Pragmatyzm, wielomilionowe inwestycje, wola mieszkańców. Rozmowa z Barbarą Dybczak, wójtem Skoroszyc

Skuteczne pozyskiwanie potężnych dotacji, twarde stąpanie po ziemi i bezkompromisowe podejście do rozwoju infrastruktury. W najnowszej odsłonie cyklu „Polska ZAWSZE lokalna” rozmawiamy z Barbarą Dybczak, wójtem gminy Skoroszyce. O tym, dlaczego nazwa funduszu ma mniejsze znaczenie niż realna poprawa jakości życia, jak zarządzać budżetem w trudnych czasach i dlaczego w lokalnym samorządzie głos obywateli zawsze pozostaje ostatecznym drogowskazem.

PROSTE ROZMOWY: Pani Wójt, czy gmina korzystała wcześniej ze środków w ramach programu Polski Ład i jakie inwestycje udało się w ramach tego wsparcia zrealizować?

Barbara Dybczak, wójt gminy Skoroszyce: Oczywiście, nie wyobrażam sobie w ogóle niekorzystania z takich dotacji. My zrealizowaliśmy w ten sposób cztery potężne inwestycje, każda z nich wielomilionowa z niesamowicie wysokim procentem dofinansowania. Po pierwsze, budowa przedszkola – tutaj otrzymaliśmy dofinansowanie dwukrotnie: najpierw 6,8 mln złotych, a potem kolejne 2 mln złotych, oba na poziomie 85% dofinansowania. Druga inwestycja to budowa kanalizacji sanitarnej w miejscowości Sidzina, która to miejscowość liczy ponad tysiąc mieszkańców. Z Polskiego Ładu pozyskałam ponad  7,5 mln złotych na trzeci etap tej budowy kanalizacji, z astronomicznym dofinansowaniem na poziomie 95%. Trzecie zadanie to modernizacja stacji uzdatniania wody (SUW) – pozyskaliśmy 4 miliony 750 tysięcy złotych, również na poziomie 95% dofinansowania! Jeśli idzie o dofinansowanie do przebudowy SUWu, dofinansowanie otrzymałam z rąk samego premiera w Kancelarii Rady Ministrów, bo wiemy, jak ważną dla mieszkańców kwestią jest dostępność wody. Kolejna duża inwestycja to ochrona zabytków – odrestaurowaliśmy za 1 mln dotacji na poziomie 98% z Polskiego Ładu urokliwy Kościółek w Polu, nieopodal Sidziny. To nasz ambasador – Certyfikowany Produkt Lokalny. Dodatkowa pozyskana dotacja na ochronę zabytków to 400 tys., także z 98% dofinansowania, które przeznaczyliśmy na niezbędną modernizację instalacji elektrycznej w kościele parafialnym w Starym Grodkowie. Z mniejszych zadań to realizacja programu „Rozświetlamy Polskę” i tu otrzymaliśmy 48 tys. Zł z 80% dofinansowaniem, oświetlając ulicę Parkową w Sidzinie.

Czy bez tych zewnętrznych środków finansowych gmina w ogóle dałaby radę sama udźwignąć te duże inwestycje?

BD: Odpowiem krótko: absolutnie nie. Bez zewnętrznych dotacji realizacja tak wielkich projektów z samego budżetu gminy jest po prostu fizycznie niemożliwa. Żeby to zobrazować: w 2026 r. ta cześć budżetu gminy, która jest składową podatku mieszkańców, to  5 mln zł. Tymczasem, jak już powiedziałam, jedynie budowa kanalizacji w jednej trzeciej Sidziny, to wydatek na poziomie 8 milionów. Wydatki na 2026 r. zaplanowane zostały na poziomie 42 mln złotych, z czego aż 54% pochłania oświata. Rządowe środki na potrzeby oświatowe nie pokrywają w pełni nawet wynagrodzenia dla nauczycieli. To trzeba uzupełnić podatkami mieszkańców.

A jak wygląda sytuacja z Krajowym Planem Odbudowy (KPO)? Czy trafiły do państwa jakieś środki z tego funduszu i na co konkretnie zostaną przeznaczone?

BD: Tak, pozyskaliśmy z KPO przeszło 2 mln zł, dokładnie 2,4 mln. I kiedy dowiedziałam się, że mamy te środki, radość była duża, niemniej zaznaczyć trzeba, że termin wykonania zadań jest bardzo, bardzo krótki – w zasadzie do końca kwietnia. Ale byliśmy przygotowani, gotowi z odpowiednimi projektami i dokumentacją – czekaliśmy na taką możliwość implementacji. Te pieniądze są nam niezwykle potrzebne, przeznaczamy je na wydrążenie dwóch dodatkowych studni na głębokość ok. 40-50 m, sięgając do utworów trzeciorzędowych, tam jest warstwa wodonośna. To powinno ostatecznie rozwiązać kwestię pozyskania uzdatnionej wody w gminie. Dodatkowo z tych samych środków wybudujemy sieć wodno-kanalizacyjną na nowym osiedlu domów jednorodzinnych, które powstaje przy ul. Parkowej w Sidzinie.

Panuje teraz taka dyskusja, czy da się w ogóle porównać program Polski Ład z KPO z perspektywy samorządu?

BD: Myślę, że można próbować dokonywać takie porównania, pytanie po co? Ja nie widzę w tym większego sensu. Prawda jest taka, że dla wójta takiej gminy jak Skoroszyce priorytetem jest samo skuteczne pozyskiwanie środków z zewnątrz. Nasi mieszkańcy po prostu oczekują konkretnych inwestycji – lepszych dróg, uzdatnionej wody czy kanalizacji. Jednym słowem lepszej jakości życia. To, czy fundusze na te cele pochodzą z programu o takiej nazwie, czy innej, jest dla nich sprawą drugorzędną. Ważne, żeby pieniądze fizycznie były i żebyśmy mogli inwestować rozsądnie, realizując zadania, na które wszyscy czekają.

Przejdźmy do inwestycji lokalnych i nastrojów mieszkańców. Co gmina planuje realizować w odpowiedzi na oczekiwania, które pojawiają się chociażby na lokalnych grupach na Facebooku?

BD: Tych zadań i potrzeb jest mnóstwo i to jest proces, który tak naprawdę nigdy się nie kończy, bo ludzie, i słusznie, chcą żyć na miarę XXI wieku. Jestem wójtem trzecią kadencję. Łącznie 11 lat. Kiedy zaczynałam wójtowanie, obecni dwudziestolatkowie, którzy dzisiaj aktywnie komentują rzeczywistość na internetowych forach, wtedy mieli około10 lat. Nie ma się co zatem dziwić, że nie pamiętają, jak wtedy wyglądała infrastruktura w gminie. Robię absolutnie wszystko, by z roku na rok poprawiać jakość życia, ale musimy pamiętać o realiach – jesteśmy średniej wielkości gminą wiejską. Tu w pięknym kraju nad Wisłą. W tym systemie, w tym państwie i w tej obiektywnej rzeczywistości. Nie wybuduję tu wyrzutni rakietowej niczym na przylądku Canaveral i z dnia na dzień nie staniemy się Warszawą czy Krakowem – to oczywiste. Niemniej non stop, nieprzerwanie wykonujemy nowe drogi, jakość infrastruktury systematycznie się poprawia, choć zdaję sobie sprawę, że zawsze będzie gdzieś w gminie miejsce, w którym mieszkańcy będą na taką drogę jeszcze czekać.

Czy gmina realizuje inwestycje, opierając się na partnerstwie publiczno-prywatnym?

BD: Tak, współpracujemy w ten sposób z mieszkańcami, głównie przy budowie sieci wodociągowej i kanalizacyjnej do zupełnie nowych zabudowań. Działa to tak, że jeśli mieszkaniec buduje dom na terenie, gdzie nie ma wodociągu, jest wtedy inwestorem.  Gmina dopłaca z podatku mieszkańców 115 zł do każdego wykonanego metra sieci wodociągowej. Dbam o to, aby mieć na ten cel zabezpieczone środki. Realizacja zadania odbywa się po podpisaniu umowy przyrzeczonej. Nie ukrywam, że żartujemy czasami między samorządowcami, że do tego słynnego partnerstwa publiczno-prywatnego, czyli do trzech „P”, w naszych realiach, oby nie trzeba było dodawać czwartego „P” – prokurator. Prawo niejednokrotnie jest tak niejednoznaczne, że co prawnik, to różna interpretacja.

Chciałbym przejść do bardzo ważnego tematu: kwestia energii elektrycznej oraz OZE, czyli wiatraków i fotowoltaiki na terenie gminy. Jak to u państwa wygląda?

BD: To jest w tej chwili ogromne wyzwanie. Energia elektryczna w Polsce jest najdroższa w Europie. Prawda jest taka, że praktycznie nikt już nie ogrzewa domów energią elektryczną, bo to jest po prostu finansowe dobicie domowego budżetu. My, jako samorząd, też odczuwamy ceny energii boleśnie. Samorządy nie należą do podmiotów wrażliwych, w związku z czym, nie przysługują nam żadne ulgi taryfowe. Płacimy wysokie stawki. Aby szukać oszczędności, wymieniliśmy oświetlenie uliczne na nowoczesne, energooszczędne ledowe. Zadanie zrealizowane zostało w ramach długoletniej umowy z Tauron Nowe Technologie. Miesięczny koszt tej inwestycji to około 30 tysięcy zł.

Jeżeli jednak chodzi dywersyfikację i pozyskiwanie energii z OZE – sytuacja jest nader jednoznaczna: mieszkańcy gm. Skoroszyce są zdecydowanie przeciwni turbinom wiatrowym, prócz jednego sołectwa, gdzie sprzeciw był mniejszy. Ten ogromny opór społeczny większości nie wziął się znikąd. Wynika on po części z tego, co obserwujemy w sąsiedniej gminie Grodków, gdzie postawiono ponad 50 potężnych turbin. Zaburzono w ten sposób krajobraz, a wokół tematu narosło mnóstwo mitów i negatywnych emocji, które rezonują także w Gm. Skoroszyce. Moje podejście do tego jest jasne. Jestem wójtem wybranym przez mieszkańców nie po to, aby być głuchym na głosy demokratycznej większości. Skoro mieszkańcy stanowczo mówią, że nie chcą tu, w gminie turbin wiatrowych, to jako wójt nie będę przepychać niczego siłą – u nas ich po prostu nie będzie.

Ale medal ma rewers i awers. Sprawa OZE też ma drugą stronę, z której trzeba zdawać sobie sprawę. Sąsiednie Pakosławice, z tego co wiemy, też prawdopodobnie będą budować u siebie turbiny wiatrowe. To rodzi bardzo konkretną obawę na przyszłość. Może się okazać, że nasza gmina stanie się enklawą w regionie – wokół będzie OZE. Tyle, że my na tym blokowaniu odnawialnych źródeł energii nie zyskamy finansowo, zostaniemy całkowicie bez zysków z OZE i bez wielomilionowych wpływów z podatku do budżetu. A najzabawniejsze – czy raczej najsmutniejsze w tym będzie to, że te potężne wiatraki i tak będą u nas doskonale widoczne z terenów sąsiednich gmin.

Na koniec zapytam o bieżącą ekologię, tak zwane „niebieskie i zielone” inwestycje i ochronę środowiska.

BD: To jest temat rzeka i ogromne, codzienne wyzwanie. Doświadczyliśmy tego bardzo boleśnie po powodzi z września 2024 roku. Wtedy znacznie podniósł się poziom wód gruntowych i w jednym z sołectw pojawiła się w wodzie bakteria coli. Przyznam, że sytuacja ta wywołała ogromną falę hejtu. Bo kto winien? Jak zawsze wina wójta. Trzeba zaznaczyć, że głównie to chlapanie błotem było w wykonaniu niewielkiej grupy, acz dość krzykliwych osób, niepotrafiących pogodzić się z przegraną w wyborach samorządowych. My tymczasem błyskawicznie przystąpiliśmy do działania. Dzięki fantastycznemu wsparciu wojewody opolskiej, nasze próbki wody były badane przez sanepid w sposób absolutnie priorytetowy i kryzys udało się opanować.

Kolejnym ważnym, choć bardzo trudnym i niewdzięcznym zadaniem, są obowiązkowe kontrole wywozu ścieków bytowych. Jesteśmy zobligowani do tego przepisami. Spotyka się to często z ogromną krytyką i niezadowoleniem mieszkańców. Weryfikacja przynosi wręcz porażające konstatacje. Okazuje się, że są w gminie mieszkańcy, którzy przez cały okrągły rok nie wywieźli ścieków ani raz. Działanie jest proste –  wszystko po prostu trafia w grunt, a przecież trzeba mieć świadomość, że szkodliwe dla zdrowia substancje migrują w gruncie nawet kilkadziesiąt lat! Zanieczyszczenia z nieszczelnych szamb lub wręcz wylewane na pola ścieki bytowe przenikają do wód podziemnych, degradują środowisko. Staram się te zjawiska eliminować, ale jest to często walka z wiatrakami. Ważne, że trzy największe sołectwa w gminie są skanalizowane. Ponadto, gmina weszła w realizację programu, dzięki któremu zapewniamy mieszkańcom wysokie, bo 70-procentowe dofinansowanie do budowy nowoczesnych przydomowych oczyszczalni ścieków. Robimy wiele, by w Gm. Skoroszyce woda była czysta, a trawa zielona. Jednakże przed nami, i nie myślę tu tylko o naszej gminie, a o wielu samorządach, jeszcze mnóstwo pracy, zanim osiągniemy zadawalające wskaźniki.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

BD: Dziękuję bardzo

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: