13 procent bez pracy, ponad dwukrotnie więcej niż dorośli. Bezrobocie młodych w Polsce przeraża

Bezrobocie rejestrowane w Polsce osiągnęło 6,1 procent. To najwyższy poziom od pięciu lat. 949 800 osób w urzędach pracy. 120 tysięcy więcej niż rok temu. Ale to jest średnia, bo wśród osób do 25. roku życia bezrobocie sięga 13 procent. Ponad dwukrotnie więcej niż w populacji ogólnej. Ofert pracy wpływa do urzędów o połowę mniej niż w 2021 roku. A rząd powtarza: „Mamy jedno z najniższych bezroboci w UE.” Bo powtarza dane Eurostatu – 3,2 procent – liczone inną metodologią, która nie obejmuje wszystkich bezrobotnych. 

Polska lubi się chwalić rynkiem pracy. Politycy powtarzają: „mamy jedno z najniższych bezroboci w Unii Europejskiej – 3,2 procent według Eurostatu.” I formalnie mają rację, bo Eurostat liczy metodologią BAEL, która obejmuje tylko osoby aktywnie szukające pracy w ostatnich czterech tygodniach.Ale jest druga liczba. Ta, którą widzą urzędy pracy. Stopa bezrobocia rejestrowanego na koniec marca 2026 roku wynosi 6,1 procent. Najwyższy poziom od pięciu lat. 949 800 osób bez pracy, o 120 tysięcy więcej niż rok wcześniej. Wzrost o 14,5 procent w jednym roku.I jest trzecia liczba – ta najgorsza: 13 procent. Tyle wynosi bezrobocie wśród osób do dwudziestego piątego roku życia. Co ósmy młody Polak nie ma pracy, choć jej szuka. To ponad dwukrotnie więcej niż ogólna stopa rejestrowana i czterokrotnie więcej niż wskaźnik Eurostatu, którym chwali się rząd.Bezrobocie młodych jest niemal czterokrotnie wyższe niż wskaźnik Eurostatu dla całej populacji.

Co mówią dane – dwie warstwy i jedna przepaść

Żeby zrozumieć skalę problemu i zrozumieć, dlaczego rząd mówi co innego niż urzędy pracy trzeba rozróżnić dwa systemy pomiaru.

Warstwa pierwsza: bezrobocie rejestrowane (GUS). Na koniec marca 2026 roku w urzędach pracy zarejestrowanych było 949 800 bezrobotnych. Stopa bezrobocia 6,1 procent. To najwyższy poziom od maja 2021 roku. Rok wcześniej 829 900, stopa 5,4 procent. Przyrost: prawie 120 tysięcy osób w ciągu roku, wzrost o 14,5 procent. To jest rzeczywistość, którą widzą urzędy pracy, powiaty, gminy. Warmińsko-mazurskie: 10 procent. Powiat szydłowiecki: 22,8 procent. Wielkopolskie: 3,9 procent. Przepaść regionalna jest ogromna.

Warstwa druga: Eurostat (metodologia BAEL). Badanie ankietowe, które obejmuje osoby aktywnie szukające pracy w ostatnich czterech tygodniach. Niezależnie od rejestracji w urzędzie. Według Eurostatu stopa bezrobocia w Polsce w lutym 2026 wynosiła 3,2 procent. To jest wskaźnik, którym chwali się rząd, bo stawia Polskę na trzecim miejscu w UE. Ale ten wskaźnik nie obejmuje wszystkich bezrobotnych bo nie każdy bezrobotny aktywnie szukał pracy w ostatnich czterech tygodniach. Rejestrowane 6,1 procent jest bliższe rzeczywistości niż ankietowe 3,2.

Warstwa trzecia: oferty pracy. Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych informuje, że w maju 2025 roku do urzędów pracy wpłynęło około 65 tysięcy ofert – o połowę mniej niż w latach 2020-2021. Mniej ofert + więcej bezrobotnych = rynek, który się zacieśnia. I młodzi,  najmniej doświadczeni, najsłabiej zakorzenieni na rynku są pierwsi do zwolnienia i ostatni do zatrudnienia.

Paradoks demograficzny. Dlaczego rośnie, choć nie powinno

Tu dochodzimy do zagadki, która łamie głowę ekonomistom.

