Kiedy słyszymy to imię, przed oczami natychmiast staje nam potężny, muskularny góral w zgrabnym kapeluszu, który z zawadiackim uśmiechem okrada bogatych hrabiów i hojnie rozdaje dukaty okolicznym biedakom. Legendarny serial telewizyjny sprawił, że janosik stał się w naszej świadomości uosobieniem polskiego Robin Hooda i tatrzańskim superbohaterem walczącym o sprawiedliwość społeczną. Kiedy jednak zdejmiemy z tej historii grube warstwy filmowej fikcji i romantycznych mitów, zderzymy się z brutalną i fascynującą prawdą historyczną. Rzeczywisty rozbójnik z początku osiemnastego wieku nie miał bowiem z Polską nic wspólnego, jego kariera była krótka i mało szlachetna, a on sam zupełnie nie przypominał na co dzień słynnego aktora z telewizyjnego ekranu. Pora wyruszyć na historyczny szlak i oddzielić popkulturowe kłamstwa od faktów z policyjnych archiwów z tamtej epoki.
Największym szokiem dla fanów serialu jest zazwyczaj odkrycie prawdziwego obywatelstwa i pochodzenia naszego rzekomego górala z Podhala. Historyczny Juraj Jánošík urodził się w 1688 roku w słowackiej wsi Terchová, a w swoim krótkim życiu najprawdopodobniej nigdy nawet nie przekroczył granic dzisiejszej Polski. Zanim w ogóle został wyjętym spod prawa przestępcą, zaliczył krótki epizod wojskowy, służąc jako żołnierz w antyhabsburskim powstaniu, a następnie jako cesarski strażnik w zamku w Bytczy. To właśnie tam, pilnując lochów, poznał uwięzionego dowódcę bandy, którym był słowacki zbójnik Tomasz Uhorczyk. To spotkanie całkowicie odmieniło jego los, wprowadzając młodego chłopaka na mroczną, leśną ścieżkę kryminalną. W polskiej kulturze zaadaptowaliśmy go jako „swojego” bohatera znacznie później, za sprawą poezji i lokalnych podań, które uwielbiały przywłaszczać sobie znane postacie z sąsiednich, górskich regionów.
Bandycka kariera prawdziwego zbójnika trwała zaledwie kilkanaście miesięcy i była pozbawiona litości
Serialowy wizerunek szlachetnego złodzieja, który oddaje łupy ubogim sierotom, to chyba najpiękniejsza baśń wykreowana przez scenarzystów. W rzeczywistości Juraj Jánošík, który po odejściu Uhorczyka przejął dowodzenie nad leśną bandą, był po prostu pospolitym, choć niezwykle zuchwałym przestępcą. Jego grupa napadała na kupców, plebanów, zamożnych urzędników oraz wędrownych handlarzy przemierzających górskie szlaki. Złupione dobra – w tym sukna, broń i drogocenne kosztowności – rzadko kiedy trafiały do biednych chłopów; znacznie częściej zbójnicy po prostu dzielili je między siebie, przepijali w zaprzyjaźnionych karczmach lub wręczali jako łapówki lokalnym pasterzom i urzędnikom, by ci zapewnili im bezpieczne schronienie przed pościgiem. Co więcej, cały ten przestępczy rajd po słowackich lasach trwał zaledwie od jesieni 1711 do wiosny 1713 roku, co stanowi wyjątkowo krótki epizod w porównaniu do jego gigantycznej, wielowiekowej legendy.
Muskularny brunet o potężnej posturze był jedynie doskonałym wytworem wyobraźni reżysera
Dla wielu z nas Janosik już zawsze będzie miał twarz i budowę ciała, którą dał mu fenomenalny aktor Marek Perepeczko. Na ekranie widzieliśmy giganta o wzroście niemal metra dziewięćdziesięciu centymetrów, obdarzonego zniewalającym uśmiechem, za którym szalały wszystkie karczmarki. Prawda historyczna jest jednak o wiele mniej fotogeniczna.
Ówcześni górale ze względu na ciężkie warunki życia, ciężką pracę i ubogą dietę byli zazwyczaj bardzo niscy i żylaści. Chociaż nie zachowały się żadne precyzyjne ryciny czy portrety słowackiego zbójnika, historycy zgodnie zakładają, że musiał to być chłopak przeciętnego wzrostu, noszący dość standardowe w tamtych czasach chłopskie okrycie, często zniszczone spaniem w lasach i jaskiniach. Polski reżyser Jerzy Passendorfer celowo podkoloryzował ten wizerunek na potrzeby kina w 1973 roku, tworząc postać idealną, mającą budzić zachwyt widowni i dumnie reprezentować góralską wolność.
>> PRZECZYTAJ TAKŻE <<
Brutalna zdrada przyjaciela zaprowadziła słynnego herszta na bolesną szubienicę
Kolejny, uroczy mit dotyczy samego schwytania naszego bohatera, który rzekomo poślizgnął się w karczmie na rozsypanym podstępnie grochu. To urocza, baśniowa wstawka, która z rzeczywistością nie ma punktów wspólnych. Słowacki zbójnik wpadł w ręce sprawiedliwości przez chciwość i zdradę jednego ze swoich kompanów, który wydał go lokalnym żandarmom podczas popijawy.
Schwytany i wtrącony do lochu w Liptowskim Mikulaszu, przeszedł brutalne przesłuchania z użyciem narzędzi tortur. Ostatecznie tamtejszy sędzia wydał wyrok adekwatny do ówczesnych, surowych standardów dla liderów band. Mężczyzna został powieszony za poślednie żebro na wielkim, żelaznym haku w marcu 1713 roku, mając zaledwie dwadzieścia pięć lat. Odszedł jako zwykły rzezimieszek, zupełnie nieświadomy faktu, że kilkaset lat później jego imię stanie się najsłynniejszym symbolem Tatr.

