„Nazywają nas betonem”. Jak ministerstwo chce zamknąć Dom Chłopaków w Broniszewicach

Siostry dominikanki zebrały 7 milionów złotych, wybudowały nowy budynek, opiekują się chłopcami z najcięższymi niepełnosprawnościami. Teraz dowiadują się, że ich dom „nie jest potrzebny”. Resort pracy nazywa to „deinstytucjonalizacją”. Siostry nazywają to „zamykaniem domów w białych rękawiczkach”.W Broniszewicach, niewielkiej wsi w powiecie pleszewskim w Wielkopolsce stoi budynek, który nie rzuca się w oczy. Nie ma neonu, nie ma szyldu ministerialnego, nie ma urzędowej tablicy z numerem dotacji. Jest krzyż na ścianie, jest ogród, jest cisza. I jest siedemdziesięciu sześciu chłopaków – od kilkuletnich dzieci po dorosłych mężczyzn – którzy tutaj mieszkają, bo nie ma dla nich innego miejsca na świecie.

Dom Chłopaków w Broniszewicach prowadzą siostry dominikanki. Od siedemdziesięciu pięciu lat. Przez trzy zmiany ustrojowe, przez dziesiątki reform, przez cięcia budżetowe i restrukturyzacje. Siostry trwają. Karmią, myją, przewijają, uczą, tulą, modlą się. Opiekują się chłopcami, których niepełnosprawności są tak głębokie, że żadna rodzina nie była w stanie ich udźwignąć. Chłopcami z czterokończynowym porażeniem mózgowym, z najcięższymi postaciami autyzmu, z epilepsją lekooporną, z zespołami genetycznymi, które nie mają nawet popularnej nazwy.

I teraz – w kwietniu 2026 roku – siostry dowiadują się, że ich dom „nie jest potrzebny”.

Co planuje ministerstwo?

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, resort kierowany przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk, ze sprawą bezpośrednio związana jest wiceminister Katarzyna Nowakowska z Polski 2050 forsuje reformę systemu opieki nad osobami z niepełnosprawnościami. Reforma nosi elegancką, urzędową nazwę: „deinstytucjonalizacja”.

Idea jest taka: zamiast dużych placówek typu Dom Pomocy Społecznej (DPS), w których podopieczni spędzają całe życie, mają powstawać mniejsze ośrodki terapeutyczne, opieka środowiskowa i wsparcie rodzin. Dzieci i dorośli z niepełnosprawnościami mają żyć „w społeczności”, nie „w instytucji”. W teorii to brzmi postępowo i humanitarnie. W praktyce – przynajmniej w odniesieniu do Domu Chłopaków – oznacza coś zupełnie innego.

Według informacji opublikowanych przez siostry dominikanki w nowej ustawie ma pojawić się zapis, który uniemożliwi kierowanie nowych dzieci do placówek typu Dom Chłopaków. Nie chodzi o jednorazowe zamknięcie. Chodzi o powolne wygaszanie. Zakaz przyjmowania nowych podopiecznych oznacza, że z każdym rokiem dom będzie się kurczył, aż ostatni chłopak umrze lub zostanie przeniesiony. I wtedy – formalnie – „nikt nikogo nie zamknął”. Placówka po prostu „wygasła”. Siostry nazywają to „zamykaniem domów w białych rękawiczkach”.

Kim są chłopcy z Broniszewic?

To jest pytanie, które powinno być zadane przed jakąkolwiek decyzją urzędniczą. Bo „deinstytucjonalizacja” brzmi abstrakcyjnie. Chłopcy z Broniszewic – nie. Są wśród nich dzieci z czterokończynowym porażeniem mózgowym. Nie chodzą, nie mówią, nie jedzą samodzielnie. Są z najcięższymi postaciami autyzmu. Potrzebują przewidywalnego, niezmiennego otoczenia, bo każda zmiana wywołuje kryzys. Są niewidomi i niesłyszący jednocześnie. Są tacy, którzy nigdy nie opuszczą łóżka.

Dom Chłopaków w Broniszewicach istnieje od 75 lat. Opiekuje się 76 chłopcami i mężczyznami z najcięższymi niepełnosprawnościami. Siostry dominikanki zebrały 7 milionów złotych i wybudowały nowy budynek z prywatnych zbiórek. Ministerstwo Rodziny chce uniemożliwić przyjmowanie nowych podopiecznych. Nazywa to „deinstytucjonalizacją”. Siostry nazywają to „zamykaniem domów w białych rękawiczkach”.

Siostra Benedykta Karolina Baumann OP mówi wprost: „to naprawdę dom. Dzieci, które tam przebywają, nie mają szans na inny dom”. Nie mają – bo ich niepełnosprawności są tak głębokie, że żadna rodzina zastępcza nie jest w stanie zapewnić im opieki. Żaden „ośrodek terapeutyczny” – bez całodobowego wsparcia pielęgniarskiego, bez doświadczenia pielęgnowania najcięższych przypadków, bez infrastruktury budowanej latami – nie jest w stanie ich przyjąć.Ministerstwo mówi o „opiece środowiskowej” i „wsparciu rodzin”. Ale jakich rodzin? Wielu z tych chłopaków trafiło do Broniszewic właśnie dlatego, że rodzin nie ma albo rodziny nie dały rady. Powiedzenie im, że „powinni żyć w społeczności”, jest okrucieństwem ukrytym w języku postępu.

75 lat, 7 milionów, zero uznania

Historia Domu Chłopaków sięga 1951 roku, gdy siostry dominikanki przejęły opiekę nad grupą chłopców z niepełnosprawnościami. Od tamtej pory – przez PRL, przez transformację, przez każdy kolejny rząd – dom działał nieprzerwanie. Siostry nie czekały na dotacje. Zebrały samodzielnie blisko 7 milionów złotych z prywatnych zbiórek, od darczyńców, z własnych środków i wybudowały od podstaw nowy budynek dla podopiecznych. Bez dotacji ministerialnych. Bez funduszy unijnych. Z modlitwą i determinacją. A teraz ministerstwo mówi, że to, co siostry robią, „nie jest potrzebne”.

„Jedni są z zespołem Downa, inni z dziecięcym porażeniem mózgowym, a jeszcze inni zmagający się z autyzmem. Niektórzy z naszych synów nie widzą, niektórzy nie słyszą, a niektórzy nigdy nie opuszczą swoich łóżek i nie będą mogli się cieszyć widokiem świata.” 

– siostry dominikanki z Domu Chłopaków w Broniszewicach

W oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych siostry piszą z gorzkim humorem: „Może rzeczywiście dzieci z czterokończynowym porażeniem zaczną biegać, mówić i założą swoje rodziny dzięki ośrodkom terapeutycznym. Byłoby super. Ale każdy, kto miał do czynienia z dziećmi z głębokimi niepełnosprawnościami, wie, że to wizja oderwana od realiów – że mówimy o codziennym wsparciu, godności, bezpieczeństwie i jakości życia, a nie o cudownych przemianach”.

„Betonem” je nazywają

To jest zdanie, które boli najbardziej. Siostry twierdzą, że osoby ze środowiska ministerstwa nazywają je „betonem” – kimś, kto rzekomo nie rozumie, co jest prawdziwym dobrem dla dzieci.Betonem. Kobiety, które od siedemdziesięciu pięciu lat wstają o piątej rano, by nakarmić ludzi, którzy nie mogą jeść samodzielnie. Które myją, przewijają, pielęgnują ciała, na które większość z nas nie potrafiłaby patrzeć bez odwracania wzroku. Które siedzą przy łóżkach w nocy, gdy chłopak ma napad padaczkowy. Które chowają tych, którzy umierają, bo w Domu Chłopaków umiera się wśród ludzi, którzy cię znają, nie wśród obcych w szpitalnym korytarzu. Te kobiety to beton?

Do sprawy odniósł się biskup Damian Muskus – krakowski biskup pomocniczy odpowiedzialny za życie konsekrowane. Zakwestionował „idealistyczne” założenia rządu, zwracając uwagę, że deinstytucjonalizacja w formie proponowanej przez resort nie uwzględnia realiów opieki nad osobami z najcięższymi niepełnosprawnościami. Specjaliści zajmujący się głębokimi niepełnosprawnościami od lat powtarzają to samo: deinstytucjonalizacja ma sens dla osób, które mogą funkcjonować w społeczności z odpowiednim wsparciem – dla lekkich i umiarkowanych niepełnosprawności, dla osób z zaburzeniami psychicznymi, dla seniorów wymagających wsparcia, nie izolacji. Ale stosowana mechanicznie, bez zróżnicowania, uderza w tych, którym potrzeba czegoś dokładnie odwrotnego: stałości, przewidywalności, całodobowej wykwalifikowanej opieki.Dom Chłopaków nie jest „instytucją” w biurokratycznym sensie tego słowa. Jest domem – jedynym, jaki ci chłopcy kiedykolwiek mieli.

Powtórka z 2023 roku

To nie pierwszy raz, gdy Dom Chłopaków stoi na krawędzi. W 2023 roku placówka znalazła się w centrum sporu o finansowanie i groźbę utraty dotacji. Po interwencjach medialnych i nagłośnieniu sprawy decyzja została zmieniona – siostry i rodziny podopiecznych mogły odetchnąć.Ale tamta sytuacja odsłoniła coś głębszego: kruchość systemu, w którym nawet dobrze funkcjonujące, potrzebne i sprawdzone placówki mogą z dnia na dzień znaleźć się na krawędzi, bo ktoś w ministerstwie postanowił wprowadzić reformę. Jak pisał portal PrawyProsty.eu: „jeśli każda kolejna decyzja będzie oznaczała dla takich placówek nerwowe oczekiwanie na to, czy przetrwają kolejny rok, trudno mówić o jakiejkolwiek odpowiedzialnej polityce społecznej. To zarządzanie kryzysem, który państwo samo co chwilę wywołuje”.Dzisiejszy spór wygląda jak powtórka tyle że w większej skali. Tym razem chodzi nie o jedną dotację, lecz o systemową zmianę przepisów, która może zamknąć drogę do Broniszewic – i do dziesiątek podobnych placówek w całej Polsce – na stałe.

Powiedzmy wprost to, czego ministerstwo nie powie: deinstytucjonalizacja w tej formie jest napędzana nie tylko troską o podopiecznych, lecz także ideologią. Ideologią, która zakłada, że „instytucje” są złe z definicji – że człowiek powinien żyć „w społeczności”, a każda forma opieki instytucjonalnej jest formą opresji.

To jest myślenie importowane z zachodnioeuropejskich i skandynawskich modeli opieki – modeli, które powstawały w krajach o zupełnie innym poziomie finansowania, innej infrastrukturze społecznej i innej sieci wsparcia lokalnego. W Szwecji deinstytucjonalizacja działała, bo jednocześnie budowano gęstą sieć ośrodków dziennych, asystentów osobistych i mieszkań chronionych. W Polsce nie buduje się nic. Zamyka się to, co jest, i obiecuje, że „powstaną ośrodki terapeutyczne”. Kiedy? Za jakie pieniądze? Kto w nich będzie pracował?Na te pytania ministerstwo nie odpowiada. Bo odpowiedź brzmi: nie wiemy. A tymczasem dom w Broniszewicach stoi, działa i opiekuje się siedemdziesięcioma sześcioma ludźmi, którzy nie mają dokąd pójść.

Uderzenie w najsłabszych

To jest temat, który powinien łączyć, nie dzielić. Niezależnie od poglądów politycznych, wyznania, światopoglądu – ochrona ludzi z najcięższymi niepełnosprawnościami powinna być poza sporem. To nie jest „kwestia lewicy i prawicy”. To jest kwestia człowieczeństwa.

Chłopcy z Broniszewic nie głosują. Nie chodzą na manifestacje. Nie piszą na X. Nie mają lobbystów w Sejmie. Nie zrobią sobie selfie z ministrem. Nie pojawią się w żadnym sondażu. Są niewidoczni. Dosłownie i w przenośni. I właśnie dlatego tak łatwo ich skrzywdzić. Bo nikt nie krzyczy, gdy krzywdzisz kogoś, kto nie umie krzyczeć.

Siostry krzyczą za nich. Od trzech dni – głośno, publicznie, z bólem i z godnością. Pytanie brzmi: czy ktoś usłyszy.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: