W Sejmie leżą trzy projekty ustaw o asystencji osobistej – prezydencki, rządowy i poselski. Trzy. Jednocześnie. A osoby z niepełnosprawnościami wciąż nie mają systemowego prawa do asystenta, który pomoże im wyjść z domu, pojechać do lekarza, zrobić zakupy. Rząd obiecywał to w „stu konkretach na sto dni”. Minęło ponad osiemset dni. Ustawa nie obowiązuje. Tymczasem ludzie czekają, zamknięci w domach, zależni od rodzin, pozbawieni prawa do życia, które inni traktują jako oczywistość.
Zacznijmy od tego, czym jest asystencja osobista, bo w polskiej debacie publicznej to pojęcie jest albo nieznane, albo mylone z opieką. A to nie jest to samo. To jest fundamentalnie co innego.
Asystent osobisty nie jest opiekunem. Nie jest terapeutą. Nie jest pielęgniarzem. Nie jest członkiem rodziny, który „pomaga z litości”. Asystent osobisty jest partnerem w niezależnym funkcjonowaniu. Człowiekiem, który pomaga osobie z niepełnosprawnością robić to, co ta osoba chce robić, ale czego nie może zrobić sama.
Pomaga wstać z łóżka. Ubrać się. Wyjść z domu. Pojechać autobusem do pracy. Wejść na uczelnię, gdzie schody nie mają podjazdu. Zrobić zakupy. Pójść do kina. Spotkać się z przyjacielem. Złożyć wniosek w urzędzie. Wrócić do domu. Położyć się spać.
To brzmi banalnie, bo dla osoby sprawnej to jest codzienność, o której się nie myśli. Ale dla osoby na wózku, osoby niewidomej, osoby z głęboką niepełnosprawnością intelektualną każda z tych czynności jest barierą. Barierą, którą asystent osobisty pomaga pokonać. Nie za osobę – z osobą. Pod jej kierunkiem. Zgodnie z jej potrzebami.
To jest najważniejsza usługa wsparcia dla osób z niepełnosprawnościami na świecie. W Szwecji działa od 1994 roku. W Wielkiej Brytanii od 1996. W Niemczech od 2008. W Polsce – w 2026 roku – wciąż nie ma ustawy.
Jak to wygląda dziś?
Dziś asystencja osobista w Polsce istnieje, ale nie jako prawo. Jako program. Roczny, projektowy, zależny od dobrej woli samorządu i od tego, czy akurat są pieniądze w Funduszu Solidarnościowym.
Program „Asystent Osobisty Osoby z Niepełnosprawnością” (AOON), prowadzony przez Ministerstwo Rodziny działa od 2019 roku w formie corocznych edycji. W 2026 roku budżet programu wynosi kilkaset milionów złotych. Gminy i powiaty składają wnioski, dostają pieniądze, zatrudniają asystentów. Na rok. Potem znowu wnioski. Znowu czekanie. Znowu niepewność.
Pisaliśmy o tym mechanizmie w artykule o samorządach: „kroplówka zamiast leczenia”. Program AOON jest dokładnie taką kroplówką. Ratuje na rok, nie leczy na stałe. Osoba z niepełnosprawnością, która w styczniu dostaje asystenta, w grudniu nie wie, czy będzie go miała w styczniu następnego roku. Bo program może się skończyć. Bo gmina może nie złożyć wniosku. Bo pieniędzy może zabraknąć.
To nie jest prawo do niezależnego życia. To jest coroczna loteria.
A co gorsza nie każda gmina w ogóle przystępuje do programu. Są gminy, w których AOON nie działa, bo nikt nie złożył wniosku, bo brakuje kadry, bo „nie ma zapotrzebowania” (co w praktyce oznacza: nikt nie pytał, więc uznaliśmy, że nie ma problemu). Osoba z niepełnosprawnością w takiej gminie nie ma asystenta nie dlatego, że nie potrzebuje, lecz dlatego, że system jej nie widzi.
Trzy projekty, zero ustawy
I tu dochodzimy do sedna absurdu, bo w polskim Sejmie leżą jednocześnie trzy projekty ustaw o asystencji osobistej. Trzy.
Projekt prezydencki, złożony przez prezydenta Andrzeja Dudę 4 marca 2024 roku (druk 316). Najszerszy zakresem obejmuje osoby z niepełnosprawnościami w każdym wieku, w tym seniorów powyżej 65. roku życia. Zakłada prawo do asystencji jako prawo podmiotowe. Nie program, nie dotacja, lecz prawo, którego można dochodzić przed sądem. Utknął w sejmowej komisji. Prace toczą się ale wolno.
Projekt rządowy, przyjęty przez Radę Ministrów 28 października 2025 roku, złożony w Sejmie 4 listopada (druk 1929). Zakłada od 20 do 240 godzin asystencji miesięcznie dla dorosłych (do 65. roku życia). Dla nastolatków od 13 lat – od 2030 roku. Dla dorosłych – wnioski od początku 2027, usługi od kwietnia 2027. Stawka dla asystenta: 49–55 złotych brutto za godzinę.
Ale – i tu jest haczyk, który wywołał burzę – projekt rządowy wyklucza osoby z niepełnosprawnościami, które ukończyły 65. rok życia. Nie mogą korzystać z asystencji osobistej. Punkt. Koniec. Niepełnosprawny sześćdziesięcioczterolatek ma prawo. Sześćdziesięciopięciolatek nie ma.
„Obietnica wprowadzenia systemowej usługi asystenta osobistego znalazła się zarówno w umowie koalicyjnej, stu konkretach Koalicji Obywatelskiej, oraz postulatach wszystkich partii koalicyjnych i stała się istotnym elementem kampanii wyborczej.”
– Krajowa Rada Konsultacyjna ds. Osób Niepełnosprawnych, apel do premiera Tuska, listopad 2024
Rządowe Centrum Legislacji sprzeciwiło się temu ograniczeniu. Sześć ministerstw zgłosiło uwagi. Mimo to rząd przyjął projekt z granicą 65 lat. Pełnomocnik rządu Łukasz Krasoń tłumaczy, że „seniorzy mają inne formy wsparcia” (DPS-y, opiekę środowiskową). Organizacje niepełnosprawnych odpowiadają: „jakie inne formy? Pokaż nam je.”
Projekt poselski złożony przez grupę posłów koalicji (druk 1933), jako odpowiedź na opóźnienia w pracach nad projektem rządowym. Zakresem zbliżony do rządowego – też z granicą 65 lat. Dodaje waloryzację stawek i możliwość przenoszenia niewykorzystanych godzin na kolejny miesiąc.
14 kwietnia 2026 roku – trzy tygodnie temu – podkomisja nadzwyczajna kontynuowała prace nad wszystkimi trzema projektami jednocześnie. Obecni: wiceminister Nowakowska, przedstawiciele Kancelarii Prezydenta, ZUS, strona społeczna. Trzy projekty. Jedna podkomisja. Zero ustawy. A ludzie czekają.
W tym tygodniu okazało się, że ustawa, jeśli w ogóle wejdzie w życie najwcześniej w 2028 roku!
Kalendarium obietnic
Odtwórzmy chronologię, bo jest ona dokumentem klasy politycznej, która obiecuje i nie dotrzymuje.
2023, kampania wyborcza: asystencja osobista pojawia się w „stu konkretach na sto dni” Koalicji Obywatelskiej, w umowie koalicyjnej i w programach wszystkich czterech partii koalicji. Tusk mówi: „To priorytet.”
Marzec 2024: prezydent Duda składa swój projekt ustawy (druk 316). Rząd komentuje: „Pracujemy nad własnym rozwiązaniem.”
Listopad 2024: Krajowa Rada Konsultacyjna ds. Osób Niepełnosprawnych pisze apel do premiera. Klucz: „Rządowy projekt ustawy o AOON nie znalazł się w wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów. Wyrażamy ogromny niepokój, czy złożone obietnice będą dotrzymane.”
Październik 2025: rząd wreszcie przyjmuje projekt. Trzynaście miesięcy po apelu KRK. Dwadzieścia cztery miesiące po wyborach. Projekt wyklucza seniorów 65+.
Listopad 2025: Tusk zapewnia publicznie – „Kontynuujemy pracę nad naszym projektem ustawy. Projekt rządowy będzie złożony w Sejmie.” Jest złożony. I utyka w komisji.
Marzec 2026: posłowie koalicji składają własny projekt, bo rządowy „utknął”. Gazeta Prawna pisze o „impasie”. Portal Prawo.pl: „Koalicjanci blokują projekt rządowy.”
Kwiecień 2026: podkomisja pracuje nad trzema projektami naraz. Ustawa nie obowiązuje. Pierwsze usługi – najwcześniej w kwietniu 2027. Dla nastolatków – w 2030.
Maj 2028: tweet posłanki Prawa i Sprawiedliwości, Urszuli Ruseckiej: “Skandal! Na posiedzeniu podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia ustawy o asystencji osobistej osób z niepełnosprawnościami. Poseł reprezentujący stronę rządową zgłosił poprawkę ( uzgodnioną z Panią Minister Mają Nowak) o przesunięciu wejścia w życie ustawy na rok 2028. Cóż szkodzi obiecać, szkoda że kosztem osób potrzebujących pomocy!”
Podsumujmy: od obietnicy „sto konkretów na sto dni” do pierwszych usług co najmniej cztery i pół roku. Od kampanii do ustawy – jeśli w ogóle zostanie uchwalona w tej kadencji – prawdopodobnie cztery lata.
Absurd, którego nawet RCL nie zaakceptowało
Tu dochodzimy do najbardziej kontrowersyjnego elementu rządowego projektu i do pytania, które zadają organizacje niepełnosprawnych: dlaczego sześćdziesięciopięciolatek z niepełnosprawnością nie zasługuje na asystenta?
Projekt rządowy wyznacza górną granicę wieku – 65 lat. Osoba, u której niepełnosprawność powstała przed 65. rokiem życia, traci prawo do asystencji w dniu 65. urodzin. Osoba, u której niepełnosprawność powstała po 65. roku życia (np. po udarze) nigdy tego prawa nie miała.
Rządowe Centrum Legislacji – instytucja powołana do oceny jakości legislacji – sprzeciwiło się temu ograniczeniu, powołując się na art. 19 Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, który mówi o prawie do niezależnego życia bez ograniczeń wiekowych. RCL zwróciło się do Stałego Komitetu Rady Ministrów „o ponowną analizę przyjętych rozwiązań określających granice wiekowe.”
Rząd nie zmienił zdania. Projekt przyjęto z granicą 65 lat.
Prezydencki projekt Andrzeja Dudy – dla kontrastu – takiego ograniczenia nie zawiera. Obejmuje osoby z niepełnosprawnościami w każdym wieku. To jest różnica fundamentalna, i to jest jeden z powodów, dla których podkomisja rozpatruje trzy projekty, a nie jeden.
W kontekście naszego artykułu o geriatrii 578 geriatrów na 10 milionów seniorów – wykluczenie osób 65+ z asystencji osobistej jest podwójnym ciosem. Senior z niepełnosprawnością nie ma geriatry (bo ich nie ma). I nie będzie miał asystenta (bo prawo mu tego zabroni). Będzie miał, jak pocieszają urzędnicy „inne formy wsparcia.” DPS za 5-7 tysięcy miesięcznie. Albo rodzinę, która już nie daje rady.
Jak to wygląda w Europie i dlaczego Polska jest na szarym końcu
W Szwecji asystencja osobista jest prawem od 1994 roku. Ustawa LSS (Lag om stöd och service till vissa funktionshindrade) gwarantuje osobom z głębokimi niepełnosprawnościami do 24 godzin asystencji na dobę. Asystenta wybiera użytkownik. Koszty pokrywa państwo. Limit wieku? Nie ma. Szwedzki osiemdziesięciolatek z niepełnosprawnością ma takie same prawo jak dwudziestolatek.
W Sejmie leżą trzy projekty ustaw o asystencji osobistej: prezydencki (druk 316, marzec 2024), rządowy (druk 1929, listopad 2025) i poselski (druk 1933, marzec 2026). Żaden nie jest uchwalony. Projekt rządowy wyklucza osoby 65+. RCL sprzeciwiło się temu ograniczeniu – rząd je zachował. Projekt prezydencki Dudy takiego ograniczenia nie zawiera. Asystencja osobista była obiecana w „stu konkretach na sto dni.” Minęło ponad 800 dni. Pierwsze usługi – najwcześniej kwiecień 2027. Dla nastolatków – 2030. W Szwecji asystencja jest prawem od 1994 roku. W Polsce – w 2026 – jest obietnicą. I trzy projekty ustaw, z których żaden nie obowiązuje.
W Wielkiej Brytanii system „direct payments” (od 1996 roku) pozwala osobie z niepełnosprawnością otrzymać pieniądze i samodzielnie zatrudnić asystenta. Użytkownik jest pracodawcą. Decyduje, kogo zatrudnia, kiedy i na jakich warunkach. Państwo płaci. Osoba decyduje.
W Niemczech „persönliche Assistenz” działa od 2008 roku, w ramach reformy ustawy o rehabilitacji. Asystencja przysługuje osobom z każdym rodzajem niepełnosprawności, bez limitu wieku.
W Irlandii program Personal Assistance Service finansowany jest centralnie, dostępny we wszystkich regionach.
Polska? Program roczny. Zależny od gminy. Bez prawa podmiotowego. Z limitem 65 lat. W 2026 roku.
Dzień bez asystenta
Wyobraźmy sobie – bo abstrakcyjne pojęcia nie oddają skali problemu – jeden dzień osoby z niepełnosprawnością ruchową, która nie ma asystenta.
Godzina 7:00 – budzi się. Chce wstać, ale nie może, bo jest na wózku, a rodzice (jedyni, którzy pomagają) jeszcze śpią, albo są w pracy, albo sami mają siedemdziesiąt pięć lat i ledwo chodzą.
Godzina 9:00 – chce pojechać do lekarza. Ale nie ma transportu dostosowanego. Taksówka z windą? W mieście – może. Na wsi – nie istnieje. Autobus z podłogą na poziomie chodnika? Na trasie wiejskiej – nie jeździ.
Godzina 11:00 – chce zrobić zakupy. Ale sklep ma trzy schody i drzwi zbyt wąskie dla wózka. Poprosi sąsiadkę. Sąsiadka kupi, co pamięta. Reszta – następnym razem.
Godzina 14:00 – chce pójść do urzędu złożyć wniosek. Ale urząd jest na pierwszym piętrze, a winda nie działa od tygodnia. „Proszę przyjść za tydzień.”
Godzina 17:00 – chce spotkać się ze znajomym w kawiarni. Ale kawiarnia nie ma podjazdu. I toaleta jest za wąska. I wstyd prosić kelnera o pomoc. Zostaje w domu.
Godzina 21:00 – chce się wykąpać. Ale wanna jest za wysoka, łazienka za ciasna, a rodziców nie ma siły. Kąpiel jutro. Może.
To nie jest fikcja. To jest codzienność setek tysięcy Polaków z niepełnosprawnościami. Codzienność, w której każda „normalna” czynność jest barierą a asystent, który mógłby te bariery usunąć, nie istnieje. Bo ustawa nie istnieje. Bo politycy „pracują nad projektem.” Od trzech lat.
Dlaczego „nie stać nas” to kłamstwo?
Argument, który wraca jak bumerang: „nie stać nas na asystencję osobistą dla wszystkich.” Policzmy.
Projekt rządowy zakłada stawkę 49–55 złotych brutto za godzinę dla asystenta. Przy 240 godzinach miesięcznie (maksimum) na osobę, to jest koszt rzędu 11 760-13 200 złotych miesięcznie na jedną osobę z najcięższą niepełnosprawnością.
Ale nie każdy potrzebuje 240 godzin. Średnie zapotrzebowanie – według pilotażu z lat 2022–2023, w którym przetestowano 100 237 godzin wsparcia – wynosi około 80–120 godzin miesięcznie. To jest koszt 3 920-6 600 złotych na osobę.
Dla porównania: utrzymanie osoby w DPS-ie kosztuje 5 000-7 000 złotych miesięcznie. Asystencja osobista jest porównywalna cenowo z DPS-em, ale daje coś, czego DPS nie daje: wolność. Możliwość życia we własnym domu, we własnym mieście, wśród własnych ludzi. Nie w instytucji. W społeczności.
A budżetowo? Program AOON w 2026 roku kosztuje kilkaset milionów złotych. Pełna systemowa asystencja – według szacunków ministerstwa – to kilka miliardów rocznie. Dużo? Porównajmy: obsługa długu publicznego to 90 miliardów. Program 800+ to 61,7 miliarda. Deficyt w pierwszym kwartale – 69,5 miliarda. Kilka miliardów na prawo do życia dla najsłabszych – to jest ułamek tego, co wydajemy na rzeczy, o których nikt nie dyskutuje.
„Nie stać nas” to nie jest argument ekonomiczny. To jest argument polityczny. Oznacza: „nie chcemy na to wydać pieniędzy, bo osoby z niepełnosprawnościami nie mają siły politycznej, by nas do tego zmusić.”
Dlaczego to jest tak istotne
Asystencja osobista jest istotna z trzech powodów i każdy z nich wykracza poza „pomoc niepełnosprawnym.”
Po pierwsze – prawa człowieka. Artykuł 19 Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, ratyfikowanej przez Polskę w 2012 roku mówi o prawie do „niezależnego życia i włączenia w społeczność.” To nie jest postulat, to jest zobowiązanie międzynarodowe, które Polska przyjęła. I którego nie realizuje.
Po drugie – opiekunowie. Pisaliśmy o nich obszernie w artykule o dorosłych niepełnosprawnych – o matkach, które od trzydziestu lat nie śpią całą noc, o „klifie osiemnastki,” o 215 złotych zasiłku. Asystencja osobista odciąża opiekunów, bo daje im czas na pracę, odpoczynek, życie. Bez asystencji opiekun jest sam. I pęka. I system nie ma nikogo, kto go zastąpi.
Po trzecie – ekonomia. Osoba z niepełnosprawnością, która ma asystenta, może pracować. Może studiować. Może prowadzić działalność. Może płacić podatki. Bez asystenta – siedzi w domu. Nie produkuje, nie zarabia, nie płaci składek. Jest „kosztem” systemu, bo system nie dał jej narzędzia, by była jego „częścią.” Asystencja osobista to nie jest wydatek, to jest inwestycja w produktywność ludzi, którym system dotąd mówił: „siedzisz w domu, bo nie stać nas, żebyś żył.”
Ludzie czekają. I każdy dzień czekania to dzień, w którym ktoś nie wyszedł z domu. Nie pojechał do lekarza. Nie spotkał się ze znajomym. Nie poszedł do pracy. Nie żył, w pełnym znaczeniu tego słowa.
A obietnica – nawet zapisana w „stu konkretach” – nie jest asystentem. I nie pomoże wstać z łóżka.

