Medalowa potęga, która musi prosić o pieniądze. Polski sport osób z niepełnosprawnościami

Kiedy na wielkich, międzynarodowych imprezach gasną światła, a kibice liczą zdobyte krążki, statystyki bywają dla wielu sporym szokiem. Podczas gdy pełnosprawna kadra nierzadko wraca z igrzysk z dużym niedosytem, polscy zawodnicy z niepełnosprawnościami regularnie rozbijają bank, przywożąc do kraju worki medali. Mogłoby się wydawać, że za tak gigantycznymi sukcesami idą potężne kontrakty, błysk fleszy i systemowe wsparcie. Rzeczywistość jest jednak brutalna i niezwykle frustrująca. Ci wybitni atleci, zamiast skupiać się wyłącznie na morderczych treningach, po godzinach muszą zamieniać się w domokrążnych menedżerów, dosłownie prosząc biznes o wsparcie na zakup podstawowego sprzętu czy opłacenie psychologa. 

Aby zrozumieć skalę tego fenomenu, wystarczy spojrzeć na suche dane z ostatnich letnich igrzysk. Polskę reprezentowało na nich 84 paralimpijczyków, którzy zdobyli łącznie 23 medale, windując nasz kraj na wysokie, 16. miejsce w tabeli wszech czasów. Dla porównania, w pełni sprawna i wielokrotnie hojniej dotowana reprezentacja liczyła aż 210 osób, przywożąc zaledwie 10 krążków. Podobny kontrast widać w sportach zimowych. 

Pomimo tych fantastycznych osiągnięć, baza zawodników jest w Polsce mikroskopijna. Według danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny, licencję posiada obecnie zaledwie 3044 sportowców z niepełnosprawnościami, co stanowi śmieszne 0,4 procenta wszystkich trenujących wyczynowo Polaków. Ta garstka herosów działa dziś w około 115 klubach wskazywanych przez Polski Komitet Paralimpijski, zmagając się z problemami, o których ich pełnosprawni koledzy z bieżni dawno zapomnieli.

Wybitni sportowcy zostawieni sami sobie błagają wielkie firmy o odrobinę uwagi

Największym hamulcem rozwoju tej dyscypliny wcale nie są ograniczenia fizyczne, ale chroniczny brak gotówki. Jak szczerze i bez ogródek przyznaje Aleksandra Kogut, z Fundacji Avalon, sport ten w naszym kraju znajduje się wciąż na etapie mocno raczkującym. Potwierdza to Sylwester Wilk, ambasador Fundacji i utytułowany sportowiec, który zwraca uwagę na dramatyczne braki w podstawowym zapleczu: od fizjoterapii i rehabilitacji, po tak kluczowych dzisiaj psychologów sportowych. 

Sytuacja jest na tyle zła, że zawodnicy muszą na własną rękę pisać maile i prosić korporacje o wsparcie swoich karier, by w ogóle móc związać koniec z końcem. Utrzymanie się z samego uprawiania sportu graniczy z cudem, dlatego wielu z nich dorabia, prowadząc prywatne szkółki czy występując w reklamach.

Inwestycja w pasję i nieustępliwość to dla dzisiejszego biznesu marketingowy strzał w dziesiątkę 

Tymczasem dla mądrych i nowoczesnych marek, wejście w ten segment to absolutny biznesowy i wizerunkowy samograj. Sylwester Wilk słusznie apeluje do wielkiego biznesu, podkreślając, że dla ogromnej korporacji sfinansowanie wózka czy trenera to zaledwie „drobne”, a dla danego zawodnika dosłowna zmiana całego życia. Ogrzewanie się w blasku takich herosów to już nie tylko kwestia bycia miłym (czyli działań CSR), ale twarda sprzedaż.

Zawodnicy z niepełnosprawnościami niosą ze sobą unikatowe, pożądane przez konsumentów wartości: niesamowitą historię pokonywania własnych słabości, nieustępliwość i gigantyczną pasję. Firma, która pierwsza odważnie wejdzie w ten świat, nie tylko wesprze rozwój całej dyscypliny, ale zyska niesamowicie lojalną widownię.

Telewizja i mądre social media to jedyna droga do wyrwania się z głębokiej niszy 

Żeby jednak sponsorzy otworzyli portfele, muszą widzieć swoje logotypy w telewizji. I tu dochodzimy do problemu widoczności. Wspaniałym, pozytywnym przykładem mądrego zarządzania i przebicia się do mainstreamu jest polski amp futbol (piłka nożna po amputacjach). Analizy, które przeprowadził Bartosz Dłubała, udowadniają, że dzięki genialnemu wykorzystaniu internetowych rolek i fanpage’y, dyscyplina ta trafiła pod strzechy, a mecze kadry lądują na ogólnodostępnym kanale TVP Sport. 

Czasami krótkie wideo w sieci potrafi wygenerować wielokrotnie więcej odsłon, niż wynosi baza stałych kibiców. Jeśli instytucje i same media zaczną traktować paralimpijczyków z takim samym szacunkiem i czasem antenowym jak zdrowych piłkarzy, ten sport wreszcie przestanie być w Polsce niszowym dodatkiem, a stanie się pełnoprawnym i dochodowym show.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: