Niewidzialna wojna o europejskie niebo. Drony, hakerzy i złośliwe oprogramowanie

Kiedy myślimy o bezpieczeństwie na lotniskach, przed oczami stają nam rygorystyczne kontrole bagażu i prześwietlanie każdego pasażera, jednak prawdziwe i najbardziej niszczycielskie zagrożenie nadciąga dzisiaj z zupełnie innej strony. Infrastruktura transportowa stała się jednym z głównych i ulubionych celów bezwzględnych cyberprzestępców oraz hybrydowych ataków wykorzystujących niepozorne drony. Wystarczy jeden nieautoryzowany bezzałogowiec lub wciśnięcie klawisza przez anonimowego hakera na drugim końcu świata, by całkowicie sparaliżować międzynarodowy ruch lotniczy, wygenerować gigantyczne, milionowe straty i zasiać potężny niepokój społeczny. 

W obliczu toczącej się za naszą wschodnią granicą wojny, polskie lotniska nie są już tylko zwykłymi cywilnymi portami, ale strategicznymi bazami podwójnego zastosowania, których systemy informatyczne i przestrzeń powietrzna muszą być chronione niczym najlepiej strzeżone twierdze wojskowe.Zagrożenia o charakterze hybrydowym przestały być domeną filmów akcji i brutalnie wkroczyły w naszą codzienność. Tylko w ubiegłym roku odnotowano całą serię niezwykle groźnych incydentów, podczas których drony lub niezidentyfikowane balony wdarły się w ściśle chronioną przestrzeń powietrzną lotnisk, co doprowadziło do natychmiastowego, awaryjnego zamykania portów między innymi w Oslo, Kopenhadze, Monachium i Brukseli. Jak podkreślał podczas konferencji Defence24 Days prezes polskich portów lotniczych Łukasz Chaberski, tego typu zdarzenia wywołują natychmiastowy efekt domina, generując poważne i wielogodzinne zakłócenia w międzynarodowym ruchu. Wojna na Ukrainie sprawiła, że nasze krajowe służby są jeszcze czujniejsze na wszelkie nietypowe sytuacje, a dzisiejsza obrona to już nie tylko kwestie techniczne, ale przede wszystkim potężne zarządzanie strategiczne, wymagające ścisłej, operacyjnej współpracy ze służbami wojskowymi.

Lawinowy wzrost cyberataków obnaża brutalne metody wymuszania potężnych okupów 

Podniebne incydenty to jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej, ponieważ najgroźniejszy wróg uderza dziś cicho, wprost w serwery i kable. Zgodnie z bezlitosnymi statystykami Agencji Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA), sektor transportowy stał się drugim – zaraz po administracji publicznej – najczęściej atakowanym celem w Europie, odpowiadając w 2024 roku za 7,5 procent wszystkich tego typu zdarzeń. Co więcej, wewnątrz tego sektora aż 58,4 procent incydentów uderzyło precyzyjnie w lotnictwo. 

Przerażający raport firmy Thales dowodzi, że w ciągu zaledwie jednego roku liczba ataków z użyciem destrukcyjnego oprogramowania ransomware (służącego do blokowania systemów i wymuszania okupów) wzrosła o astronomiczne 600 procent! Z takimi drastycznymi paraliżami musiały się już zmierzyć między innymi lotnisko w Splicie w 2024 roku oraz porty w Brukseli, Berlinie i Dublinie w 2025 roku, a zagrożenie dotyka zarówno samych linii, jak i zewnętrznych dostawców i systemów nawigacji.

Wyścig zbrojeń w wirtualnej przestrzeni wymaga gigantycznych inwestycji i monitoringu

W odpowiedzi na rosnącą presję i zmianę charakteru ataków, obejmujących dziś cyberszpiegostwo przemysłowe czy kradzież wrażliwych danych, rynek zabezpieczeń rośnie w lawinowym tempie. Szacunki grupy Thales wskazują, że wartość rynku cyberbezpieczeństwa w samym lotnictwie przekroczyła w 2025 roku pułap 5,3 miliarda dolarów i będzie regularnie rosnąć o niemal 9 procent każdego roku. Łukasz Chaberski zapewnia jednak, że Polskie Porty ściśle współpracują z agentami obsługi naziemnej, przewoźnikami oraz służbami żeglugi powietrznej, by całodobowo i bezlitośnie monitorować spójność sieci. Ewentualny, udany atak w jednym miejscu na kuli ziemskiej potrafi przecież rykoszetem uderzyć w całą globalną sieć połączeń, dlatego zabezpieczenia krajowej infrastruktury krytycznej utrzymywane są na absolutnie najwyższym, światowym poziomie.

Cywilne terminale zyskują potężny status strategicznych hubów dla operacji wojskowych 

Właściwa i absolutnie szczelna ochrona staje się jeszcze ważniejsza, gdy uświadomimy sobie, w jak wielkim stopniu zmieniła się rola Polskich Portów Lotniczych na geopolitycznej szachownicy. Każda tego typu infrastruktura posiada dziś status tak zwanego podwójnego zastosowania (dual-use), służąc nie tylko wakacyjnym pasażerom i przewozom komercyjnym cargo, ale stanowiąc fundamentalne zaplecze dla wsparcia mobilności militarnej państw sojuszniczych. 

W Polsce z sukcesem działają zintegrowane lotniska wojskowo-cywilne we Wrocławiu czy Krakowie, a ogromną rolę logistyczną i hubową dla wojska od lat odgrywa strategiczny port w Rzeszowie. Nawet największe w naszej części Europy Lotnisko Chopina w Warszawie jest nieustannie gotowe na obsługę każdego, wymagającego transportu militarnego, co dobitnie uzasadnia konieczność ciągłego dofinansowywania i pancernego chronienia tej unikalnej, wrażliwej infrastruktury.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: