Polska, dumnie nosząca tytuł największego producenta mięsa drobiowego w Unii Europejskiej, stoi w obliczu niezwykle poważnego kryzysu epizootycznego, który bezlitośnie weryfikuje odporność całej branży. Główny Lekarz Weterynarii raportuje o drastycznym wzroście liczby ognisk wirusa wysoce zjadliwej grypy ptaków oraz rzekomego pomoru drobiu, co wymusza radykalne działania administracyjne i masowe wybijanie zarażonych stad. Dramatyczna sytuacja uderza z potężną siłą w cały łańcuch dostaw, wywołując gigantyczną presję kosztową wśród przetwórców, załamując lokalne rynki zbytu i zagrażając lukratywnym kontraktom eksportowym. Jak wskazują eksperci, systemowe wsparcie dla producentów oraz rygorystyczne przestrzeganie zasad bioasekuracji to dziś absolutny imperatyw, jeśli chcemy uchronić potężny sektor rolno-spożywczy przed załamaniem.
Aby uświadomić sobie skalę obecnego zagrożenia, wystarczy spojrzeć na najnowsze, alarmujące statystyki Głównego Inspektoratu Weterynarii. Do zaledwie drugiego czerwca w naszym kraju potwierdzono aż 143 potężne ogniska grypy ptaków (HPAI) u drobiu, co jest wynikiem absolutnie wstrząsającym, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że w całym minionym roku takich przypadków odnotowano zaledwie 121. Zasięg tych zakażeń jest wręcz niewyobrażalny – choroba obejmuje obszar, na którym utrzymywano ponad 9,7 miliona ptaków, z największym pojedynczym ogniskiem liczącym blisko półtora miliona kur niosek. Problem potęgują dodatkowo ogniska rzekomego pomoru drobiu (ND), których w 2025 roku zdiagnozowano 86 (obejmujących ponad 8,5 miliona sztuk), a tylko do czerwca obecnego roku potwierdzono ich już 50. Dodatkowo potwierdzono ponad 220 ognisk HPAI u ptaków dzikich oraz kilkanaście u utrzymywanych w niewoli, co stanowi bezwzględny dowód na to, że groźny wirus niezwykle intensywnie i niekontrolowanie krąży w środowisku naturalnym. Zastępca Głównego Lekarza Weterynarii, Karolina Florek, jasno podkreśla, że walka z tym zjawiskiem, w obszarach, w których ognisk jest bardzo wiele, wymaga ogromnego zaangażowania sił i środków Inspekcji Weterynaryjnej, a na najtrudniejsze, silnie dotknięte epidemią odcinki frontu zmuszone są jechać specjalistyczne zespoły dochodzeniowe delegowane z zupełnie innych powiatów czy województw.
Potężny cios w finanse i pozycję polskiego eksportu
Epidemia uderza bezpośrednio w serce polskiego rolnictwa, ponieważ rynek przetwórstwa drobiu to jedna z największych i najprężniej rozwijających się gałęzi krajowego sektora food and agro, którego łączną wartość szacuje się na astronomiczne 52 miliardy złotych. Dyrektorka Biura Analiz Sektora Rolno-Spożywczego w banku BNP Paribas, dr Magdalena Kowalewska, zaznacza, że chociaż w dwutysięcznym dwudziestym piątym roku branża odnotowała poprawę rentowności przetwórstwa (na poziomie 6,6 procent marży EBITDA), to jednak rosnące o 15 procent koszty surowca, robocizny i energii stanowią ogromne obciążenie. W obliczu blokad sanitarnych przetwórcy zostają zmuszeni do gorączkowego poszukiwania żywca drobiowego wyłącznie z tak zwanych białych stref, czyli obszarów w pełni wolnych od wirusa, co wywiera natychmiastową, drastyczną presję kosztową na finalne produkty. O sile polskiej branży stanowi przede wszystkim eksport, na który trafia niemal 60 procent krajowej produkcji. Jak przypomina Kowalewska, mimo 4-procentowego spadku wolumenów eksportowych w zeszłym roku, rosnące ceny wygenerowały aż 20-procentowy wzrost wartości tego eksportu. Niestety, nawet najbardziej lokalne incydenty epidemiologiczne mogą prowadzić do wprowadzania przez państwa trzecie szerokich, obejmujących duże obszary kraju ograniczeń, ponieważ część kluczowych partnerów handlowych wciąż odmawia respektowania unijnej zasady regionalizacji. Straty obejmują więc nie tylko bezpośrednie zniszczenie surowca, ale też zakazy wejścia na konkretne, opłacalne rynki zbytu.
Restrykcje administracyjne i ostateczna obrona poprzez bioasekurację
Służby sanitarne uciekają się do skrajnie rygorystycznych rozwiązań, aby powstrzymać dalsze, katastrofalne w skutkach rozprzestrzenianie się wirusa. Wystąpienie chociażby jednego ogniska oznacza natychmiastowe nałożenie nakazu masowego zabicia chorego drobiu i bezwzględnego zutylizowania zwłok w wyspecjalizowanych zakładach, a w promieniu minimum 10 kilometrów ustanawiane są strefy objęte obostrzeniami w transporcie i przemieszczaniu produktów odzwierzęcych. Karolina Florek ostrzega, że interweniowanie dopiero po fakcie to błąd, a jedyną sensowną taktyką jest bezwarunkowa prewencja. Hodowcy zostali zobowiązani do przestrzegania żelaznych zasad bioasekuracji, takich jak stuprocentowe izolowanie drobiu przed fizycznym kontaktem z dzikim ptactwem, szczelne zabezpieczanie zapasów paszy i wody przed gryzoniami czy wreszcie codzienne, obowiązkowe wykładanie mat nasączonych środkami dezynfekcyjnymi przed budynkami produkcyjnymi i na wjazdach do ferm.
Jak zauważa Florek, unijne ramy prawne i przepisy krajowe odnośnie zwalczania chorób zakaźnych są obecnie wysoce sprecyzowane i dają pełen wachlarz administracyjnych możliwości obronnych. Niemniej jednak, z punktu widzenia Inspekcji Weterynaryjnej, absolutnie najważniejszym problemem pozostaje zapewnienie ciągłości finansowania całej tej wielopoziomowej operacji i nieustanne występowanie o kolejne raty rezerw celowych z budżetu państwa, w celu likwidacji strat oraz rekompensat dla dotkniętych zarazą rolników. Zrozumienie, że inwestycja w najwyższe standardy higieny i rygor sanitarny w gospodarstwie jest w stanie uratować potężną, rynkową przewagę polskiego drobiu w Europie, staje się kluczem do przetrwania tego mrocznego, epidemicznego roku.

