Rolnik przegrywa z systemem. Minus tysiąc złotych na hektarze pszenicy, długi na kontach

Hektar pszenicy ozimej przynosi ponad tysiąc złotych straty. Hektar kukurydzy – ponad cztery tysiące. Ceny skupu spadły o 10,9 procent w rok. A rolnik dostaje 11 procent ceny, którą płacisz w sklepie. Reszta idzie na transport, przetwórstwo, marketing i marże sieci handlowych. Koniunktura w rolnictwie osiągnęła historyczne dno. Gospodarstwa przeszły w „tryb przetrwania.” A eksperci mówią: to nie jest kryzys jednego sezonu, to jest kryzys modelu

Jest w polskim systemie żywnościowym paradoks, który powinien niepokoić każdego, kto je chleb, pije mleko i kupuje ziemniaki w sklepie: ceny żywności na półkach są wysokie a rolnik, który tę żywność produkuje, jest na minusie. Nie „zarabia mniej.” Jest na minusie. Traci pieniądze na każdym hektarze pszenicy, na każdej tonie kukurydzy, na każdym litrze mleka.

To nie jest abstrakcja. To są twarde dane. Z kalkulacji Wielkopolskiej Izby Rolniczej, z raportów GUS, z analiz BIG InfoMonitor, z prognoz IRG SGH. Dane, które mówią jedno: polskie rolnictwo w 2026 roku nie żyje z produkcji. Żyje z dotacji. A gdy dotacje nie wystarczą umiera.

Minus na każdym hektarze

Najnowsze kalkulacje Wielkopolskiej Izby Rolniczej za kwiecień 2026 roku, uwzględniające większość kosztów ponoszonych przez gospodarstwo, w tym amortyzację maszyn rysują obraz jednoznaczny.

Pszenica ozima: wynik finansowy z jednego hektara to ponad minus tysiąc złotych. Rolnik, który zasiał pszenicę, zebrał ją, sprzedał po cenie skupu, stracił ponad tysiąc złotych na każdym hektarze. Przy stu hektarach sto tysięcy straty.

Kukurydza na ziarno: ponad minus cztery tysiące złotych z hektara. Kukurydza, jedna z najważniejszych upraw paszowych jest najbardziej deficytową uprawą w Polsce.

Jęczmień jary: systematyczne straty przez cały rok. Poziom strat wyższy niż w przypadku pszenicy.

Jedyny jasny punkt: rzepak ozimy. Plus 710 złotych na hektarze. Jedyna uprawa, która generuje nadwyżkę. Ale nie każde gospodarstwo może uprawiać rzepak.

Stankiewicz mówi wprost: „Są oczywiście rośliny, które generują nadwyżki, jak rzepak i buraki, ale dziś to przede wszystkim kwestia skali pozwalającej obniżać koszty.” Duże gospodarstwa jakoś sobie radzą. Małe i średnie przegrywają.

Ceny w dół, koszty w górę

Mechanizm jest prosty i brutalny.

Według GUS w grudniu 2025 roku ceny skupu podstawowych produktów rolnych były niższe o 10,9 procent rok do roku. Pszenica, kukurydza, mleko, trzoda. Wszystko w dół. Rekordowe plony w Argentynie i Australii zalały świat tanią pszenicą. Tania wołowina z Brazylii, tanie zboże z Ukrainy dobijają polskich producentów.

Jednocześnie koszty rosną. Nawozy: wzrost o 12,6 procent, nawozy azotowe nawet ponad 15 procent (GUS, 2024). Pasze pełnoporcjowe: wzrost o 9 procent rok do roku. Paliwo: olej napędowy 6,45 złotych za litr. Energia: pisaliśmy obszernie – polski przemysł (w tym rolno-spożywczy) płaci za prąd 25-30 procent więcej niż niemiecki.

Wielkopolska Izba Rolnicza: „Ceny skupu produktów rolnych powróciły do poziomów sprzed pandemii, podczas gdy koszty produkcji znacząco wzrosły.” Nożyce, czyli ceny w dół, koszty w górę tną rolnika z obu stron.

11 procent, czyli tyle dostaje rolnik z ceny na półce

Każdy Polak stojący przy kasie powinien wiedzieć: z ceny kilogramu ziemniaków, którą płaci rolnik dostaje około 11-15 procent. Reszta to transport, przetwórstwo, energia, logistyka, marketing i marże pośredników.

„Rentowność gospodarstw jest dzisiaj bardzo mocno zachwiana. Od kilku sezonów nie zarabiamy na produkcji zbóż. Dziś to przede wszystkim kwestia skali i to ona determinuje, czy gospodarstwo jest w stanie wypracować jakąkolwiek nadwyżkę.” 

Mateusz Stankiewicz, ekspert Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych

Stankiewicz podaje konkret: „Rolnicy sprzedają ziemniaki za kilkadziesiąt groszy za kilogram, który później w sklepie kosztuje 2-2,50 złotych.” Różnica pięcio-, sześciokrotna.

Dr hab. Waldemar Rogowski z BIG InfoMonitor: „Wysokie ceny żywności w sklepach, w zestawieniu z niskimi cenami skupu, gdzie surowiec stanowi często mniej niż 15 procent ceny detalicznej, wywołują naciski na weryfikowanie marż pośredników.”

OECD i FAO potwierdzają zjawisko „asymetrycznego przenoszenia cen”: wzrost cen surowców rolnych szybciej trafia do konsumenta niż spadek wraca do rolnika. Rolnik jako pierwszy odczuwa kryzys i jako ostatni korzysta z poprawy. Albo nie korzysta wcale.

Trzoda, mleko, zboża. Trzy sektory w zapaści

Producenci trzody chlewnej: dopłata do tuczu jednej sztuki sięga 360 złotych. Hodowca traci na każdej świni. Ceny skupu trzody mają być w 2026 roku niższe o 6-17 procent rok do roku.

Kalkulacja WIR, kwiecień 2026: pszenica ozima – ponad -1 000 zł/ha. Kukurydza – ponad -4 000 zł/ha. Rzepak – jedyny na plusie (+710 zł/ha). Ceny skupu XII 2025: -10,9% r/r. Dopłata do tuczu świni: -360 zł/szt. Mleko: 1,95 zł/l, w małych dostawach 1,20-1,60. Udział rolnika w cenie detalicznej: 11-15%. Zaległe zobowiązania sektora: 646 mln zł. Zaległości producentów zbóż: +93% r/r. Koniunktura: historyczne dno (IRG SGH). Dochód rolniczy w Polsce: -1,3% r/r (Eurostat). KE planuje 300 mld EUR wsparcia po 2027. Rolnik patrzy na pole i pyta: „Czy warto siać?” A my płacąc 2,50 za ziemniaki, z których rolnik dostał 30 groszy powinniśmy pytać: „Czy nas stać, żeby przestał?”

Mleko: cena skupu w grudniu 2025 spadła do 1,95 złotego za litr. Najniżej w roku. W małych dostawach: 1,20-1,60 złotego. Agrofakt: „Rok 2026 nie będzie czasem inwestycji, lecz brutalnej weryfikacji tego, kto przetrwa.” Wielu producentów rozważa likwidację stad.

Zboża: zaległości producentów zbóż i roślin strączkowych wzrosły o 93 procent rok do roku – do 20,7 miliona złotych (BIG InfoMonitor, listopad 2025). Łączne zaległe zobowiązania sektora rolnego: 646 milionów złotych.

Historyczne dno nastrojów

IRG SGH – Instytut Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej – opublikował w marcu 2026 raport: „Koniunktura w rolnictwie 2026: historyczne dno.” Najniższy odczyt nastrojów od początku prowadzenia badań.

Trzy czynniki: rekordowe zapasy zbóż i niskie ceny (nadpodaż globalna). Pogodowy „nokaut” (mroźna zima, kosztowne odtwarzanie upraw, brak wody w glebie). Tryb przetrwania (ograniczenie zakupów maszyn i technologii, co osłabi konkurencyjność).

WIR podsumowuje rok 2025: „Ten rok wyjątkowo obnażył największe bolączki naszego rolnictwa: brak integracji pionowej i poziomej, brak struktur handlowych i logistycznych będących w rękach rolników i słabą pozycję marketingową polskich produktów.”

Stankiewicz: „Niską rentowność gospodarstw obserwujemy w skali europejskiej.” Ma rację. Realny dochód rolniczy w UE wzrósł w 2024 roku o zaledwie 0,6 procent. Ale w Polsce spadł o 1,3 procent. Gorzej niż średnia UE. Spadki też we Francji, Rumunii, Niemczech, Holandii.

Ale, jak zauważa Stankiewicz „poszczególne rynki funkcjonują inaczej.” Włochy: małe przetwórstwo, silny rynek wewnętrzny, turystyka. Włoski rolnik sprzedaje oliwę turystom po trzydzieści euro za butelkę. Polski sprzedaje pszenicę do skupu po 780 złotych za tonę.

Pisaliśmy o polskim folklorze – nie potrafimy go sprzedać. O turystyce – nie wykorzystujemy potencjału. Problem rolnictwa jest ten sam: produkujemy dużo i tanio ale nie potrafimy sprzedać drogo. Bo nie mamy marki. Bo rolnik jest „producentem surowca,” nie „twórcą produktu.”

Dopłaty czyli jedyne, co trzyma sektor przy życiu

Stankiewicz mówi coś, co powinno niepokoić: sektor „nie utrzymuje się z produkcji, lecz tylko dzięki instrumentom europejskim czy krajowym.” Dopłaty bezpośrednie z WPR, ekoschematy, programy rolnośrodowiskowe razem tworzą system, bez którego większość gospodarstw zbankrutowałaby w ciągu dwóch lat.

Komisja Europejska planuje w nowej WPR po 2027 roku przeznaczyć co najmniej 300 miliardów euro na wsparcie dochodów rolników. Trzysta miliardów, bo bez nich europejskie rolnictwo padnie. To nie jest inwestycja w rozwój. To jest kroplówka.

Stankiewicz i Federacja proponują: skala i współpraca (grupy producenckie – wspólne zakupy, wspólna sprzedaż, wspólne magazynowanie). Regulacja marż w łańcuchu (przejrzystość cen, zakaz sprzedaży poniżej kosztów produkcji, silniejsze sankcje). Skracanie łańcucha (sprzedaż bezpośrednia, lokalne półki, targi). Obserwatorium AFCO (platforma KE monitorująca podział marż – krok, ale niewystarczający).

I najtrudniejsze – zmiana modelu. Z „producenta surowca” na „twórcę produktu.” Z „pszenicy za 780 zł/t” na „mąkę regionalną za cenę premium.” Z „ziemniaków za kilkadziesiąt groszy” na „ziemniaki z certyfikatem, z nazwą, z historią.” Jak oscypek. Jak parmigiano. Jak bretońskie masło. Ale to wymaga lat. A rolnik traci pieniądze dziś.

Dziś rolnik, patrząc na swoje pole staje przed pytaniem: czy warto siać? A my, stojąc przy kasie w sklepie, płacąc 2,50 za kilogram ziemniaków, z których rolnik dostał trzydzieści groszy powinniśmy pytać: „czy nas stać na to, żeby przestał?”

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: