Siła korzeni i rodziny wygrywa z korporacyjną karierą. Polacy nie chcą porzucać małych ojczyzn

Współczesny świat wmawia nam, że miarą sukcesu jest nieustanna mobilność, pogoń za karierą i ucieczka do wielkich, anonimowych metropolii. Tymczasem najnowsze badania pokazują, że polskie społeczeństwo wciąż opiera się na tradycyjnych, sprawdzonych fundamentach. Aż siedmiu na dziesięciu z nas deklaruje głębokie, szczere przywiązanie do swojego regionu zamieszkania, stawiając więzi rodzinne i relacje z bliskimi znacznie wyżej niż lojalność wobec pracodawcy. 

Polacy nie chcą opuszczać swoich domów rodzinnych i porzucać lokalnych społeczności, nawet jeśli rynek pracy na prowincji bywa trudny. To nie jest objaw strachu przed zmianą, lecz świadomy wybór wartości, które naprawdę mają w życiu znaczenie. Aby nasz kraj rozwijał się harmonijnie, musimy przestać zmuszać ludzi do ekonomicznej emigracji, a zacząć inwestować w infrastrukturę tam, gdzie biją serca polskich rodzin.

Rodzina i bliscy ważniejsi niż zawodowy wyścig szczurów Wyniki raportu „To my. Lokalnie 2026” przynoszą niezwykle budujący obraz naszego społeczeństwa. W dobie powszechnej pogoni za pieniądzem, Polacy wciąż pozostają narodem, dla którego najważniejsze są korzenie. Aż 70 procent dorosłych obywateli w całym kraju otwarcie deklaruje silne przywiązanie do swoich miejsc zamieszkania i nieruchomości. Co jest fundamentem tej więzi? Badaczka zachowań konsumenckich, Anna Zachara-Widła, nie ma wątpliwości: jesteśmy przywiązani przede wszystkim do naszych bliskich, rodziny i znajomych, co absolutnie deklasuje całą resztę czynników.Zaskakująco niski jest natomiast odsetek osób deklarujących przywiązanie do obecnej pracy – to zaledwie około 30 procent. To jasny sygnał, że dla przeciętnego Polaka praca jest jedynie narzędziem do utrzymania bliskich, a nie sensem istnienia. Nie chcemy już budować swojej tożsamości wokół korporacji. Pięknym przykładem lokalnego patriotyzmu jest Podlasie, gdzie odnotowano najwyższy wskaźnik osób silnie związanych ze swoją ojcowizną.

Trudny wybór między ojcowski domem a ekonomiczną presją 

Choć chcemy żyć tam, gdzie dorastaliśmy, brutalne prawa rynku często rzucają nam kłody pod nogi. To właśnie aspekty ekonomiczne i ograniczone możliwości zatrudnienia w najbliższej okolicy są najczęstszym czynnikiem zmuszającym Polaków do bolesnych rozważań o przeprowadzce.Raport uwidacznia pęknięcie między wielkimi ośrodkami a resztą kraju. W województwie świętokrzyskim niemal połowa mieszkańców planuje szukać możliwości zatrudnienia poza miejscem zamieszkania. Z kolei na Mazowszu, o ile Warszawiacy są zadowoleni ze swojego rynku, o tyle poza stolicą satysfakcję deklaruje zaledwie 22 procent osób.Prowincja jest często niedoinwestowana, a państwo przez lata skupiało się wyłącznie na rozwoju metropolii. Mimo to,Polacy trwają na swoich ojcowiźnie. Wielu z nas, zwłaszcza na Podkarpaciu i Lubelszczyźnie, świadomie zostaje w obecnym miejscu, znosząc trudy dojazdów, byle tylko nie wyrywać swoich dzieci z bezpiecznego, znanego środowiska.

Mądra polityka to inwestycje w regiony a nie przymusowa migracja 

Ekspertka do spraw mieszkalnictwa, Hanna Milewska-Wilk z Instytutu Rozwoju Miast i Regionów zwraca uwagę na zjawisko, które przez środowiska liberalne często mylnie nazywane jest „zabetonowaniem”. Polacy rzadko wystawiają swoje nieruchomości na sprzedaż i nie realizują planów przeprowadzkowych na dużą skalę. Trudno się temu dziwić. Ojcowski dom często ma dla nas wartość wykraczającą poza cenę rynkową, a metropolie straszą zaporowymi kosztami życia. Nie możemy pozwalać na to, by jedyną drogą do życiowego sukcesu była przymusowa przeprowadzka do anonimowego blokowiska w wielkim mieście. Aby chronić polskie rodziny przed bolesnym rozdzieleniem, musimy rozwijać lokalne rynki i stawiać na zrównoważony rozwój całego kraju.

Rozwiązaniem problemu nie jest namawianie Polaków do masowego wyzbywania się swoich ojcowizn, lecz mądra, państwowa strategia. Kiedy lokalne społeczności na prowincji otrzymają szybką komunikację oraz godny dostęp do usług publicznych i lekarzy specjalistów, przymus ucieczki do miast zniknie. Dzięki nowym drogom i połączeniom kolejowym coraz więcej osób może mieszkać we własnych domach w mniejszych miejscowościach, gdzie dostępne są tereny rekreacyjne, a jednocześnie swobodnie pracować w pobliskich ośrodkach. To właśnie zieleń, spokój i bezpieczeństwo stają się coraz ważniejszymi czynnikami wyboru. Państwo musi wspierać ten trend. Konserwatywne podejście do gospodarki zakłada, że to rynek powinien służyć rodzinie, a nie rodzina rynkowi.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: