Bloki rosną, woda znika. Dlaczego mieszkańcy Józefosławia polują wieczorem na wodę w kranie

W Piasecznie pod Warszawą ludzie wracają z pracy i nie mogą wziąć prysznica. Nie mogą uruchomić pralki. Nie mogą ugotować kolacji. Bo ciśnienie wody jest tak niskie, że z kranu kapie. Dosłownie. Deweloperzy postawili tysiące mieszkań na infrastrukturze z lat dziewięćdziesiątych. Gmina zainwestowała 120 milionów złotych w wodociągi i wciąż nie nadąża. 

Nowa stacja uzdatniania wody ruszy najwcześniej w 2028 roku. A do tego czasu mieszkańcy mają „ograniczyć podlewanie ogródków.” Tylko że problem nie znika zimą. „Zimą woda kapie jak krew z nosa” – piszą w komentarzach. To nie jest problem Piaseczna. To jest problem całej Polski. Jest w polskim modelu rozwoju miast coś głęboko niezdrowego. Coś, co nie mieści się w żadnym podręczniku urbanistyki, a co jest codzienną rzeczywistością milionów ludzi na przedmieściach polskich metropolii.Model wygląda tak: deweloper kupuje działkę. Stawia blok. Sprzedaje mieszkania. Ludzie się wprowadzają. A potem okazuje się, że nie ma wody. Albo nie ma kanalizacji. Albo nie ma szkoły. Albo nie ma drogi. Albo wszystkiego naraz.W normalnym kraju kolejność jest odwrotna: najpierw infrastruktura, potem zabudowa. Najpierw wodociąg, kanalizacja, droga, szkoła, przedszkole, potem bloki i domy. Bo nie da się żyć w mieszkaniu, do którego nie dociera woda.W Polsce kolejność jest taka, jaką dyktuje rynek. A rynek mówi: buduj szybko, sprzedaj drogo, infrastruktura to problem gminy. I gmina – z budżetem, który ledwo starcza na utrzymanie istniejących dróg i szkół – zostaje z rachunkiem za cywilizację, której nie planowała.Piaseczno jest tego podręcznikowym przykładem. Ale nie jedynym.

Sypialnia Warszawy bez wody

Józefosław, miejscowość w gminie Piaseczno, kilkanaście kilometrów od centrum Warszawy  jest jednym z najszybciej rosnących osiedli w Polsce. Jeszcze dwadzieścia lat temu to była wieś. Pola, sady, kilkaset domów. Dziś to gęsto zabudowane przedmieście z tysiącami mieszkań w blokach i szeregowcach, z korkami na jedynej drodze wyjazdowej i z problemem, który stał się symbolem polskiego chaosu przestrzennego.

Nie ma wody. Nie „brakuje wody w sensie suszy.” Nie „jest mniej wody niż zwykle.” Z kranów w Józefosławiu i w sąsiednich Kamionce, Bobrowcu, Głoskowie wieczorami kapie. Ciśnienie spada tak nisko, że pralka nie startuje. Prysznic daje strumień cieńszy od ołówka. Gotowanie kolacji o dziewiętnastej wymaga planowania jak operacja wojskowa, bo o dwudziestej wody może już nie być.

TVN Warszawa opisuje to w reportażu sprzed kilku dni: „Mieszkańcy północnej części gminy relacjonują, że słabe ciśnienie pojawia się wtedy, gdy wracają do domu i chcą ugotować kolację, wziąć prysznic albo uruchomić pralkę. Coraz częściej podobne trudności występują także w ciągu dnia.”

Bankier.pl tytułuje: „Horror wodny w Piasecznie. Deweloperka rośnie, a mieszkańcy polują na wodę w kranie.”

A mieszkańcy piszą pod postem burmistrza Daniela Putkiewicza komentarze, które są bardziej wymowne niż jakikolwiek raport: „Zimą woda kapie jak krew z nosa.” „Między godziną 18 a 23 nie było wody przy ulicy Pomorskiej, rano między 6 a 7 też.” „Zimą też ciśnienie marne. Teraz pierwszy tydzień maja, to co będzie w kolejnych miesiącach?” I najcelniejszy: „Władze gminy od lat dopuszczają patodeweloperkę na terenach, które nie mają odpowiednio przystosowanej infrastruktury.”

Dlaczego nie ma wody

Rzeczniczka gminy Piaseczno Joanna Ferlian-Tchórzewska tłumaczy, że problem ma cztery nakładające się przyczyny. I – co charakterystyczne dla polskiego systemu – żadna z nich nie jest „winą jednego podmiotu.” Wszystkie razem tworzą idealną burzę.

Przyczyna pierwsza: susza hydrologiczna. IMGW potwierdza – marzec 2026 roku miał opady zaledwie 10,8 milimetra, o 27 milimetrów poniżej normy. Pisaliśmy o tym w artykule o klimacie: deficyt wody w Polsce rośnie z roku na rok. Burmistrz Putkiewicz mówi, że susza w Piasecznie pojawiła się w tym roku dwa miesiące wcześniej niż w poprzednich latach i to mimo wyjątkowo chłodnej zimy. Brak opadów oznacza niższy poziom wód podziemnych, z których czerpią ujęcia. Mniej wody w studniach – mniej wody w sieci.

**//** „Władze gminy od lat dopuszczają patodeweloperkę na terenach, które nie mają odpowiednio przystosowanej infrastruktury, w tym wodociągowej. Budujemy kolejne osiedla, a wody nie przybywa.” – komentarz mieszkańca Józefosławia pod postem burmistrza Piaseczna, maj 2026

Przyczyna druga: likwidacja zewnętrznego dostawcy. W 2024 roku „kolejny niezależny dostawca wody dla obszaru Piaseczna i Józefosławia zakończył działalność, likwidując własne ujęcia i stację uzdatniania wody” – informuje rzeczniczka. PWiK Piaseczno obsługuje jedynie jedną trzecią systemu wodociągowego Józefosławia. Reszta była zasilana przez zewnętrznych dostawców. Gdy jeden z nich zrezygnował powstała luka, której nie da się zasypać z dnia na dzień.

Przyczyna trzecia: awaria u kolejnego dostawcy. W lutym 2026 roku awaria u jednego z pozostałych dostawców zewnętrznych. Mieszkańcy północnej części gminy natychmiast odczuli spadek ciśnienia. „Tymczasowa” awaria ale ujawniła kruchość systemu opartego na wielu niezależnych dostawcach, z których każdy może w dowolnym momencie się wyłączyć.

Przyczyna czwarta i najgłębsza: agresywna suburbanizacja. Bankier.pl pisze wprost: „Deweloperzy stawiają bloki i szeregówki w błyskawicznym tempie, jednak infrastruktura wodociągowa pamięta jeszcze plany z lat dziewięćdziesiątych i nie nadąża za gigantycznym przyrostem ludności.”

To jest sedno problemu. Józefosław i okolice zostały zaplanowane – o ile w ogóle można mówić o „planie” – pod zabudowę znacznie mniejszą niż ta, która powstała. Plany zagospodarowania z lat dziewięćdziesiątych (pisaliśmy o tym w artykule o planach ogólnych) zakładały zabudowę jednorodzinną z dużymi działkami. Deweloperzy, wykorzystując luki w prawie i liberalną politykę gmin wobec inwestorów postawili bloki, szeregówki, osiedla z setkami mieszkań na terenach, które miały być spokojnymi przedmieściami.

Efekt: tysiące nowych mieszkańców na infrastrukturze zaprojektowanej dla setek. Wodociąg, który miał obsługiwać wieś obsługuje małe miasto. I nie daje rady.

Deweloper buduje, gmina płaci

I tu dochodzimy do mechanizmu, który jest rdzeniem problemu. Nie tylko w Piasecznie, lecz w całej Polsce.

Deweloper, który stawia osiedle, jest zobowiązany do przyłączenia budynków do sieci wodociągowej i kanalizacyjnej. Ale nie jest zobowiązany do rozbudowy tej sieci, do zwiększenia jej przepustowości, do budowy nowych ujęć, do modernizacji stacji uzdatniania. To jest obowiązek gminy. A gmina,  jak pisaliśmy w artykule o uzależnieniu samorządów od władzy centralnej nie ma na to pieniędzy.

PWiK Piaseczno zainwestowało w ostatnich latach 120 milionów złotych w modernizację i rozbudowę infrastruktury wodociągowej i kanalizacyjnej. Sto dwadzieścia milionów. Dla małej gminy podmiejskiej to ogromna suma. Ale – jak widać – niewystarczająca. Bo tempo budowy mieszkań jest szybsze niż tempo budowy wodociągów. Deweloper stawia blok w dwa lata. Budowa stacji uzdatniania wody trwa siedem lat.

Gmina pracuje od 2021 roku nad uruchomieniem własnego ujęcia i nowej stacji uzdatniania wody SUW Energetyczna. W 2026 roku mają zakończyć się prace projektowe i rozpocząć wiercenie studni. Jeśli harmonogram się utrzyma stacja ruszy w 2028 roku. Jeśli. Bo w polskim systemie „harmonogram” jest pojęciem elastycznym. Dwa lata do uruchomienia – to jest najlepszy scenariusz. A mieszkańcy nie mają wody dziś.

Portal Energetyka24 podsumowuje to najcelniej: „Dewelopera w Polsce nie musi interesować, czy ludzie, którzy zamieszkają w nowych budynkach, będą w nich mogli żyć normalnie, korzystając z dobrodziejstw cywilizacji.”

Problem ogólnopolski, nie tylko Piaseczno

Piaseczno jest symbolem ale nie wyjątkiem. Problem suburbanizacji bez infrastruktury dotyczy przedmieść wszystkich polskich metropolii.

Wrocław – osiedla na Jagodnie i Wojnowie, budowane w tempie, z którym nie nadąża ani sieć wodno-kanalizacyjna, ani drogi, ani szkoły. Mieszkańcy stoją w korkach po godzinę, by dojechać do centrum oddalonego o siedem kilometrów.

Kraków – Ruczaj, Czyżyny, Kliny: gęsta zabudowa deweloperska na terenach, które jeszcze piętnaście lat temu były polami. Problemy z kanalizacją, z ciśnieniem wody, z przepełnionymi szkołami.

Poznań – Komorniki, Luboń, Swarzędz: gminy podmiejskie, w których populacja podwoiła się w ciągu dekady, a infrastruktura – nie.

Warszawa – Białołęka, Wilanów, Ursus: dzielnice, w których osiedla rosły szybciej niż metro, tramwaje i szkoły. „Patodeweloperka” stała się synonimem tych miejsc.

Pisaliśmy o planach ogólnych zagospodarowania przestrzennego, o reformie, która miała uporządkować ten chaos. Pisaliśmy o oświacie, o szkołach, których gminy nie mogą utrzymać. Pisaliśmy o samorządach, uzależnionych od Warszawy. Problem wody w Piasecznie jest tylko kolejnym objawem tej samej choroby: Polska buduje się chaotycznie, bez planu, bez infrastruktury, bez myślenia o konsekwencjach.

Woda, czyli zasób, który się kończy

Tu dochodzimy do kontekstu, który jest jeszcze bardziej alarmujący niż problem jednej gminy.

Polska jest jednym z krajów o najmniejszych zasobach wodnych w Europie. Na jednego mieszkańca przypada około 1 600 metrów sześciennych wody rocznie – wobec europejskiej średniej 4 500. Mniej niż Egipt. Mniej niż wiele krajów Bliskiego Wschodu. Eksperci mówią o Polsce jako o kraju „stresu wodnego”, i nie jest to przesada.

**//** Gmina Piaseczno: problemy z ciśnieniem wody w Józefosławiu, Kamionce, Bobrowcu, Głoskowie. PWiK zainwestowało 120 milionów złotych w infrastrukturę – wciąż nie nadąża. W 2024 roku zewnętrzny dostawca wody zlikwidował ujęcia. Nowa stacja uzdatniania – najwcześniej w 2028 roku. Marzec 2026: opady 10,8 mm – o 27 mm poniżej normy. „Deweloperzy stawiają bloki w błyskawicznym tempie, ale infrastruktura pamięta plany z lat dziewięćdziesiątych.” Polska: 1 600 m³ wody na mieszkańca rocznie – wobec europejskiej średniej 4 500. Mniej niż Egipt. Mieszkańcy: „Zimą woda kapie jak krew z nosa.” Burmistrz: „Prosimy o ograniczenie podlewania ogródków.” A deweloper? Sprzedał mieszkanie. I poszedł budować następne. 

Pisaliśmy w artykule o klimacie: opady w Polsce zmieniają strukturę – więcej nawalnych (krótkich, intensywnych), mniej równomiernych (tych, które nawadniają glebę). W 2025 roku opady wyniosły 89 procent normy. W marcu 2026 – zaledwie 10,8 milimetra, o 27 mniej niż norma. Deficyt rośnie.

A jednocześnie zapotrzebowanie na wodę rośnie. Więcej mieszkańców = więcej zużycia. Więcej ogródków = więcej podlewania. Więcej basenów przydomowych = więcej napełniania. Więcej budynków wielorodzinnych = więcej prania, mycia, gotowania.

PWiK Piaseczno informuje, że wpompowuje do sieci „podwójną ilość wody” a i tak nie wystarcza. Bo system jest zaprojektowany pod populację sprzed dwudziestu lat. A populacja jest dziś dwu-, trzykrotnie większa.

Co powinno się zmienić

Po pierwsze obowiązek infrastrukturalny dla dewelopera. Deweloper, który buduje osiedle powyżej określonej wielkości (np. pięćdziesięciu mieszkań), powinien być zobowiązany do rozbudowy infrastruktury wodno-kanalizacyjnej, nie tylko do przyłączenia, lecz do zwiększenia przepustowości. Koszt powinien być wliczony w cenę mieszkania, bo to mieszkaniec będzie z tej infrastruktury korzystał. Dziś koszt budowy wodociągu ponosi gmina, czyli wszyscy podatnicy, w tym ci, którzy mieszkają na starych osiedlach i mają wodę.

Po drugie – decyzje o zabudowie powiązane z wydajnością infrastruktury. Gmina nie powinna wydawać pozwolenia na budowę, jeśli istniejąca infrastruktura wodno-kanalizacyjna nie jest w stanie obsłużyć nowych mieszkańców. To brzmi w sposób oczywisty ale w polskim prawie takiego obowiązku nie ma. Deweloper może budować a gmina musi sobie radzić.

Po trzecie retencja wody deszczowej. Nowe osiedla powinny być zobowiązane do zbierania i wykorzystywania wody deszczowej na podlewanie terenów zielonych, na toalety, na mycie ulic. Każdy metr sześcienny deszczówki wykorzystanej na osiedlu to metr sześcienny mniej pobrany z ujęcia. W Niemczech, Holandii, Skandynawii to jest standard. W Polsce ciekawostka.

Po czwarte strategia wodna dla gmin podmiejskich. Nie „buduj studnię, jak zabraknie wody.” Lecz: ile wody mamy, ile potrzebujemy, ile będziemy potrzebować za dziesięć lat i skąd ją weźmiemy. PWiK Piaseczno buduje nową stację od 2021 roku ale dopiero teraz wiercą studnię. Pięć lat na etapie „prac projektowych” w gminie, w której ludzie nie mają wody.

Woda to problem gminy. A gmina to problem wszystkich. Czyli nikogo. I tak to działa w Polsce: budujemy domy ale nie budujemy miast. Stawiamy ściany ale nie kładziemy rur. Sprzedajemy marzenia ale nie dostarczamy wody.

Bo woda – jak planowanie, jak infrastruktura, jak myślenie o przyszłości – nie generuje zysku dla dewelopera. Generuje tylko wodę w kranie. A to, widocznie za mało.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: