Co tydzień ginie rolnik. 8 631 wypadków, 40 ofiar śmiertelnych i cisza, jakby to nie miało znaczenia

W 2025 roku w polskich gospodarstwach rolnych doszło do ponad ośmiu i pół tysiąca wypadków. Czterdziestu ludzi nie wróciło do domu. Połowa wszystkich zdarzeń to upadki – z drabiny, z maszyny, na oblodzonym podwórku. Lato jest najgorsze, bo sezon żniwny oznacza pośpiech, zmęczenie i maszyny pracujące na pełnych obrotach. A system ochrony pracy na wsi praktycznie nie istnieje.

Nie ma w Polsce zawodu bardziej niebezpiecznego niż rolnik. Nie górnik, bo kopalnie mają służby BHP, inspektorów, systemy bezpieczeństwa i związki zawodowe, które walczą o każdy kask i każdą lampkę. Nie budowlaniec, bo budowy podlegają Państwowej Inspekcji Pracy i obowiązkowym szkoleniom. Rolnik jest sam. Na swoim polu, w swojej oborze, na swoim ciągniku. Bez inspektora BHP, bez szkolenia (pisaliśmy o kursach na opryski ale kurs BHP dla rolnika? Nie istnieje jako obowiązek), bez nikogo, kto by powiedział: „nie wchodź tam, nie rób tak, to jest niebezpieczne”.

I co roku, kilkadziesiąt tysięcy z nich płaci za to cenę. A kilkudziesięciu – najwyższą.

Liczby za 2025 rok. Mniej wypadków, więcej śmierci

Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego podsumowała rok 2025 w lutym 2026 i raport rysuje obraz pełen paradoksów.

Ogólna liczba zgłoszonych wypadków spadła: 8 631 zdarzeń – o 13,1 procent mniej niż w 2024 roku (9 930) i znacznie mniej niż w 2021 roku, gdy przekroczono 12 tysięcy. Tendencja spadkowa trwa od lat. Jeszcze w 1993 roku zgłaszano 66 tysięcy wypadków rocznie. Spadek jest realny i wynika z wielu czynników: modernizacja sprzętu, kampanie edukacyjne KRUS, zmniejszenie liczby ubezpieczonych rolników (bo gospodarstw ubywa).

2025: 8 631 wypadków w rolnictwie (-13,1% r/r). 40 wypadków śmiertelnych (+2 r/r, wskaźnik 4,3 na 100 tys. ubezpieczonych). Najczęstsza przyczyna: upadki (50,2% wszystkich zdarzeń). Druga: zwierzęta (13%). Trzecia: maszyny (10,7%). Q1 2025: 16 ofiar śmiertelnych – dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. 350 wniosków o choroby zawodowe (+18,2%), głównie borelioza (218 przypadków). Odszkodowania za wypadki i choroby: 42 mln złotych w I półroczu. Zwolnienia lekarskie: 1,93 mln dni w samym czerwcu. Od 1993 roku liczba wypadków spadła z 66 tys. do 8,6 tys. – ale wciąż co tydzień ginie rolnik.

Ale – i tu paradoks, który mrozi krew – liczba wypadków śmiertelnych wzrosła. W 2025 roku KRUS wypłacił 40 odszkodowań z tytułu śmierci. Czterdzieści rodzin, w których ktoś wyszedł rano do obory, na pole, do stodoły i nie wrócił. To o dwa więcej niż w 2024 roku. Wskaźnik śmiertelności skoczył do 4,3 na 100 tysięcy ubezpieczonych – o 0,5 więcej niż rok wcześniej.

Czterdzieści osób to statystyka. Ale za każdą z tych czterdziestu stoi konkretna historia – konkretne podwórko, konkretny ciągnik, konkretna rodzina, która została bez ojca, męża, syna.

W samym pierwszym kwartale 2025 roku zginęło szesnastu rolników. Dwukrotnie więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku. Tygodnik Rolniczy zatytułował artykuł o tych danych: „W Polsce co tydzień ginie rolnik”. To nie jest metafora, to jest arytmetyka.

Jak giną rolnicy

Struktura wypadków w polskim rolnictwie jest stabilna od lat  i mówi coś fundamentalnego o tym, jak wygląda praca na wsi.

Zabójca numer jeden to upadki. 3 455 poszkodowanych w 2025 roku – ponad połowa (50,2 procent) wszystkich wypadków zakończonych odszkodowaniem. Upadki z drabin, z maszyn rolniczych, z przyczep, z podestów. Upadki na oblodzonym podwórku (zima), na mokrym betonie obory, na nierównej nawierzchni pola. Upadki, brzmi banalnie. Ale upadek z wysokości dwóch metrów na twarde podłoże dla sześćdziesięcioletniego mężczyzny z osteoporozą może skończyć się złamaniem kręgosłupa.

KRUS identyfikuje przyczyny. Chodzi o brak urządzeń zabezpieczających przed upadkiem z wysokości, nieużywanie szelek bezpieczeństwa, brak kasków. „Zły stan nawierzchni podwórzy i ciągów komunikacyjnych” – to najczęstsza przyczyna wypadków w ogóle. Dziura w betonie, oblodzona ścieżka, brak barierki. Rzeczy, które na budowie oznaczałyby natychmiastowe wstrzymanie prac. Na wsi nikogo to nie obchodzi.

Zabójca numer dwa to zwierzęta. 893 poszkodowanych. 13 procent. Uderzenie kopyta konia. Przygniecenie przez byka. Pogryzienie przez psa. Stratowanie przez stadko krów, które się spłoszyło. Zwierzęta hodowlane – szczególnie bydło – są nieprzewidywalne. Byk o wadze 800 kilogramów, który nagle zareaguje na hałas lub ruch, może zabić człowieka jednym uderzeniem głowy.

Maszyny, to mieejsce trzecie w tym niechlubnym rankingu. 738 poszkodowanych. 10,7 procent. Pochwycenie ręki przez wał przegubowy. Uderzenie przez ruchome części kombajnu. Wciągnięcie ubrania w mechanizm podajnika. Maszyny rolnicze – ciągniki, kombajny, siewniki, prasy do siana – są potężne, pracują pod dużym obciążeniem i często nie mają osłon bezpieczeństwa (bo rolnik je zdjął, „bo przeszkadzały”). Naprawa maszyny przy włączonym silniku – klasyczny scenariusz wypadku śmiertelnego.

„Rolnik chciał przeciągnąć kłody, zaczepił pasy transportowe o pień i do ciągnika. Jedna kłoda się zablokowała. Zwiększył obroty i ruszył do przodu. Ciągnik przechylił się i przewrócił na prawy bok, przygniatając rolnika. Zginął na miejscu.” 

– opis wypadku śmiertelnego, KRUS, I kwartał 2025, województwo podlaskie

W pierwszym kwartale 2025 roku „przejechanie, uderzenie, pochwycenie przez środek transportu w ruchu” było najczęstszą przyczyną wypadków śmiertelnych – sześć z szesnastu zgonów. Ciągnik, który się przewrócił. Przyczepa, która się odczepiła. Wóz, który najechał na operatora. Ciągniki rolnicze – szczególnie starsze modele, bez kabiny i łuku bezpieczeństwa – są jednymi z najbardziej niebezpiecznych pojazdów na polskich drogach i polach.

Pozycję numer pięć zajmują „inne zdarzenia”. 639 poszkodowanych. To kategoria zbiorcza obejmująca porażenia prądem, zatrucia gazami w silosach, uduszenia w zbiornikach na zboże, poparzenia i wybuchy. Każde z tych zdarzeń jest rzadkie, ale każde bywa śmiertelne.

Lato, czyli sezon śmierci

Wypadki w rolnictwie mają wyraźną sezonowość i lato jest najgorsze.

Żniwa – od połowy czerwca do końca sierpnia – to okres, gdy rolnicy pracują po kilkanaście godzin dziennie, w upale, pod presją czasu (bo pogoda może się zmienić, bo zboże trzeba zebrać, zanim zmoknie). Zmęczenie obniża koncentrację. Pośpiech prowadzi do brawury. Upał powoduje zasłabnięcia i udary. Maszyny pracują na pełnych obrotach, bez przerwy, bez konserwacji, bez czasu na sprawdzenie, czy wszystko jest bezpieczne.

Jak mówią analitycy KRUS: „nadmierny wysiłek fizyczny, przemęczenie, brak przerw na odpoczynek”. To jest stała przyczyna wypadków, niezależna od pory roku. Ale latem, gdy dzień pracy trwa od piątej rano do dziesiątej wieczorem te czynniki się kumulują.

Drugie niebezpieczne okienko to jesień – zbiór ziemniaków, buraków, kukurydzy. I wiosna – orka, siew, opryski. Tak naprawdę jedynym „bezpiecznym” miesiącem w rolnictwie jest styczeń, bo większość prac polowych jest wstrzymana. Ale nawet w styczniu giną ludzie – bo zwierzęta trzeba karmić codziennie, a oblodzone podwórko nie czeka na odwilż.

Kto ginie – portret ofiary

Statystyczny rolnik, który ginie w wypadku, to mężczyzna powyżej pięćdziesiątego roku życia, pracujący samodzielnie w gospodarstwie o średniej wielkości, bez współpracowników, bez pomocy, bez nadzoru.

To jest kluczowy element: samodzielność. Rolnik w Polsce pracuje najczęściej sam lub z rodziną. Nie ma kolegi, który powie „uważaj”. Nie ma brygadzisty, który sprawdzi, czy maszyna jest wyłączona przed naprawą. Nie ma służby ratunkowej na miejscu – karetka jedzie dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści minut.

KRUS wymienia jako częstą przyczynę: „niedostateczna koncentracja uwagi na wykonywanej czynności”. Ale to nie jest „brak uwagi” w sensie lenistwa – to jest brak uwagi w sensie przemęczenia. Człowiek, który pracuje od piątej rano, w trzydziestostopniowym upale, przy hałaśliwej maszynie – nie jest w stanie zachować pełnej koncentracji przez dwanaście godzin. Nikt nie jest.

Borelioza: cichy zabójca

Obok wypadków rośnie jeszcze jeden wskaźnik – choroby zawodowe. W 2025 roku KRUS odnotował 350 wniosków o odszkodowanie z tytułu chorób zawodowych. Wzrost o 18,2 procent w porównaniu z rokiem poprzednim.

Dominują choroby zakaźne i pasożytnicze – 218 przypadków. Głównym winowajcą jest borelioza. Choroba przenoszona przez kleszcze, na którą rolnicy są narażeni każdego dnia pracy w terenie. Borelioza nieleczona prowadzi do zapalenia stawów, zaburzeń neurologicznych, problemów z sercem. Leczona – wymaga wielotygodniowej antybiotykoterapii i nie zawsze kończy się pełnym wyzdrowieniem.

Rolnik pracujący na polu, w lesie, przy zwierzętach jest na kleszcze narażony wielokrotnie bardziej niż przeciętny Polak. A mimo to badania profilaktyczne w kierunku boreliozy nie są standardem. System KRUS oferuje rehabilitację rolniczą i kampanie profilaktyczne („Dobrostan rolnika”, od marca 2025), ale to są działania informacyjne, nie systemowe.

Co trzeba zmienić

Po pierwsze należałoby wprowadzić obowiązkowe szkolenia BHP. Rolnik, który obsługuje kombajn o mocy 400 koni mechanicznych, nie ma obowiązku odbycia żadnego szkolenia z bezpieczeństwa. To jest absurd i absurd ten trwa od dekad. KRUS prowadzi kampanie edukacyjne, wydaje broszury, organizuje konkursy, ale uczestnictwo jest dobrowolne. Gdyby szkolenie BHP było warunkiem ubezpieczenia w KRUS wypadków byłoby mniej.

Po drugie – przeglądy techniczne maszyn. Ciągnik, który wyjeżdża na drogę publiczną, podlega przeglądowi technicznemu. Ciągnik, który pracuje wyłącznie na polu nie podlega niczemu. Rolnik może jeździć maszyną bez kabiny, bez łuku bezpieczeństwa, bez sprawnych hamulców dopóki nie wyjedzie na drogę. Na polu może się zabić bez naruszenia przepisów.

Wiele wypadków, szczególnie upadków wynika z fatalnej infrastruktury gospodarstw. Nierówne podwórka, brak barierek, brak oświetlenia. Programy modernizacyjne (np. z PROW, z KPO) finansują zakup maszyn i budowę budynków ale rzadko obejmują „drobne” inwestycje w bezpieczeństwo: poręcze, oświetlenie, nawierzchnie. Bo nikt nie składa wniosku o dotację na barierki. Składa na nowy ciągnik.

Po czwarte, wreszcie – pomoc psychologiczna. Rolnik, który stracił rękę w maszynie, wraca na pole, bo kto inny ma nakarmić krowy? Rolnik, który widział śmierć sąsiada przygniecionego przez ciągnik, pracuje dalej, bo sezon nie czeka. Traumy w rolnictwie nie są leczone, bo nikt o nich nie mówi. „Twardy chłop” to stereotyp, który zabija, bo twardy chłop nie idzie do psychologa. I twardy chłop się łamie. Po cichu, w domu, bez pomocy.

Gdzieś w Polsce – może dzisiaj, może jutro – rolnik wyjdzie rano z domu. Nakarmi kury, wydoi krowy, sprawdzi ciągnik. Będzie pracował do wieczora. Sam, bo żona jest w pracy w mieście, a syn wyjechał do Wrocławia. Będzie zmęczony. Będzie się spieszył, bo nadchodzi deszcz. Wejdzie na przyczepę. Bez barierki, bo nie ma. Poślizgnie się, bo podwórko jest nierówne, bo buty są mokre, bo szesnasta godzina pracy. I spadnie.

Może wstanie z połamanym żebrem, z potłuczoną głową, z urazem kręgosłupa. Może nie wstanie. Nikt o tym nie napisze, bo to nie jest wypadek na autostradzie. To jest wypadek rolnika na podwórku. I w polskim systemie informacyjnym jest niewidzialny.

Ale jest realny. Osiem tysięcy sześćset trzydzieści jeden razy w roku – realny. I czterdzieści razy śmiertelnie realny.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: