Koszty energii i pasz drastycznie rosną, rygorystyczne wymogi związane z wirusem ASF pochłaniają gigantyczne kwoty, a tymczasem ceny w skupach trzody chlewnej lecą na łeb na szyję. Polski rynek wieprzowiny znalazł się na krawędzi potężnego kryzysu, a zdesperowani hodowcy zaczynają liczyć potężne straty. Wszystko wskazuje na to, że ten dramatyczny spadek cen nie ma nic wspólnego z naturalnymi prawami wolnego rynku, lecz jest efektem bezwzględnej gry największych graczy w branży. W odpowiedzi na dramatyczne apele wsi, ministerstwo rolnictwa wysyła oficjalne zawiadomienie do urzędu antymonopolowego, podejrzewając istnienie nielegalnej zmowy cenowej.
Dane płynące ze zintegrowanego systemu rolniczej informacji rynkowej są dla hodowców absolutnie druzgocące. Jeszcze w połowie maja ceny skupu żywca wieprzowego spadły do zaledwie 5,13 złotego za kilogram, co oznacza drastyczny, 28-procentowy zjazd w porównaniu do analogicznego okresu w ubiegłym roku. Jak trafnie zauważa wiceminister rolnictwa Adam Nowak, te gwałtowne spadki są całkowicie oderwane od rzeczywistości, nie znajdując absolutnie żadnego uzasadnienia w obecnej sytuacji rynkowej ani w gigantycznych kosztach produkcji. Rolnicy, zarówno ci działający w cyklu zamkniętym, jak i kupujący prosięta z zewnątrz, zmuszeni są dziś sprzedawać swoje zwierzęta po stawkach, które generują w ich gospodarstwach wyłącznie potężne straty finansowe.
Państwowe służby biorą pod lupę podejrzenia o nielegalne porozumienie wielkich korporacji mięsnych
Widząc rynkową patologię, szef resortu Stefan Krajewski skierował oficjalne pismo do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). W centrum uwagi znalazła się potężna asymetria sił na rynku, gdzie zaledwie kilka gigantycznych zakładów mięsnych dyktuje twarde warunki tysiącom rozproszonych, słabszych ekonomicznie hodowców. Wiceminister Adam Nowak wprost wyraża głębokie obawy rządu, że polscy rolnicy stali się po prostu ofiarą bezwzględnej, zakulisowej zmowy cenowej przetwórców, którzy wykorzystują moment rynkowej nadprodukcji do maksymalizowania własnych zysków kosztem dostawców. Państwo oczekuje od “śledczych” z UOKiK dogłębnego i rygorystycznego prześwietlenia relacji między potężnymi kupcami a bezbronnymi producentami rolnymi.
Niestety, problem dyktowania warunków przez rynkowych gigantów wykracza daleko poza sam rynek trzody chlewnej. Choć polskie prawo (oparte na unijnych dyrektywach) teoretycznie zabrania nieuczciwego wykorzystywania przewagi kontraktowej, to w praktyce rolnik stojący przed obliczem wielkiej korporacji skupowej ma związane ręce. Jak podkreśla Nowak, w momentach rynkowych deficytów to rolnicy mają silniejszą pozycję, ale gdy tylko pojawia się nadprodukcja, wielkie podmioty skupowe natychmiast wracają do swojej uprzywilejowanej, bezwzględnej roli. Unijne ograniczenia prawne nie ułatwiają szybkiej interwencji, dlatego jedyną bronią resortu staje się dziś ręczne sterowanie poprzez zgłoszenia do UOKiK i nieustanny monitoring rynkowych anomalii.
Rząd przygotowuje ratunkowy program wsparcia chroniący narodowe bezpieczeństwo żywnościowe
Aby powstrzymać falę bankructw i masowe zamykanie chlewni, ministerstwo rolnictwa i rozwoju wsi w trybie pilnym opracowuje nowy program osłonowy. Wsparcie ma trafić bezpośrednio do fundamentów tej branży – hodowców utrzymujących maciory oraz producentów krajowych prosiąt, gdzie wsparcie jest dzisiaj najbardziej krytyczne. Sztucznie zaniżane, nieopłacalne ceny zniechęcają rolników do kontynuowania trudnej pracy, co w prostej linii stanowi największe zagrożenie dla naszego narodowego bezpieczeństwa żywnościowego. Jeśli pozwolimy wielkim zakładom zniszczyć rodzimych hodowców, wkrótce będziemy całkowicie skazani na drogie mięso z importu.

