Sądy uwzględniają 87 procent wniosków prokuratorów o areszt i 95 procent wniosków o jego przedłużenie. Europejski Trybunał Praw Człowieka wielokrotnie potępiał Polskę. Helsińska Fundacja mówi o „problemie systemowym”. Maciej Dobrowolski spędził 40 miesięcy za kratami na podstawie zeznań jednego świadka koronnego – i dostał 7 570 złotych „zadośćuczynienia”. A reforma, która miała to zmienić, utknęła w sporze między prezydentem a rządem. Tymczasem w aresztach siedzi prawie osiem tysięcy ludzi, którzy nie usłyszeli wyroku.
Jest w polskim systemie prawnym instytucja, która powinna być ostatecznością a stała się rutyną. Instytucja, która z definicji jest „tymczasowa” a w praktyce trwa miesiącami, latami, czasem dłużej niż sam wyrok. Instytucja, którą Konstytucja RP ogranicza surowymi warunkami a którą prokuratura i sądy stosują z łatwością graniczącą z automatyzmem.
Ta instytucja to tymczasowe aresztowanie. I jej nadużywanie potwierdzone przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, Rzecznika Praw Obywatelskich, Helsińską Fundację Praw Człowieka, Fundację Court Watch Polska, Krakowski Instytut Prawa Karnego i Związek Przedsiębiorców i Pracodawców jest jednym z najpoważniejszych problemów polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Czym jest tymczasowy areszt i czym nie powinien być
Tymczasowe aresztowanie jest środkiem zapobiegawczym, nie karą. Jego celem nie jest ukaranie podejrzanego (bo obowiązuje domniemanie niewinności). Jego celem jest zabezpieczenie prawidłowego toku postępowania: zapobieżenie ucieczce, matactwu dowodowemu lub popełnieniu kolejnego przestępstwa.
Kodeks postępowania karnego przewiduje, że areszt tymczasowy może być zastosowany tylko wtedy, gdy inne, łagodniejsze środki – dozór policyjny, poręczenie majątkowe, zakaz opuszczania kraju, dozór elektroniczny – są niewystarczające. To zasada ultima ratio – ostateczność.
W praktyce ta zasada nie działa. Areszt tymczasowy stał się w Polsce nie „ostatecznością”, lecz „pierwszym wyborem”. Prokuratura wnioskuje, sąd przyklepuje. Mechanicznie, automatycznie, bez rzeczywistej analizy alternatyw.
Liczby, które mrożą krew
Ze statystyk Służby Więziennej wynika, że na koniec stycznia 2026 roku w aresztach śledczych przebywało 7 804 tymczasowo aresztowanych – o 150 więcej niż w grudniu 2025.
Średnio w 2025 roku w aresztach przebywało 7 697 osób. W 2024 – 8 132. W 2023 – 8 484. Rekord po zmianie ustroju padł w 2001 roku – 24 300 osób. Potem zaczęły się pozytywne zmiany i do 2015 roku udało się ograniczyć liczbę aresztowanych do 4 162 osób.
A potem trend się odwrócił. Od 2016 roku liczba tymczasowo aresztowanych rosła z roku na rok: z 4 917 w 2016 do niemal 9 000 w 2020. Podwoiła się w cztery lata. Helsińska Fundacja Praw Człowieka w swoim raporcie stwierdziła wprost: problem nadużywania aresztu tymczasowego, na który wskazywał ETPC, „nie został rozwiązany”.
Najważniejsze są dwie liczby. Pierwsza: sądy uwzględniają 87 procent wniosków prokuratorów o zastosowanie tymczasowego aresztowania. Zaledwie 3 procent mniej niż pięć lat wcześniej. Druga: sądy uwzględniają 95 procent wniosków o przedłużenie aresztu. Dziewięćdziesiąt pięć procent. Wniosek o przedłużenie, który z definicji powinien być poddany surowszej analizie niż pierwszy wniosek (bo czas płynie, a domniemanie niewinności nadal obowiązuje) jest uwzględniany niemal automatycznie.
Maciej Dobrowolski. 40 miesięcy za zeznania jednego człowieka
Historia Macieja Dobrowolskiego jest jednym z najgłośniejszych przypadków nadużycia tymczasowego aresztu w Polsce i jednocześnie podręcznikowym przykładem tego, co w systemie nie działa.
Dobrowolski – zagorzały kibic Legii Warszawa – został aresztowany w maju 2012 roku, w przededniu Euro 2012. Podstawa: zeznania świadka koronnego o pseudonimie „Hanior” (Marek H.), który oskarżył go o pomoc w przemycie kilkuset kilogramów marihuany z Holandii do Polski.
Dobrowolski od pierwszego dnia zaprzeczał. Nigdy nie przyznał się do winy. Zeznań „Haniora” nie potwierdził żaden inny świadek, w tym tak zwani „mali świadkowie koronni” (sześćdziesiątki), którzy w zamian za współpracę z prokuraturą mogą liczyć na łagodniejszy wyrok. Jedna z „sześćdziesiątek” powiedziała wprost w sądzie, że nigdy Dobrowolskiego nie spotkała i nie wie, kim jest.
Nie znaleziono śladów narkotyków – ani w mieszkaniu Dobrowolskiego, ani w samochodzie, ani w firmie, w której pracował. Nie było dowodów materialnych. Był jeden świadek koronny – gangster, który miał interes w tym, by „papla co mu ślina na język przyniesie, byle zadowolić prokuratora”.
A mimo to prokuratura co trzy miesiące przedłużała areszt. I sąd co trzy miesiące się zgadzał. Przez czterdzieści miesięcy. Trzy lata i cztery miesiące.
W sprawę zaangażowała się Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która na decyzjach sądu o przedłużaniu aresztu „nie zostawiła suchej nitki”. Kibice na stadionach zorganizowali akcję #uwolnićMaćka. Interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. Interweniował prezydent Andrzej Duda. Naczelna Rada Adwokacka skrytykowała prokuraturę i sąd.
W końcu, we wrześniu 2015 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie podzielił argumenty obrony i zwolnił Dobrowolskiego. Po czterdziestu miesiącach. Został ostatecznie oczyszczony z zarzutu udziału w zorganizowanej grupie przestępczej.
A potem zwrócił się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka o zadośćuczynienie. ETPC odpowiedział: polski rząd proponuje 7 570 złotych. Za 40 miesięcy niesłusznie spędzone za kratami siedem i pół tysiąca złotych. Dobrowolski nazwał to „napluciem mu w twarz”.
Co mówi Maciej Dobrowolski o świadkach koronnych? „Uważam, że nigdy nie będzie w polskim sądownictwie dobrze, jeśli tyle do powiedzenia będą miały sześćdziesiątki – przestępcy, którym daje się szansę na mniejszą karę lub nawet wolność, jeśli będą współpracować z prokuraturą. Prowadzi to zbyt często do sytuacji, w której taka sześćdziesiątka papla co mu ślina na język przyniesie, byle zadowolić i spełnić oczekiwania prokuratora, uzupełnić mu to, na co nie ma materialnych materiałów dowodowych.”
A „Hanior”, ten świadek koronny, na którego zeznaniach opierał się cały akt oskarżenia? Kilka dni temu sam trafił do aresztu. Ironia losu albo sprawiedliwość, która przyszła o dziesięć lat za późno.
Dlaczego sądy nie odmawiają
Pytanie, które zadaje każdy, kto zna te statystyki: dlaczego sądy uwzględniają 87 procent wniosków? Fundacja Court Watch Polska w swoim raporcie „Aktualna praktyka stosowania tymczasowych aresztowań w Polsce” dała odpowiedź, która jest jednocześnie prosta i przerażająca: „argumenty prokuratorów przyjmowane są często bezkrytycznie, a podstawy zastosowania są niejasną parafrazą przepisów”.
Innymi słowy: sąd przepisuje uzasadnienie prokuratora własnymi słowami i wydaje postanowienie. Bez rzeczywistej analizy, czy łagodniejsze środki byłyby wystarczające. Bez sprawdzenia, czy dowody faktycznie uzasadniają pozbawienie wolności. Bez refleksji nad tym, że osoba po drugiej stronie stołu jest – do czasu wyroku – niewinna.
Helsińska Fundacja wskazuje na kilka przyczyn tego automatyzmu. Przesłanka „surowej kary” (art. 258 §2 KPK) „jako najłatwiejsza do wykorzystania jest odpowiedzialna za znaczną większość długotrwałych tymczasowych aresztowań”. Wystarczy, że zarzucane przestępstwo jest zagrożone karą powyżej 8 lat i prokurator ma gotową podstawę do aresztu. Bez dodatkowego dowodzenia, bez analizy okoliczności. Przesłanka „braku stałego miejsca pobytu” „praktycznie zwalnia sąd z konieczności ustalenia, czy oskarżony rzeczywiście zamierza utrudniać postępowanie poprzez ucieczkę”.
Dr Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji mówi wprost: „Wydaje się, że trzon przepisów Kodeksu postępowania karnego nie jest sprzeczny z zasadami konstytucyjnymi. Jednak od kiedy sięgam pamięcią, praktyka stosowania tymczasowego aresztowania w Polsce podlegała daleko idącej i, niestety, słusznej krytyce.”
Problem nie leży w prawie – leży w praktyce. Prawo mówi: „ostateczność”. Praktyka mówi: „rutyna”.
ETPC: Polska karana wielokrotnie
Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu – najwyższy sąd europejski ds. praw człowieka – wielokrotnie potępiał Polskę za nadużywanie tymczasowego aresztu.
Przełomowy był wyrok z 3 lutego 2009 roku w sprawie Kauczor przeciwko Polsce, w którym ETPC stwierdził, że nadużywanie aresztu tymczasowego w Polsce ma charakter „problemu strukturalnego”. Nie jednostkowego nadużycia – strukturalnego problemu, wpisanego w system.
Na koniec stycznia 2026 roku w polskich aresztach przebywało 7 804 tymczasowo aresztowanych. Sądy uwzględniają 87 procent wniosków prokuratorów o areszt i 95 procent o jego przedłużenie. Średni czas oczekiwania w areszcie na wyrok: 9 miesięcy (UE: poniżej 6). Od 2016 do 2020 roku liczba aresztowanych podwoiła się. ETPC w 2009 roku stwierdził „problem strukturalny” – i w 2023 roku ponownie potępił Polskę. Maciej Dobrowolski: 40 miesięcy w areszcie, zero dowodów materialnych, jeden świadek koronny. Odszkodowanie ETPC: 7 570 złotych. „To naplucie mi w twarz.” Reforma KPK zawetowana przez prezydenta, który mówi NIE aresztom wydobywczym, ale żąda ochrony dzieci i bezpieczeństwa państwa. Własny projekt prezydenta – złożony w Sejmie. Spór trwa. A 7 804 ludzi – siedzi.
W 2023 roku ETPC ponownie potępił Polskę – w sprawie Katarzyny P. (znanej z afery Amber Gold). Spędziła w areszcie ponad sześć lat bez prawomocnego wyroku. ETPC orzekł naruszenie art. 5 ust. 3 Konwencji – prawa do wolności i bezpieczeństwa osobistego – i przyznał jej 6 500 euro zadośćuczynienia.
Komitet ONZ Przeciwko Torturom (CAT) w 2019 roku wyraził „zaniepokojenie zakresem stosowania i trwania tymczasowego aresztowania” w Polsce oraz faktem, że Kodeks postępowania karnego nie przewiduje maksymalnego terminu aresztowania.
Nie przewiduje maksymalnego terminu. To znaczy, że – teoretycznie – można siedzieć w areszcie bez wyroku w nieskończoność. Sąd przedłuża co trzy miesiące. Prokurator wnioskuje. Sąd się zgadza. I tak miesiąc po miesiącu, rok po roku.
Areszt wydobywczy. Patologia, o której wszyscy wiedzą
Jest w polskim systemie szczególnie odrażająca odmiana tymczasowego aresztu – tak zwany „areszt wydobywczy”. Formalnie nie istnieje w przepisach ale istnieje w praktyce.
Areszt wydobywczy to sytuacja, w której prokuratura stosuje tymczasowe aresztowanie nie po to, by zabezpieczyć prawidłowy tok postępowania, lecz po to, by złamać podejrzanego. Zamknąć go w celi na miesiące i czekać, aż się „dogada”, przyzna do winy albo zacznie współpracować jako świadek koronny. Im dłużej siedzi, tym większa presja, by powiedzieć to, co prokurator chce usłyszeć.
Dobrowolski mówi o tym wprost: prokuratura chciała, by „uzupełnił” materiał dowodowy swoimi zeznaniami. Gdy odmówił areszt przedłużano. Gdy nadal odmawiał przedłużano ponownie. Czterdzieści miesięcy odmowy – czterdzieści miesięcy aresztu.
To jest tortura ubrana w togę sędziowską i opatrzona pieczątką sądu. I każdy prawnik w Polsce o tym wie. I niewiele się z tym robi.
Spór prezydenta z rządem
W lutym 2026 roku Sejm uchwalił ustawę o zmianie Kodeksu postępowania karnego (druk 1600) – obszerną reformę procedury karnej, obejmującą między innymi ograniczenie przesłanek do stosowania tymczasowego aresztu. Reforma zakładała podwyższenie progu „surowej kary” z 8 do 10 lat, ograniczenie przedłużania aresztu powyżej 12 miesięcy i zakaz stosowania aresztu przy przestępstwach zagrożonych karą do 2 lat.
13 marca 2026 roku prezydent Karol Nawrocki ustawę zawetował.
I tu trzeba powiedzieć coś bardzo ważnego, co w medialnym szumie umknęło: Nawrocki NIE zawetował ustawy dlatego, że popiera nadużywanie tymczasowych aresztów. Wręcz przeciwnie. Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki powiedział wprost: „Prezydent mówi NIE aresztom wydobywczym. Prezydent mówi NIE stosowaniu tymczasowego aresztowania w celach politycznych.”
Nawrocki zawetował ustawę z innego powodu: uznał, że rząd w jednej ustawie „przemycił” przepisy, które – w ocenie prezydenta – uniemożliwiłyby aresztowanie sprawców poważnych przestępstw przeciwko dzieciom i bezpieczeństwu państwa.
Konkretnie: nowy próg 2 lat kary pozbawienia wolności, poniżej którego areszt byłby zakazany, objąłby między innymi grooming internetowy (art. 200a §2 KK – składanie propozycji seksualnych małoletniemu poniżej 15 lat przez internet, zagrożone karą do 2 lat) oraz przestępstwo uszkodzenia ciała dziecka poczętego (art. 157a KK). Ponadto podniesienie progu „surowej kary” z 8 do 10 lat wyłączyłoby z tej przesłanki część przestępstw godzących w bezpieczeństwo państwa (szpiegostwo, sabotaż informatyczny), których górna granica kary wynosi 8 lat.
Bogucki mówił: „Nie może być takiej sytuacji, że w przypadku przestępstw, które godzą w dobro dzieci, nie ma możliwości odpowiedniej reakcji.”
Ministerstwo sprawiedliwości (minister Waldemar Żurek) ripostowało, że interpretacja prezydenta jest błędna, bo art. 259 §4 KPK pozwala na stosowanie aresztu nawet przy przestępstwach zagrożonych niską karą, jeśli podejrzany ukrywa się, nie stawia na wezwania lub utrudnia postępowanie. Żurek nazwał argumenty Kancelarii Prezydenta „wielkim wstydem” i „wprowadzaniem opinii publicznej w błąd”.
Kto ma rację? Prawnicy są podzieleni. Prof. Włodzimierz Wróbel z UJ napisał: „Szkoda, że tylko kibice obrazili się na weto do zmian w KPK.” Bo kibice, którzy masowo korzystają z reform ograniczających areszty (wielu z nich siedzi za zeznania „sześćdziesiątek”) wywiesili na stadionach transparenty: „Nawrocki – wieloletnie areszty bez dowodów akceptujesz.”
Ale faktem jest, że prezydent nie poprzestał na wecie: złożył do Sejmu własny projekt reformy KPK – alternatywny wobec rządowego – który ma ograniczyć nadużycia aresztu tymczasowego bez tworzenia luk w ochronie dzieci i bezpieczeństwa państwa. Sejm nie zdołał odrzucić weta (244 głosy za odrzuceniem, potrzeba 276 — czyli 3/5). Spór trwa.
Polska na tle Europy: 9 miesięcy vs. 6
Fundacja Court Watch Polska w swoim raporcie podała dane, które stawiają Polskę w niekorzystnym świetle. Oskarżeni w Polsce muszą czekać w areszcie śledczym na prawomocny wyrok średnio 9 miesięcy. W większości krajów Unii Europejskiej średnia ta nie przekracza 6 miesięcy.
Dziewięć miesięcy bez wyroku. Dziewięć miesięcy, w których człowiek traci pracę, mieszkanie, rodzinę, zdrowie psychiczne. Dziewięć miesięcy, po których – nawet jeśli zostanie uniewinniony – jego życie jest zniszczone.
Dr hab. Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, kierujący Krakowskim Instytutem Prawa Karnego: „Na to wskazywały wszystkie organizacje, które zajmują się monitorowaniem praktyki wymiaru sprawiedliwości – Helsińska Fundacja, Court Watch Polska, a także kierowany przeze mnie Krakowski Instytut Prawa Karnego. W naszym raporcie wskazywaliśmy, że jest to środek nadużywany.”
Wszyscy się zgadzają i…
W jednym punkcie zgadzają się wszyscy – prezydent Nawrocki, minister Bodnar, Helsińska Fundacja, Związek Przedsiębiorców i kibice ze stadionów: areszt tymczasowy w Polsce jest nadużywany i potrzebna jest reforma. Różnią się w szczegółach, ale nie w diagnozie.
Po pierwsze maksymalny czas aresztu. Komitet ONZ wskazał, że Polska nie ma ustawowego limitu tymczasowego aresztu. Większość krajów UE ma od 6 do 24 miesięcy. Polska powinna go wprowadzić.
Po drugie obligatoryjne rozważenie alternatyw. Sąd, zanim zastosuje areszt, powinien wyjaśnić na piśmie, dlaczego dozór policyjny, kaucja, zakaz opuszczania kraju lub dozór elektroniczny nie wystarczą. Nie lakoniczne „inne środki są niewystarczające”, lecz konkretna analiza każdego z nich.
Po trzecie – koniec z przesłanką „surowej kary” jako samoistną podstawą aresztu. Helsińska Fundacja rekomenduje uchylenie art. 258 §2 KPK, bo samo zagrożenie wysoką karą nie mówi nic o tym, czy podejrzany ucieknie lub zniszczy dowody.
Należy rozważyć areszt domowy z dozorem elektronicznym jako realna alternatywa. ZPP wskazuje, że w wielu przypadkach dozór elektroniczny mógłby zastąpić areszt, bez kosztów utrzymania w zakładzie karnym, bez niszczenia życia podejrzanego, bez obciążania przepełnionych aresztów.
Po piąte, wreszcie – odszkodowania proporcjonalne do krzywdy. 7 570 złotych za 40 miesięcy niesłusznego aresztu to nie jest zadośćuczynienie, to jest policzek, upokorzenie. System, który niszczy ludziom życie na podstawie zeznań jednego świadka koronnego, powinien płacić za swoje błędy. Adekwatnie, nie symbolicznie.
Maciej Dobrowolski miał trzydzieści trzy lata, gdy go aresztowano. Miał narzeczoną, z którą za trzy miesiące miał się żenić. Miał pracę. Miał życie.
Po czterdziestu miesiącach w areszcie, na podstawie zeznań jednego świadka koronnego, bez jakiegokolwiek dowodu materialnego wyszedł. Narzeczonej nie miał. Pracy nie miał. Życia, które znał nie miał.
Państwo polskie zaproponowało mu 7 570 złotych. Za czterdzieści miesięcy. Za zniszczone życie. Za trzy lata, w których budził się w celi, nie wiedząc, kiedy wyjdzie i czy w ogóle wyjdzie.
„Hanior”, świadek koronny, na którego zeznaniach oparto akt oskarżenia kilka dni temu sam trafił za kraty.
„Nigdy nie będzie w polskim sądownictwie dobrze, jeśli tyle do powiedzenia będą miały sześćdziesiątki – przestępcy, którym daje się wolność, jeśli będą współpracować z prokuraturą. Prowadzi to zbyt często do sytuacji, w której taka sześćdziesiątka papla co mu ślina na język przyniesie, byle zadowolić prokuratora.”
– Maciej Dobrowolski, po 40 miesiącach w areszcie tymczasowym
A w polskich aresztach – na dzień, w którym piszemy ten artykuł – siedzi 7 804 ludzi bez wyroku. Część z nich jest winna. Część, z całą pewnością nie jest. I nikt nie potrafi powiedzieć, którzy są którzy.
Bo to właśnie jest sedno problemu: tymczasowy areszt to nie jest kara, to jest pytanie. Pytanie, na które powinien odpowiedzieć sąd – szybko, rzetelnie, z poszanowaniem domniemania niewinności. A nie prokuratura – wolno, rutynowo, z przyzwyczajenia.
I dopóki 87 procent wniosków jest uwzględnianych, a 95 procent przedłużanych, to pytanie pozostaje bez odpowiedzi. A ludzie siedzą.