Polska przechodzi kryzys demograficzny. Pisaliśmy o tym wielokrotnie. Roczniki odchodzące na emeryturę (wyż lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych) są znacznie liczniejsze niż roczniki wchodzące na rynek pracy (niż lat dwutysięcznych). Co miesiąc z rynku pracy ubywa więcej ludzi niż przybywa. W teorii bezrobocie powinno spadać. Pracodawcy powinni się bić o każdego pracownika. Pensje powinny rosnąć. Młodzi powinni mieć „rynek pracownika.”

A tymczasem bezrobocie rośnie. I rośnie szczególnie wśród młodych. Jak to możliwe? Odpowiedź ma kilka składników.

Pierwszy, to spowolnienie gospodarcze. Wzrost PKB w 2025 roku wyniósł 3,6 procent – brzmi dobrze, ale sektor przemysłowy kurczył się przez cały rok. Pisaliśmy o zamknięciach fabryk: Beko w Łodzi (1 800 miejsc pracy), Philips w Pabianicach (700), ABB w Aleksandrowie Łódzkim (400+). Przemysł zwalnia a przemysł tradycyjnie zatrudniał młodych ludzi bez wyższego wykształcenia. Gdy fabryka się zamyka, pracownicy z dwudziestoletnim stażem znajdują nową pracę (bo mają doświadczenie). Młody bez stażu nie znajduje.

Składnik drugi: niedopasowanie kwalifikacji. Rynek pracy potrzebuje programistów, spawaczy, elektryków, pielęgniarek. Uczelnie produkują magistrów zarządzania, administracji i bezpieczeństwa wewnętrznego. Pisaliśmy o tym w artykule o szkolnictwie wyższym. Pracodawca szuka kogoś, kto umie obsługiwać CNC. Absolwent umie pisać eseje o zarządzaniu strategicznym. Nie pasują do siebie i obaj są nieszczęśliwi.

Portal Money.pl cytuje ekspertów, którzy wskazują na „rozbieżność między kompetencjami nabywanymi w systemie edukacji a realnymi potrzebami pracodawców” jako kluczową przyczynę bezrobocia młodych. To nie jest nowy problem, ale się pogłębia, bo rynek pracy zmienia się szybciej niż system edukacji.

Składnik trzeci: koszty pracy. Pisaliśmy obszernie – klin podatkowy w Polsce wynosi 35 procent (OECD, 2025). Pracodawca, który chce zatrudnić młodego człowieka na etacie za 5 000 złotych brutto, musi wydać ponad 6 000. A młody człowiek dostaje na rękę 3 660. Dla małej firmy to jest bariera. Łatwiej (i taniej) dać zlecenie niż etat. A zlecenie to jest prekaryjność, którą opisywaliśmy w artykule o pokoleniu Z: 35 procent młodych na umowach śmieciowych.

Składnik czwarty: automatyzacja i AI. To jest składnik, o którym mówi się za mało, bo jego efekty dopiero się kumulują. Kasy samoobsługowe zastąpiły kasjerów. Chatboty zastępują konsultantów. Algorytmy zastępują junior analityków. Stanowiska, które tradycyjnie były „wejściem” na rynek pracy dla młodych (sprzedawca, asystent, operator) znikają. Nie nagle, nie dramatycznie ale systematycznie. I młodzi, którzy szukają „pierwszej pracy,” odkrywają, że „pierwszej pracy” jest coraz mniej.

120 tysięcy więcej w rok. 6,1 procent i rośnie

Dane GUS z końca kwietnia 2026, podsumowujące marzec potwierdzają alarmujący trend.

Stopa bezrobocia rejestrowanego: 6,1 procent. Taki sam jak w lutym ale o 0,7 punktu procentowego więcej niż rok wcześniej. To najwyższy poziom od maja 2021 roku, gdy Polska wychodziła z pandemii. Tyle że teraz nie ma pandemii. Są normalne warunki gospodarcze. I bezrobocie rośnie mimo to.

W marcu 2026 roku w urzędach pracy zarejestrowanych było 949 800 osób, o 119 900 więcej niż rok wcześniej. Wzrost o prawie 14,5 procent w jednym roku. W ustawie budżetowej rząd zapisał prognozę 4,8 procent bezrobocia na koniec 2026. Rzeczywistość mówi 6,1 i nie widać, by spadało.

**//** „Bezrobocie wśród młodych w Polsce – ludzi do 25 roku życia – w 2026 roku wynosi już około 13 procent i wykazuje tendencję wzrostową.” – Wiktor Wieczorek, analityk, maj 2026

Zaskakujące jest odwrócenie proporcji płci. W marcu 2025 kobiety stanowiły 51 procent bezrobotnych. W marcu 2026 to mężczyźni stanowią 51 procent (483 tysięcy mężczyzn wobec 466,8 tysięcy kobiet). W ciągu roku przybyło 74,6 tysiąca bezrobotnych mężczyzn i „tylko” 45,3 tysiąca kobiet. Dlaczego? Bo mężczyźni dominują w przemyśle i budownictwie – sektorach, które zwalniają.

Najwięcej bezrobotnych przybyło w grupach wiekowych 25-34 i 35-44 – czyli wśród ludzi w sile wieku, z doświadczeniem, z rodzinami. To nie są „studenci szukający dorywczej pracy”. To są ludzie, którzy mieli pracę i ją stracili.

Geograficznie najgorzej jest tam, gdzie zawsze – w województwach warmińsko-mazurskim (9,3 procent) i podkarpackim (9,3 procent). Najlepiej – w wielkopolskim (3,5 procent). 

Ponad dwukrotna luka wobec ogólnej stopy

Wróćmy do sedna — do młodych.Bezrobocie wśród osób do 25. roku życia — niezależnie od metodologii — jest dramatycznie wyższe niż w populacji ogólnej. Dane BAEL za 2025 rok: 12,5 procent (wobec ogólnej 3,2 — luka czterokrotna). Bezrobocie rejestrowane wśród młodych sięga 13 procent — wobec ogólnej 6,1 procent (luka ponad dwukrotna). Niezależnie od tego, którą miarą mierzymy — młodzi są w dramatycznie gorszej sytuacji niż reszta populacji.Tendencja jest jednoznacznie wzrostowa: z 10,9 procent w 2024 do 12,5 w 2025 i ponad 13 na początku 2026. Wzrost o ponad dwa punkty procentowe w półtora roku.**//** Bezrobocie rejestrowane w Polsce: 6,1 procent (GUS, marzec 2026) — najwyżej od pięciu lat. Eurostat (BAEL): 3,2 procent — ale to inna metodologia, obejmująca mniej bezrobotnych. 949 800 osób w urzędach pracy — 120 tysięcy więcej niż rok temu (+14,5%). Bezrobocie młodych (do 25 lat): ~13 procent — ponad dwukrotnie wyższe niż ogólna stopa rejestrowana i czterokrotnie wyższe niż wskaźnik Eurostatu. Warmińsko-mazurskie: 10%. Powiat szydłowiecki: 22,8%. Wielkopolskie: 3,9%. Oferty pracy: spadek o 50 procent wobec 2021. NEET (15–29 lat): ~12 procent — ponad milion młodych poza systemem. Szkolenia cyfrowe: dostęp ma 23 procent bezrobotnych, potrzebuje 78 procent rynku. Rząd mówi „3,2 procent — jedno z najniższych w UE.” GUS mówi: 6,1 procent — i rośnie. A 13 procent młodych Polaków mówi: „Nikt nas nie słyszy.”Dane Interia Biznes — oparte na raporcie GUS z maja 2026 — potwierdzają, że w marcu 2026 roku w grupie wiekowej do 24 lat przybyło 22 tysiące bezrobotnych rok do roku. Ale co ciekawe — jeszcze więcej przybyło w grupach 35–44 (32 tysiące) i 45–54 (33 tysiące). Bezrobocie nie uderza już tylko w młodych — uderza w ludzi w sile wieku. Fabryki zamykane w Łodzi, Pabianicach, Aleksandrowie — to są ludzie czterdziestoletni z doświadczeniem, którzy nagle nie mają pracy.

NEET. Ci, którzy nie pracują i nie szukają

Jest jeszcze jedna kategoria – groźniejsza niż bezrobotni. To NEET – Not in Education, Employment or Training. Młodzi ludzie, którzy nie pracują, nie uczą się i nie szkolą. Nie są zarejestrowani jako bezrobotni (bo nie szukają pracy). Nie są studentami. Nie są na kursach. Są… nigdzie.

Według danych Eurostatu odsetek NEET w Polsce wśród osób 15–29 lat wynosi około 12 procent. Ponad milion młodych ludzi. Milion ludzi, którzy wypadli z systemu. Nie produkują, nie konsumują (bo nie zarabiają), nie rozwijają się (bo się nie uczą). Są niewidzialni w statystykach, bo statystyki mierzą tych, którzy szukają. NEET-y nie szukają.

Przyczyny są złożone: zniechęcenie po wielu odmowach, problemy zdrowia psychicznego (pisaliśmy o wypaleniu pokolenia Z), opieka nad bliskimi (młode kobiety rezygnujące z pracy po urodzeniu dziecka, bo żłobka nie ma lub jest za drogi), szara strefa (pracują, ale „na czarno,” poza ewidencją).

NEET to jest bomba zegarowa, bo im dłużej młody człowiek jest poza rynkiem pracy, tym trudniej mu wrócić. Po roku przerwy pracodawca pyta „co pan robił przez ten rok?”. Po dwóch pyta „dlaczego miałbym pana zatrudnić?”. Po trzech nie pyta wcale.

Co robi rząd i czy to działa

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ma programy: „Gwarancje dla Młodzieży” (współfinansowane z UE), „Młodzi na Start” (pilotaż w Warszawie), staże i szkolenia z urzędów pracy. Budżet – setki milionów złotych.

Ale, jak pisze Interia Biznes „tylko 23 procent osób bezrobotnych miało dostęp do szkoleń podnoszących kompetencje cyfrowe, podczas gdy 78 procent ofert pracy wymaga zaawansowanych umiejętności technologicznych.” Program „Cyfrowy Restart” dotarł do 8 450 osób. To niecałe 3 procent zarejestrowanych bezrobotnych. Trzy procent.

To nie jest polityka rynku pracy, to jest plaster na krwotok.

Problem jest strukturalny i wymaga odpowiedzi strukturalnej. Reforma edukacji zawodowej (nie „zarządzanie” na dziesiątej uczelni lecz spawanie, CNC, mechatronika w technikach). Obniżenie klinu podatkowego dla młodych pracowników (żeby pracodawca chciał ich zatrudniać). Realne wsparcie w pierwszym roku pracy (mentoring, dofinansowanie etatu, ulga dla firmy zatrudniającej absolwenta). Program mieszkaniowy (bo młody człowiek, który nie może wynająć mieszkania w mieście, nie podejmie pracy w mieście).

Ale przede wszystkim uczciwa diagnoza. Bo dopóki rząd powtarza eurostatowskie „3,2 procent” – nie widzi ani 6,1 procent rejestrowanego bezrobocia (najwyżej od pięciu lat), ani trzynastoprocentowej dziury, w której tkwi co ósmy młody Polak.

Dlaczego powinno nas przerażać

Bezrobocie młodych to nie jest „problem młodych.” To jest problem całego społeczeństwa, bo dzisiejsi bezrobotni dwudziestoparolatkowie to jutrzejsi bezrobotni trzydziestolatkowie. I później biedni emeryci.

Człowiek, który w wieku dwudziestu trzech lat nie może znaleźć pracy nie buduje stażu, nie oszczędza na emeryturę, nie płaci składek ZUS. Za czterdzieści lat będzie miał emeryturę minimalną. Albo żadną. I system – ten sam system, który dziś nie daje mu pracy będzie musiał go utrzymać.

Bezrobocie młodych to jest też brak rodzin. Pisaliśmy o demografii. Polska ma jedną z najniższych dzietności w Europie. Młody człowiek bez pracy nie zakłada rodziny. Nie bierze kredytu. Nie kupuje mieszkania. Nie rodzi dzieci. Bo nie ma z czego.

I bezrobocie młodych to jest emigracja. Pisaliśmy o Łodzi, która traci 6 322 mieszkańców rocznie. Młody Polak, który nie znajduje pracy w Radomiu jedzie do Dublina. Do Amsterdamu. Do Berlina. I nie wraca. Bo tam 13 procent bezrobocia młodych to nie jest norma. To jest skandal.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: