrało nigdy.
Co poprzedziło walkę
Żeby zrozumieć 19 kwietnia, trzeba cofnąć się do tego, co działo się wcześniej. Od listopada 1940 roku kilkaset tysięcy warszawskich Żydów było zamkniętych za murami getta, na obszarze stanowiącym nieco ponad dwa procent powierzchni miasta. Warunki były nieludzkie: przeludnienie, głód, epidemie tyfusu. Śmiertelność sięgała tysięcy osób miesięcznie, jeszcze zanim Niemcy przystąpili do systematycznej eksterminacji.Latem 1942 roku rozpoczęła się „Wielka Akcja”, czyli masowa deportacja mieszkańców getta do obozu zagłady w Treblince. W ciągu dwóch miesięcy, od 22 lipca do 21 września 1942 roku wywieziono i zamordowano około 265 tysięcy ludzi. Do getta, w którym przed akcją żyło ponad 380 tysięcy osób, pozostało około 55–60 tysięcy. To ci, którzy zostali, zorganizowali opór. Nie dlatego, że wierzyli w zwycięstwo. Wiedzieli, że transporty prowadzą do komór gazowych. Wiedzieli, że następna „akcja” będzie ostatnia. Zdecydowali, że jeśli mają zginąć, zginą z bronią w ręku.
Dwa podziemne oddziały
Zbrojny opór zorganizowały dwie formacje: Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB), dowodzona przez dwudziestoczterolatka Mordechaja Anielewicza, oraz Żydowski Związek Wojskowy (ŻZW), kierowany przez Pawła Frenkla, oficera przedwojennego Wojska Polskiego.
Powstanie w getcie warszawskim trwało od 19 kwietnia do 16 maja 1943 roku. Było pierwszym miejskim powstaniem w okupowanej Europie. Zginęło w nim lub zostało deportowanych około 56 tysięcy ludzi. Na terenie dawnego getta stoi dziś Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN.
ŻOB liczyła około 500 bojowników. ŻZW około 250. Uzbrojenie było skrajnie ograniczone: kilkadziesiąt pistoletów, kilkanaście karabinów, granaty ręczne wytwarzane w konspiracyjnych warsztatach, butelki zapalające. Część broni dostarczyła polska Armia Krajowa. Gdy 19 kwietnia 1943 roku do getta wkroczyły kolumny SS pod dowództwem generała Jürgena Stroopa mające na celu ostateczną likwidację, spotkały się z ogniem. Po raz pierwszy od trzech lat ktoś do nich strzelał.
Miesiąc w płomieniach
Stroop spodziewał się, że likwidacja getta zajmie trzy dni. Trwała dwadzieścia osiem. Niemcy musieli zmieniać taktykę. Zamiast wchodzić ulicami, zaczęli podpalać dom po domu, kwartał po kwartale, spychając obrońców do kanałów i bunkrów. Getto płonęło. Dymy widać było z daleka, z aryjskiej strony Warszawy, z podmiejskich ogrodów, z pól za miastem. Obrońcy walczyli w warunkach niewyobrażalnych: bez wody, bez żywności, w coraz gęstszym dymie, na gruzach budynków, które jeszcze wczoraj były ich domami. Niektórzy próbowali przejść kanałami na stronę aryjską, część się udała, większość nie. Polscy łącznicy z AK i organizacji „Żegota” pomagali w ewakuacji, ryzykując życiem.
„Nie walczymy o życie. Nie uratujemy się. Nikt z nas nie wyjdzie stąd żywy. Walczymy o godność ludzką.”
– Arie Wilner „Jurek”, jeden z organizatorów powstania
8 maja Niemcy otoczyli bunkier przy ulicy Miłej 18, kwaterę główną ŻOB. Mordechaj Anielewicz i kilkudziesięciu towarzyszy popełniło samobójstwo, by nie wpaść żywi w ręce wroga. Miał dwadzieścia cztery lata. 16 maja generał Stroop wysadził Wielką Synagogę na Tłomackiem i zameldował: „Żydowska dzielnica mieszkaniowa w Warszawie przestała istnieć”. Zrobił sobie z tego raport z fotografiami, jak z albumu myśliwskiego.
Dlaczego pamiętamy
Powstanie w getcie warszawskim nie zmieniło biegu wojny. Nie uratowało nikogo, w sensie militarnym było z góry skazane na klęskę. Ale dało coś, czego nie da się zmierzyć strategicznie: świadectwo.
Świadectwo, że nawet w sytuacji absolutnie beznadziejnej, gdy wrogiem jest najpotężniejsza machina wojenna kontynentu, gdy sojusznicy są daleko, gdy śmierć jest pewna istnieje wybór. Wybór między biernym oczekiwaniem na koniec a powiedzeniem: „nie”. Między śmiercią w wagonie bydlęcym jadącym do Treblinki a śmiercią z bronią w ręku, na własnych warunkach.
To jest lekcja uniwersalna. Niezależna od narodowości, religii, epoki. I dlatego powstanie w getcie jest częścią polskiej pamięci, żydowskiej pamięci i europejskiej pamięci jednocześnie. Nie trzeba być Żydem, by pochylić głowę. Trzeba być człowiekiem.
Dziś, 19 kwietnia 2026
Dziś o dwunastej przy Pomniku Bohaterów Getta na Muranowie odbyły się główne uroczystości. Wzięli w nich udział ostatni żyjący ocaleni z Zagłady. Z roku na rok jest ich coraz mniej, a ich obecność jest coraz cenniejsza. Po oficjalnej ceremonii Marsz Pamięci przeszedł przez miejsca związane z historią getta: pomnik Szmula Zygielbojma, Bunkier Anielewicza, Umschlagplatz, rampę, z której odchodziły transporty do Treblinki.
Muzeum POLIN organizowało czternastą edycję Akcji Żonkile. W całej Polsce wolontariusze rozdali papierowe żonkile. W tym roku do rąk uczestników trafi trzymilionowy kwiat. Żonkil to symbol pamięci o powstaniu, nawiązujący do kwiatów, które kwitły wiosną 1943 roku na ruinach getta. Instytut Pileckiego pokazał premierowo film dokumentalny „W stronę życia. Ucieczki z getta warszawskiego”, o tych, którzy podjęli próbę wydostania się na drugą stronę muru.
Wieczorem w Muzeum POLIN odbędzie się koncert Sinfonii Varsovii z prawykonaniem utworu „Yellow Daffodil”, skomponowanego specjalnie na tę rocznicę.
Dziś warto się zatrzymać. Przypiąć żonkila. I pomyśleć o ludziach, którzy osiemdziesiąt trzy lata temu zdecydowali, że wolą zginąć stojąc niż żyć na kolanach.
Cześć ich pamięci.

