Kradniemy im dzieciństwo w imię wyścigu szczurów. Przewlekły stres niszczy ciała i psychikę dzieci

Żyjemy w przekonaniu, że dzieciństwo to beztroski czas zabawy, ale dzisiejsza rzeczywistość najmłodszych przypomina raczej korporacyjny wyścig po awans. Zapisujemy je na kolejne zajęcia dodatkowe, kupujemy edukacyjne tablety i pompujemy w nie gigantyczne oczekiwania, zapominając o najważniejszym – o swobodzie. Efekt? Hodujemy pokolenie, które jest permanentnie przebodźcowane, wypalone i fizycznie chore. Stres u dzieci przestał być wymysłem przewrażliwionych psychologów, a stał się twardym, medycznym faktem, który niszczy ich odporność i rujnuje zdrowie. Zamiast inwestować w kolejne korepetycje, czas najwyższy przypomnieć sobie, jak wyglądała gra w klasy i kopanie piłki na podwórku, bo to właśnie nuda i zwykła zabawa są dziś najlepszym lekarstwem na tę cichą epidemię.

Liczby są absolutnie przerażające i powinny być dzwonkiem alarmowym dla każdego rodzica. Z raportu „Młode Głowy” przygotowanego przez Fundację Unaweza wynika, że aż 81,9 procent młodych ludzi w wieku 10-19 lat czuje, że stres dnia codziennego całkowicie ich przerasta. Skąd bierze się to gigantyczne napięcie? Jak tłumaczy dr Magdalena Cubała-Kucharska, mamy dziś do czynienia z prawdziwą epidemią stresu wywołaną uzależnieniem od mediów społecznościowych, presją szkolną i nakręcaniem nieustannej konkurencji. 

Dzieci są bez przerwy „ulepszane” edukacyjnie przez dorosłych, przez co brakuje im zwykłej uwagi, czasu na nicnierobienie i przebywania na świeżym powietrzu w sposób nieustrukturyzowany. Do tego dochodzą konflikty domowe, hałaśliwe zabawki i nadmiar ekranów, które skutecznie uniemożliwiają młodemu układowi nerwowemu jakąkolwiek regenerację.

Dziecięcy niepokój uderza wprost w jelita i drastycznie obniża naturalną odporność organizmu 

Najgorsze jest to, że dzieci rzadko potrafią usiąść i powiedzieć: „Mamo, tato, jestem zestresowany”. Zamiast tego, ich napięcie manifestuje się przez ciało. Wybuchy gniewu, nagłe bóle brzucha, problemy ze snem czy brak apetytu to klasyczne, somatyczne objawy przeciążenia układu nerwowego. Dr Magdalena Cubała-Kucharska wyjaśnia to zjawisko z czysto biologicznego punktu widzenia: długotrwale podniesiony kortyzol (hormon stresu) dosłownie dewastuje odporność. 

Mechanizm ten prowadzi między innymi do wytrącania z organizmu cynku – kluczowego minerału odpowiadającego za walkę z infekcjami, a także powoduje przewlekłe stany zapalne w jelitach. Wniosek jest brutalnie prosty: przebodźcowane i przemęczone presją dziecko będzie chorować znacznie częściej i łapać każdą możliwą infekcję. Zaczynamy wręcz obserwować zjawisko klasycznego „wypalenia zawodowego” u uczniów szkół podstawowych.

Jedynym ratunkiem jest natychmiastowe odpuszczenie i przywrócenie dzieciom prawa do nudy 

System oświaty zdaje się być ślepy na ten dramat, co potwierdza raport Unicef, z którego wynika, że choć 70 procent dzieci traktuje stres szkolny jako swój największy problem, zauważa to zaledwie 9 procent nauczycieli. W tej sytuacji cała odpowiedzialność spada na barki dorosłych w domu. Terapia wcale nie wymaga skomplikowanych metod. Polega po prostu na drastycznym odpuszczeniu. 

Zamiast zapełniać dzieciom każdą minutę życia, dorośli muszą pozwolić im na zwykłe leniuchowanie, grę w klasy czy swobodne kopanie piłki. Tylko te momenty całkowitego luzu i odzyskanie „kawałków dzieciństwa, jakie my mieliśmy”, są w stanie przywrócić najmłodszym radość z życia, a w konsekwencji uleczyć ich obciążone stresem ciała. Zamiast pytać dziecko o oceny, zapytajmy je dziś, w co ma ochotę się pobawić.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: