Dwa tygodnie temu 160 szpitali powiatowych wywiesiło czarne flagi. Personel pracował w czarnych strojach. Prezes Związku Powiatów Polskich mówi wprost: „Cztery, pięć placówek upadnie do wakacji – Żywiec, Lesko, Lubliniec, Puławy”. 91 procent szpitali zakończyło rok stratą. Dostawcy leków odmawiają dostaw. A ministerstwo odpowiada: „Polska ma jeden z najlepszych dostępów do leczenia w Europie”. Kto tu kłamie?

Są w polskim systemie ochrony zdrowia instytucje, o których nikt nie pisze książek, nie kręci seriali i nie mówi na konferencjach prasowych. Instytucje, które nie leczą celebrytów, nie wykonują przeszczepów serca, nie publikują w „Nature”. Instytucje, do których trafia sąsiad z zawałem, babcia ze złamanym biodrem, dziecko z zapaleniem płuc, bo są najbliżej. Bo są jedyne.

To są szpitale powiatowe. Jest ich w Polsce 270. Odpowiadają za ponad 60 procent wszystkich hospitalizacji w kraju. Są kręgosłupem polskiej opieki zdrowotnej – tym, co stoi między pacjentem a śmiercią, gdy karetka jedzie dwadzieścia minut, a klinika uniwersytecka jest sto kilometrów dalej. I ten kręgosłup właśnie pęka.

Czarny tydzień czyli 160 szpitali w żałobie

Od 20 kwietnia 2026 roku przez polskie szpitale powiatowe przeszła fala protestu nazwanego „czarnym tygodniem”. Sto sześćdziesiąt placówek wzięło udział w akcji. Na budynkach zawisły czarne flagi. Personel medyczny – lekarze, pielęgniarki, ratownicy – pracował w czarnych strojach. Na korytarzach pojawiły się banery z hasłem: „Szpitalne łóżko poczeka, choroba nie”.

Protest był symboliczny. Nikt nie odwoływał zabiegów, nie zamykał oddziałów, nie ograniczał przyjęć. Ale przekaz był jednoznaczny: szpitale powiatowe stoją na krawędzi. I jeśli nic się nie zmieni zaczną upadać.

Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych mówi wprost „sytuacja finansowa szpitali powiatowych wygląda katastrofalnie. Około pięćdziesięciu jest zagrożonych upadłością. Dostawcy leków, sprzętu, materiałów nie traktują już nas poważnie, nie jesteśmy dla nich wiarygodnym partnerem. Załamanie łańcucha dostaw spowoduje niemożliwość świadczenia usług. To będzie pierwszy krok do upadłości szpitali. Nie będziemy mieli czym leczyć i zaopatrywać pacjentów”.

Załamanie łańcucha dostaw. To nie jest abstrakcja, to jest konkret. Firma farmaceutyczna, która od roku nie dostała zapłaty za leki, przestaje te leki dostarczać. I szpital zostaje z pustą apteką szpitalną. Bez antybiotyków. Bez leków kardiologicznych. Bez środków do znieczulenia. Jak operować pacjenta, gdy nie ma czym go uśpić?

Raport ZPP: dziewięć na dziesięć szpitali na minusie

Związek Powiatów Polskich opublikował raport „Szpitale powiatowe w kryzysie – analiza sytuacji finansowej w 2025 roku”, który powinien leżeć na biurku każdego ministra zdrowia – obecnego i przyszłego. ZPP przeanalizował kondycję 207 z 270 szpitali powiatowych w Polsce. Wyniki są druzgocące.

79 procent placówek wykazuje płynność bieżącą poniżej bezpiecznego progu. To oznacza, że nie mają wystarczających środków na pokrycie bieżących zobowiązań – wynagrodzeń, faktur za leki, rachunków za prąd.

60 procent utraciło zdolność do regulowania krótkoterminowych zobowiązań. To nie jest „trudna sytuacja” – to jest definicja niewypłacalności. 91 procent badanych placówek zakończyło rok 2025 stratą operacyjną na działalności podstawowej. Dziewięćdziesiąt jeden procent. Dziewięć na dziesięć szpitali powiatowych w Polsce traci pieniądze na tym, do czego zostały powołane – na leczeniu ludzi.

Łączna strata netto: 1,26 miliarda złotych. Łączne zobowiązania wymagalne (czyli takie, które powinny być już zapłacone, a nie są): 1,48 miliarda złotych z czego 1,28 miliarda wobec dostawców leków, sprzętu i materiałów medycznych.

Koszty działalności operacyjnej w 2025 roku przekroczyły 30,8 miliarda złotych i wyraźnie przewyższyły przychody. Deficyt nie jest wyjątkiem. Jest dominującym modelem funkcjonowania. Jak ujmuje to raport: szpitale powiatowe w Polsce działają nie dlatego, że system jest wydolny lecz dlatego, że utrzymuje je doraźne wsparcie finansowe i odsuwanie problemów w czasie.

Kto upadnie do wakacji?

Andrzej Płonka, prezes Związku Powiatów Polskich, jednocześnie starosta bielski nie mówi o abstrakcjach. Mówi o konkretnych adresach. „Przy kontynuacji obecnej polityki szpitale zaczną upadać. Mam zapowiedzi przynajmniej czterech–pięciu placówek, których upadłość jest raczej kwestią czasu. Stanie się to do wakacji” — mówi Płonka. I wymienił: szpital w powiecie żywieckim, Lesko, Lubliniec w województwie śląskim, Puławy.

To nie są miasta-widma. To są miejsca, w których żyją dziesiątki tysięcy ludzi. Powiat żywiecki – ponad 150 tysięcy mieszkańców, region górski, gdzie do najbliższego dużego szpitala (Bielsko-Biała) jest godzina jazdy. Lesko – powiat bieszczadzki, jeden z najbardziej oddalonych od wielkomiejskiej infrastruktury medycznej. Lubliniec – blisko 50 tysięcy mieszkańców. Puławy – ponad 45 tysięcy. Jeśli te szpitale znikną z mapy pacjenci z tych powiatów będą musieli jeździć dziesiątki, a w przypadku Bieszczad setki kilometrów do najbliższej czynnej placówki. Dla starszej kobiety z zawałem, dla dziecka z zapaleniem wyrostka, dla ofiary wypadku drogowego te kilometry mogą oznaczać różnicę między życiem a śmiercią.

Płonka pyta retorycznie: „pojawia się kwestia, czy inne szpitale będą w stanie przejąć działalność upadającej placówki i zabezpieczyć pacjentów”. Malinowski odpowiada: „mam duże wątpliwości”.

94 procent z jednego źródła. Uzależnienie, które zabija

Szpitale powiatowe są uzależnione od środków Narodowego Funduszu Zdrowia, które stanowią niemal 94 procent ich przychodów. Gdy NFZ zmieni taryfikację szpital traci przychody. Gdy NFZ ograniczy finansowanie nadwykonań szpital traci przychody. Gdy NFZ obniży współczynniki korygujące (premie 6-7 procent dla szpitali I i II stopnia) – szpital traci przychody. A szpital nie może powiedzieć „nie”, bo nie ma innego płatnika.

270 szpitali powiatowych, 60 procent wszystkich hospitalizacji w Polsce. Raport ZPP za 2025 rok: 79 procent z płynnością poniżej bezpiecznego progu. 60 procent bez zdolności do regulowania zobowiązań. 91 procent ze stratą operacyjną. Strata netto: 1,26 miliarda złotych. Zobowiązania wymagalne: 1,48 miliarda – w tym 1,28 mld wobec dostawców. 50 szpitali zagrożonych upadłością. 160 wzięło udział w czarnym proteście. NFZ odpowiada za 94 procent przychodów. Żywiec, Lesko, Lubliniec, Puławy – „upadłość do wakacji”. Ministerstwo: „jeden z najlepszych dostępów do leczenia w Europie”.

I tu jest ironia: NFZ właśnie zapowiedział ograniczenie finansowania ambulatoryjnej opieki specjalistycznej i rehabilitacji, zmianę zasad rozliczania badań tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego, gastroskopii i kolonoskopii, a także możliwe obniżenie współczynników korygujących. To oznacza, że w momencie, gdy szpitale powiatowe toną NFZ dokłada im kamień do plecaka.

Malinowski komentuje: „Przeregulowanie kosztuje. Rząd przez dwadzieścia sześć lat spowodował, że system jest bardzo skomplikowany, bo regulacje dotyczą wszystkiego, w związku z tym jest też bardzo drogi”. Płonka idzie dalej i proponuje zmianę modelu: „Szpitale powiatowe powinny być finansowane nie przez Narodowy Fundusz Zdrowia, tylko tak jak wszystkie służby: Policja i Straż Pożarna”. Innymi słowy – z budżetu państwa, jako element infrastruktury publicznej, nie jako „świadczeniodawca” na rynku usług zdrowotnych.

Kroplówka zamiast leczenia

„Do szpitali taka kroplówka finansowa trafiała dwa, czasami trzy razy do roku. Natomiast ona nie załatwiała wszystkiego” – mówi Płonka.

To jest metafora idealna,  bo opisuje dokładnie to, co rząd robi z systemem szpitalnym od dwóch dekad. Zamiast leczyć chorobę (systemowe niedofinansowanie, archaiczny model płatnika, uzależnienie od NFZ) podaje kroplówkę (jednorazowe dotacje, doraźne oddłużanie, „wsparcie w sytuacji kryzysowej”). Pacjent – czyli szpital – przeżywa kolejne miesiące. Ale choroba postępuje. I kolejna kroplówka musi być większa niż poprzednia.Samorządy dostają „kroplówkę” zamiast reformy finansowania oświaty. Opiekunowie niepełnosprawnych dostają 215 złotych zasiłku zamiast systemu opieki. Szkoły zamykane, bo gminy nie stać a rząd mówi, że „subwencja nigdy nie miała pokrywać wszystkich kosztów”. Teraz szpitale – ten sam schemat, ten sam brak odwagi, te same konsekwencje dla najsłabszych.

Ministerialne propozycje

Wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka – w odpowiedzi na czarny protest – powiedziała, że „protest nie wpłynie na dostęp do świadczeń” i że „Polska ma jeden z najlepszych dostępów do leczenia w Europie”.

To zdanie – w kontekście 91 procent szpitali ze stratą, 50 zagrożonych upadłością i 1,48 miliarda zobowiązań wymagalnych – brzmi jak diagnoza z innej planety.

„Szpitale powiatowe toną i utoną zupełnie, jeśli czegoś nie zrobimy. Nie będziemy mieli czym leczyć i zaopatrywać pacjentów.” 

– Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych

Minister zdrowia Joanna Sobierańska-Grenda, która w ubiegłym tygodniu przetrwała wniosek o odwołanie (koalicja ją obroniła w głosowaniu sejmowym) stoi teraz przed wyzwaniem, które może zdefiniować jej kadencję. Bo jeśli szpitale zaczną upadać latem 2026 odpowiedzialność polityczna spadnie na nią. Niezależnie od tego, że problem narastał przez dwadzieścia sześć lat i pod każdym rządem.

Ministerstwo uruchomiło „program wsparcia procesów łączenia szpitali” z budżetem miliarda złotych. Ale „łączenie” brzmi jak eufemizm, bo w praktyce oznacza zamykanie słabszych placówek i przenoszenie pacjentów do silniejszych. Dla mieszkańca powiatu, którego szpital zostaje „połączony” z placówką oddaloną o pięćdziesiąt kilometrów to nie jest „konsolidacja”. To jest likwidacja.

Szpital powiatowy to nie firma

I tu dochodzimy do fundamentalnego pytania, które powinno być zadane na samym początku debaty a które jest systematycznie unikane. Czy szpital powiatowy jest firmą – podmiotem gospodarczym, który powinien się „bilansować”? Czy jest służbą publiczną – jak straż pożarna, policja, szkoła – która istnieje nie po to, by zarabiać, lecz po to, by chronić?

Jeśli jest firmą, to 91 procent ze stratą oznacza, że model biznesowy nie działa i firmy powinny zostać zamknięte lub zrestrukturyzowane. To jest logika rynkowa. Zimna, bezlitosna, ale spójna.

Jeśli jest służbą publiczną, to oczekiwanie, że szpital „się bilansuje”, jest absurdem. Straż pożarna nie „bilansuje się”. Jest finansowana z budżetu, bo chroni ludzi. Policja nie „zarabia”. Jest utrzymywana z podatków, bo zapewnia bezpieczeństwo. Dlaczego szpital,  który ratuje życie ma „zarabiać na siebie” ze świadczeń wycenianych przez NFZ na poziomie nie pokrywającym kosztów?

Prezes ZPP odpowiada na to pytanie jednoznacznie: szpitale powiatowe powinny być traktowane jak służby, nie jak przedsiębiorstwa. Powinny być finansowane z budżetu – stabilnie, przewidywalnie, adekwatnie do kosztów. A nie z „kroplówek” i taryfikacji, które zmieniają się co kwartał.Gdzieś w Polsce, może w Żywcu, może w Lesku, może w Puławach jest szpital powiatowy. Stoi na wzgórzu, za nim las, przed nim parking, na którym parkują karetki. W środku  korytarze pachną środkiem dezynfekcyjnym. Na oddziale wewnętrznym leży starszy mężczyzna z niewydolnością serca. Na chirurgii kobieta po zabiegu. Na izbie przyjęć dziecko z gorączką.Ten szpital ma 1,28 miliarda złotych długu. Nie sam, razem z innymi. Ma dostawców, którzy nie chcą dostarczać leków, bo nie dostali zapłaty. Ma lekarzy, którzy rozważają odejście, bo widzą, co się święci. Ma dyrektora, który co rano sprawdza konto i liczy, czy starczy na pensje.I ma pacjentów. Ludzi, którzy nie wiedzą, bo skąd mają wiedzieć, że szpital, do którego przyjdą z zawałem, może za dwa miesiące nie istnieć.Szpitale powiatowe odpowiadają za 60 procent hospitalizacji w Polsce. Sześćdziesiąt procent. Jeśli zaczną upadać nie upadnie budynek. Upadnie system, który chroni miliony ludzi przed śmiercią w odległości godziny od kliniki.I nikt,  naprawdę nikt nie powinien mówić w tej sytuacji, że „Polska ma jeden z najlepszych dostępów do leczenia w Europie”. Bo to nie jest dostęp. To jest iluzja dostępu – utrzymywana kroplówkami, które kiedyś się skończą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *