Stalowy gigant, którego nie zdołała powalić nawet dwutonowa niemiecka bomba

Kiedy w latach trzydziestych ubiegłego wieku pnąca się ku niebu, potężna stalowa konstrukcja zdominowała panoramę Warszawy, rodacy pękali z dumy, chwaląc się drugim najwyższym wieżowcem w całej Europie. Prudential, uosabiający niezwykły luksus, nowoczesność i finansową potęgę II Rzeczpospolitej, bardzo szybko z symbolu sukcesu musiał zamienić się jednak w krwawiącą, wojenną twierdzę, przyjmując na siebie najbardziej niszczycielskie ciosy wroga. 

W pamięci każdego Polaka na zawsze pozostanie wstrząsający i wibrujący ładunkiem emocjonalnym kadr, na którym potężny, szesnastopiętrowy gmach eksploduje po bezpośrednim trafieniu gigantycznym pociskiem z najcięższego moździerza oblężniczego. To, że szkielet tego budynku w ogóle nie runął na ulice zrujnowanej stolicy, było prawdziwym cudem i najwyższym dowodem geniuszu przedwojennych, polskich konstruktorów. Dziś, po dekadach ukrywania się pod socrealistycznym gorsetem, legendarny drapacz chmur na placu Powstańców Warszawy jako luksusowy Hotel Warszawa znów przypomina nam o niezłomnym charakterze tego miasta.

Niebotyczny gmach zaniósł przedwojenną stolicę na nowoczesne, europejskie salony 

Historia tego architektonicznego fenomenu rozpoczyna się na początku lat trzydziestych, kiedy to brytyjskie Towarzystwo Ubezpieczeń „Prudential” postanowiło wznieść w centrum Warszawy swoją monumentalną, reprezentacyjną siedzibę. Do zrealizowania tego niezwykle śmiałego projektu zatrudniono wybitne, polskie umysły: główny projektant, wybitny architekt Marcin Weinfeld, nadał budynkowi wspaniałą, elegancką formę w stylu art deco, podczas gdy za nowatorską, spawaną konstrukcję stalową odpowiadał genialny naukowiec i konstruktor, inżynier Stefan Bryła. 

Kiedy w 1933 roku zakończono budowę, liczący 66 metrów i 16 pięter wysokości gmach był absolutnie najwyższym budynkiem w Polsce i powszechnie uznawano go za drugi pod względem wysokości wieżowiec w Europie. Prudential był naszpikowany najnowocześniejszymi technologiami, luksusowymi apartamentami oraz szybkobieżnymi windami, a kilka lat przed wybuchem wojny na jego dachu zainstalowano pierwszy w kraju, potężny maszt eksperymentalnej telewizji, co ostatecznie przypieczętowało jego pozycję jako absolutnego symbolu nowoczesnej, prącej do przodu II Rzeczpospolitej.

Eksplozja morderczego pocisku uwieczniona na najsłynniejszym zdjęciu powstańczej Warszawy 

Wybuch II wojny światowej bezlitośnie brutalnie przerwał ten piękny, architektoniczny sen, zamieniając warszawski drapacz chmur w strategiczny, poszarpany pociskami punkt oporu. Najbardziej dramatyczny, mrożący krew w żyłach moment w historii tego gmachu nastąpił 28 sierpnia 1944 roku, w samym sercu trwającego Powstania Warszawskiego. To właśnie wtedy wojska niemieckie skierowały na budynek ogień z najcięższego, samobieżnego moździerza oblężniczego typu Karl-Gerät (pieszczotliwie nazywanego Ziu), z którego wystrzelono w stronę Prudentialu ważący potężne dwie tony, niszczycielski pocisk kalibru 600 mm. Moment potężnej eksplozji, w której kolosalny pióropusz dymu, gruzu i ognia wzbija się ku niebu nad dachem wieżowca, uchwycił na kliszy ze wstrzymanym oddechem znany fotograf Sylwester Braun (pseudonim „Kris”), ukryty bezpiecznie na dachu sąsiedniej kamienicy. Fotografia ta błyskawicznie obiegła świat, stając się jednym z najbardziej wstrząsających, ikonicznych i przerażających wizualnych dowodów na absolutną zagładę polskiej Stolicy.

Pionierska stalowa konstrukcja wytrzymała uderzenie obnażając bezsilność nazistowskiej machiny 

Siła uderzenia dwutonowej bomby była tak gigantyczna, że w teorii powinna była zrównać cały szesnastopiętrowy gmach z powierzchnią spalonej ziemi. Drapacz chmur zakołysał się gwałtownie, jego elewacja spłynęła na ulice w formie deszczu cegieł i gruzu, a we wnętrzu wybuchł potężny pożar, jednak sam budynek – ku wściekłości niemieckich dowódców i ogromnemu zdumieniu warszawiaków – po prostu nie runął. Tajemnica tego niesamowitego, inżynieryjnego triumfu leżała we wspomnianym wcześniej stalowym, elastycznym szkielecie spawanym, zaprojektowanym precyzyjnie przez profesora Bryłę, który przejął i fantastycznie rozproszył całą kinetyczną energię morderczego wybuchu. 

Niestety, sam wybitny inżynier Stefan Bryła nie dożył chwili, w której jego życiowe dzieło zdało ten ostateczny, najtrudniejszy test wytrzymałości; za tajne nauczanie w podziemiu został on rozstrzelany przez Niemców jeszcze w 1943 roku w ulicznej egzekucji. Zrujnowany, obnażony do gołej stali szkielet Prudentialu trwał dumnie na placu przez resztę wojny, stając się dla walczącego narodu niezwykłym symbolem zniszczonej, ale całkowicie nieugiętej i niezłamanej postawy.

Zrzucony socrealistyczny gorset i wspaniały, nowoczesny powrót do historycznych korzeni 

Powojenne losy słynnego wieżowca przypominały trudną, mozolną drogę przez całkowitą zmianę tożsamości. W latach pięćdziesiątych komunistyczne władze postanowiły odbudować gmach z przeznaczeniem na Hotel Warszawa, jednak zmuszono ówczesnych architektów (w tym samego Marcina Weinfelda) do obłożenia modernistycznej, przedwojennej bryły w ciężki, toporny gorset obowiązującego socrealizmu, dodając do niego rzeźby i kariatydy. Dopiero w XXI wieku, gdy budynek trafił w prywatne ręce nowej grupy inwestycyjnej, podjęto niezwykle odważną, bezkompromisową decyzję o przywróceniu mu jego oryginalnego, szlachetnego wyglądu z lat trzydziestych. 

W trakcie spektakularnego, gigantycznego remontu skuto całkowicie socrealistyczną, powojenną fasadę, docierając ponownie do nagiego, potężnego i historycznego stalowego szkieletu profesora Bryły, by na jego bazie stworzyć nowoczesny, pięciogwiazdkowy Hotel Warszawa. Dziś, podziwiając lśniącą w słońcu i elegancką elewację z miedzianymi elementami, możemy z niesamowitą dumą patrzeć na niemy, archiktektoniczny pomnik, który wprost udowadnia, że polskiego ducha nie da się zniszczyć żadnym, nawet najpotężniejszym arsenałem.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: