Łza lasu sprzed czterdziestu milionów lat. Bursztyn bałtycki – najstarszy skarb Europy

Jest początek maja. Na polskim wybrzeżu – od Świnoujścia po Krynicę Morską – fale Bałtyku wyrzucają na piasek małe, złotawe bryłki. Turyści pochylają się, podnoszą, obracają w palcach. Niektóre są przejrzyste jak miód. Inne mętne, mleczne, z tajemniczym wnętrzem. Czasem w środku widać coś: nóżkę owada, skrzydełko, fragment liścia. Ludzie uśmiechają się, chowają do kieszeni, pokazują dzieciom. Większość z nich nie zdaje sobie sprawy, że trzymają w dłoni fragment świata, który nie istnieje od czterdziestu milionów lat.

Historia bursztynu bałtyckiego zaczyna się w eocenie – epoce geologicznej, gdy Europa wyglądała jak inna planeta. Na obszarze dzisiejszej Skandynawii i północnej Europy – geologowie nazywają ten ląd Fennoskandią – rozciągały się tropikalne i subtropikalne lasy. Nie było pór roku w naszym rozumieniu. Panował ciepły, wilgotny klimat przez cały rok. Rosły tu sekwoje, cyprysy, tuje, modrzewie, palmy, magnolię i dęby. Na wyższych partiach gór – sosny, jodły, świerki.Jednym z tych drzew była sosna, którą naukowcy nazwali Pinus succinifera, czyli sosna bursztynodajna. Rosła tu obficie. I miała jedną cechę, która zmieniła historię: produkowała ogromne ilości żywicy.

Dlaczego? Prawdopodobnie z powodu wulkanów. Eocen był epoką intensywnej aktywności wulkanicznej. Pyły i gazy wulkaniczne zanieczyszczały powietrze, a drzewa broniły się jedynym sposobem, jaki znały, wydzielając żywicę, by zabezpieczyć rany w korze i odciąć dostęp patogenom. Żywica spływała po pniach, ściekała na ziemię, wpadała do wody, gromadzila się w osadach rzek i bagien.

I tu zaczął się proces, który trwał miliony lat. Pod wpływem ciśnienia, temperatury i braku tlenu żywica ulegała polimeryzacji. Jej cząsteczki łączyły się w coraz dłuższe łańcuchy, materiał twardniał, tracił lotne związki, stawał się coraz bardziej odporny. Z lepkiej, pachnącej substancji powstawał kamień, a raczej coś, co wygląda jak kamień, ale nim nie jest. Bursztyn nie jest minerałem. Jest skamieniałą żywicą. Organiczną substancją, która przetrwała czterdzieści milionów lat w niemal niezmienionej formie. Każda bryłka bursztynu, którą podnosisz na plaży, jest więc literalnie fragmentem drzewa, które rosło, gdy na Ziemi nie było jeszcze człowieka – ani małpy, ani nawet większości znanych nam ssaków. Trzymasz w ręku coś, co pamiętą czasy, gdy Bałtyk nie istniał, Alpy dopiero się formowały, a Antarktydę pokrywały lasy.

Pułapka doskonała, owady w złotym więzieniu

Najbardziej fascynującym aspektem bursztynu są inkluzje, czyli organizmy uwięzione w żywicy miliony lat temu. Mechanizm był prosty i bezlitosny. Owad – mrówka, mucha, komara, pająk – lądował na lepkiej żywicy i grzązł. Kolejna porcja żywicy zalewała go, zamykając w hermetycznej kapsule, która z czasem twardniała w bursztyn. Owad nie rozkładał się, bo nie miał dostępu do tlenu i bakterii. Pozostawał zamrożony w czasie z nóżkami, skrzydełkami, a czasem nawet z ostatnim posiłkiem w żołądku.

Dzięki tym inkluzjom paleontolodzy odkryli setki gatunków owadów, pajęczaków i roślin, które nie istnieją nigdzie na współczesnej Ziemi. Bursztyn bałtycki jest jednym z najważniejszych źródeł wiedzy o ekoystemach eocenu – oknem w świat, który wyginął, zanim ktokolwiek mógł go opisać. Współczesna technologia, spektroskopia, tomografia komputerowa pozwala badać inkluzje bez niszczenia bryłki, odsłaniając detale niewidzialne gołym okiem. W pewnym sensie bursztyn jest najbardziej poetyckim muzeum na świecie. Żadna gablota nie przechowuje eksponatów tak długo, ani tak pięknie.

Szlak Bursztynowy: pierwsza autostrada Europy

Ludzie zbierają bursztyn nad Bałtykiem od co najmniej trzynastu tysięcy lat. Jedno z najstarszych znalezisk pochodzi z neolitycznego stanowiska w Niedźwiedziówce w powiecie nowodworskim. Ale prawdziwa historia bursztynu jako towaru zaczyna się od Szlaku Bursztynowego, jednego z najstarszych szlaków handlowych w historii cywilizacji.

Szlak łączył wybrzeża Bałtyku, przede wszystkim Półwysep Sambijski (dzisiejszy obwód kaliningradzki) i Pomorze, z Morzem Śródziemnym. Biegł przez ziemie dzisiejszej Polski, Czech, Austrii i Włoch, docierając do Akwilei nad Adriatykiem, a stamtąd do Rzymu. Istniał na długo przed Imperium Rzymskim, ale to Rzymianie uczynili z niego prawdziwą arterię handlową.

Dla Rzymian bursztyn bałtycki, który nazywali succinum (od łacińskiego succus, „sok drzewa”) lub electrum (od greckiego elektron – stąd nasze „elektryczność”, bo bursztyn potarty o tkaninę przyciąga drobne przedmioty) był materiałem luksusowym. Noszono go jako ozdobę, palono jako kadzidło (płonący bursztyn pachnie lasem, bo… jest lasem), używano jako lekarstwa. Pliniusz Starszy poświęcił mu osobny rozdział w „Historii naturalnej”. Cesarz Neron wysyłał ekspedycje na Bałtyk po bursztyn do dekoracji amfiteatrów.

Szlak Bursztynowy był czymś więcej niż trasą handlową. Był nitką łączącą dwa światy – cywilizowany, urbanistyczny Rzym i „barbarzyńską”, leśną Północ. Bursztyn był jednym z nielicznych towarów, które płynęły z północy na południe,  w odwrotnym kierunku niż zwykły przepływ dóbr i idei. Kupcy wymieniali go na jedwabie, przyprawy, wino i metale szlachetne. To po bursztynowych ścieżkach kultura śródziemnomorska po raz pierwszy dotarła na nasze ziemie.

Gdańscy mistrzowie i zakon krzyżacki

W średniowieczu i czasach nowożytnych centrum bursztyniarstwa przeniosło się do Gdańska i tam pozostało do dziś.Zakon krzyżacki, panujący na Pomorzu w XIII–XV wieku, zmonopolizował handel bursztynem. Nielegalne zbieranie lub posiadanie surowego bursztynu było karane,  łącznie z karą śmierci. Zakon traktował bursztyn jak złoto: kontrolował wydobycie, przetwórstwo i eksport, czerpiąc z niego ogromne dochody. Po upadku władzy krzyżackiej bursztyniarstwo rozkwitło w Gdańsku jako wolne rzemiosło. Gdańscy mistrzowie bursztynnicy, zrzeszeni w cechu od XVI wieku tworzyli przedmioty o niezwykłej precyzji: szkatułki, ołtarze, krucyfiksy, szachownice, a nawet instrumenty muzyczne. Gdańskie kolekcje bursztynów gromadzone przez rodziny Gottwaldów i Breynów  stały się zalążkiem wielkich zbiorów rosyjskich Piotra I i Katarzyny II, a także kolekcji drezdeńskich i frankońskich.

To właśnie gdański mistrz Andreas Schlüter zaprojektował w 1701 roku na zamówienie Fryderyka I Hohenzollerna najsłynniejszy bursztynowy przedmiot w historii – Bursztynową Komnatę.

Ósmy cud świata

Bursztynowa Komnata – pomieszczenie o powierzchni ponad 50 metrów kwadratowych, wyłożone panelami z bursztynu bałtyckiego, zdobione złotem, lustrami i mozaikami – powstawała jedenaście lat. Pracowało nad nią kilku gdańskich mistrzów cechu bursztynniczego. Miała zdobić gabinet króla Prus w pałacu Charlottenburg pod Berlinem.

W 1716 roku Fryderyk Wilhelm I, syn Fryderyka I podarował komnatę carowi Piotrowi I Wielkiemu jako dowód sojuszu prusko-rosyjskiego. Dar trafił do Petersburga, potem do Carskiego Sioła pod miastem, gdzie został rozbudowany i wzbogacony. Przez dwa wieki Bursztynowa Komnata była jednym z najcenniejszych skarbów Rosji. Nazywano ją „ósmym cudem świata”. We wrześniu 1941 roku hitlerowcy zdobyli Carskie Sioło. Komnatę zdemontowano w ciągu 36 godzin, zapakowano w 27 skrzyń i przewieziono do zamku w Królewcu. Przez kilka lat była wystawiana publicznie – ostatni raz widziano ją w styczniu 1945 roku.

Bursztyn bałtycki ma czterdzieści milionów lat. Ludzie zbierają go nad Bałtykiem od trzynastu tysięcy. Rzymianie słali po niego ekspedycje. Krzyżacy kaziłi śmiercią za nielegalne zbieranie. Gdańscy mistrzowie stworzyli z niego ósmy cud świata. Hitler go ukradł. Nikt go nie znalazł. A morze – morze wciąż go oddaje.

9 kwietnia 1945 roku Armia Czerwona zdobyła Królewiec. Bursztynowej Komnaty nie znaleziono. Od tego dnia trwa jedno z największych poszukiwań w historii, angażujące historyków, służby specjalne, poszukiwaczy skarbów, a nawet wróżbitów.

Szukano na wraku statku „Wilhelm Gustloff” na dnie Bałtyku. W podziemiach zamku w Szymbarku. W Górach Sowich. W bunkrach w Mamerkach, gdzie georadar wykrył nieznane pomieszczenie. W Kaliningradzie, gdzie pod sowieckim Domem Sowietów – postawionym na ruinach zamku krzyżackiego – mogą kryć się niezbadane piwnice.

Nie znaleziono nic. Trzy hipotezy dominują: komnata spłonęła podczas bombardowania Królewca, wciąż leży gdzieś w podziemiach Kaliningradu lub trafiła do prywatnej kolekcji. Jej dzisiejsza wartość szacowana jest na miliard złotych.

W 2003 roku w Carskim Siole odsłonięto wierną kopię – rekonstruowaną od 1979 roku na podstawie zdjęć i dokumentów. Jest piękna. Ale oryginał – dzieło gdańskich mistrzów, podarunek króla carowi, łup Hitlera, tajemnica wojny – wciąż czeka na odkrycie. Być może gdzieś pod polską ziemią.

Elektryczność, medycyna i naszyjniki dla ząbkujących dzieci

Bursztyn bałtycki ma właściwości, które od tysiącleci fascynują ludzi, choć nie wszystkie wytrzymują konfrontację z nowoczesną nauką. Nazwa „elektryczność” pochodzi od greckiego „elektron”, bo to Grecy odkryli, że bursztyn potarty o tkaninę przyciąga drobne przedmioty. Tales z Miletu opisał to zjawisko w VI wieku p.n.e.. I choć nie wiedział, że odkrył ładunek elektrostatyczny, dał nazwę sile, która zmieniła świat.

Bursztyn zawiera kwas bursztynowy – od 3 do 8 procent objętości, najwięcej ze wszystkich kopalnych żywic. Od starożytności przypisywano mu właściwości lecznicze: wspomaganie pracy tarczycy, łagodzenie schorzeń układu oddechowego, działanie przeciwreumatyczne. Stąd popularne w Polsce i wciąż spotykane naszyjniki bursztynowe dla ząbkujących niemowląt. Tradycja mówi, że bursztyn noszony na skórze łagodzi ból dziąseł. Medycyna oparta na dowodach jest wobec tej tradycji sceptyczna, ale tradycja jest starsza od medycyny i nie zamierza ustępować.

Nagrzany dotykiem bursztyn wydziela delikatny, żywiczny zapach – zapach lasu, którego nie ma od czterdziestu milionów lat. To jedyny materiał na Ziemi, który pachnie przeszłością w tak dosłowny sposób.

Złoto Bałtyku dziś

Dziewięćdziesiąt procent światowego wydobycia bursztynu pochodzi z jednego miejsca – odkrywkowej kopalni w Jantarnym w obwodzie kaliningradzkim. To dawne Palmnicken – pruska kopalnia z XIX wieku, dziś rosyjskie przedsiębiorstwo państwowe.Polska jest drugim co do wielkości źródłem bursztynu bałtyckiego, i zdecydowanie pierwszym pod względem przetwórstwa. Gdańsk, Sopot, Koszalin, Kołobrzeg – to tu pracują rzemieślnicy i projektanci, którzy z surowych bryłek tworzą biżuterię, rzeźby i obiekty artystyczne eksportowane na cały świat. Muzeum Bursztynu w Gdańsku otwarte w 2021 roku w odbudowanym Wielkim Młynie jest jednym z najnowocześniejszych muzeów tematycznych w Europie.

„Mała bryłka bursztynu wyciekła z łona sosny, nieznanej nam i obcej, obok której rosły palmy wszelkiego rodzaju i kształtu, słodkie kasztany, eukaliptus i magnolia. Gdy ciepła ojczyzna bursztynowej sosny z jej morzami zastygła, zziębła i wymarzła pod lodowcem straszliwej grubości, on sam tylko ocalał — żywy płyn drzewa dawno zmarłego.”

Bursztyn bałtycki jest też obiektem nauki. Państwowy Instytut Geologiczny prowadzi badania nad genezą złóż. Uniwersytety analizują inkluzje. Każda nowo opisana mrówka czy pająk to publikacja w prestiżowym czasopiśmie paleontologicznym. Polska jest jednym z najważniejszych ośrodków badań nad bursztynem na świecie, co nie powinno dziwić, skoro leżymy na ziemi, która bursztyn wydała.

Dlaczego to jest ważne

Można powiedzieć: to jest kamyk. Ładny, złotawy, ciepły w dotyku kamyk, który ludzie zawieszają na szyi i sprzedają turystom w Sopocie. Po co o nim pisać? Bo bursztyn to jest historia. Dosłownie. Każda bryłka jest dokumentem. Dokumentem lasu, który rósł, gdy kontynenty miały inny kształt. Dokumentem owada, który żył, gdy na Ziemi nie było jeszcze trawy. Dokumentem szlaku handlowego, który łączył nasze wybrzeża z Rzymem. Dokumentem rzemiosła, które gdańscy mistrzowie doprowadzili do rangi sztuki. Dokumentem wojny, która zabrała ósmy cud świata i do dziś go nie oddała.

Bursztyn to jest też tożsamość. Polska – a szczególnie Pomorze – jest krainą bursztynu od trzynastu tysięcy lat. Zanim byliśmy Polakami, zanim byliśmy chrześcijanami, zanim byliśmy kimkolwiek – ludzie na tych ziemiach podnosili z piasku złote bryłki i wiedzieli, że trzymają w rękach coś wyjątkowego.

Następnym razem, gdy będziecie nad Bałtykiem po sztormie rozejrzyjcie się. Morze wciąż wyrzuca bursztyn. Wciąż, po czterdziestu milionach lat  oddaje fragmenty lasu, którego nie ma. I każdy z tych fragmentów jest dowodem na to, że piękno przetrwa dłużej niż cokolwiek innego.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: