Wzmocnienie ochrony infrastruktury strategicznej na Morzu Bałtyckim oraz bezwzględne zabezpieczenie morskich szlaków komunikacyjnych należą obecnie do absolutnie najważniejszych, nadrzędnych priorytetów obronnych Marynarki Wojennej Rzeczypospolitej Polskiej. Przez długie dekady polskie siły morskie zmagały się z chronicznym niedofinansowaniem i brakiem jasnej wizji rozwoju, co doprowadziło do drastycznego zestarzenia się floty i utraty kluczowych zdolności operacyjnych. Dzisiejsza dynamiczna, pełna napięcia sytuacja geopolityczna charakteryzująca się agresywną postawą Federacji Rosyjskiej, hybrydowymi atakami na podmorskie kable telekomunikacyjne oraz jawnym zagrożeniem dla rurociągów i terminali gazowych zmusiła jednak Warszawę do natychmiastowego uderzenia w stoczniowy dzwon alarmowy.
Realizowane obecnie z ogromnym rozmachem programy modernizacyjne, wśród których prym wiodą projekty takie jak Miecznik, Orka oraz Ratownik, stanowią nie tylko historyczną szansę na radykalne wzmocnienie bezpieczeństwa państwa od północy, ale są również potężnym, bezprecedensowym impulsem technologicznym dla całego polskiego przemysłu stoczniowego. Polska Grupa Zbrojeniowa, opierając się na unikalnej synergii krajowych zakładów i zagranicznych partnerów, oficjalnie deklaruje pełną gotowość do budowy kolejnych zaawansowanych jednostek bojowych, które ostatecznie zaryglują dostęp do naszych wód terytorialnych przed jakimkolwiek agresorem.
Geopolityczne przebudzenie na północy i nowa mapa energetyczna kraju
Geopolityczna i gospodarcza mapa Rzeczypospolitej Polskiej przechodzi obecnie głęboką, strukturalną ewolucję, w której kluczowy środek ciężkości narodowego bezpieczeństwa oraz strategicznych inwestycji przenosi się nieodwołalnie z tradycyjnego południa na dynamicznie rozwijającą się północ kraju. Sektor energetyczny, stanowiący absolutny krwiobieg nowoczesnego państwa, wiąże swoją przyszłość z Wybrzeżem, gdzie powstają gigantyczne, warte dziesiątki miliardów złotych projekty, takie jak pierwsze morskie farmy wiatrowe, terminale przeładunkowe gazu skroplonego (LNG), strategiczne gazociągi oraz podmorskie kable przesyłowe o wysokim napięciu. Ta gęsta sieć nowoczesnej infrastruktury krytycznej w sytuacji jakiegokolwiek kryzysu międzynarodowego lub otwartego konfliktu zbrojnego staje się automatycznie priorytetowym celem dla wrogich działań sabotażowych, dywersji oraz bezwzględnych ataków hybrydowych. Jak trzeźwo i bez zbędnego patosu przypomina dowódca Centrum Operacji Morskich – dowódca Komponentu Morskiego, wiceadmirał Krzysztof Jaworski, bezpieczny Bałtyk to po prostu bezpieczna Polska, a jakakolwiek próba sparaliżowania naszych szlaków komunikacyjnych oznaczałaby natychmiastowe odcięcie kraju od dostaw kluczowych towarów komercyjnych oraz wsparcia logistycznego wojsk sojuszniczych NATO, które w dobie globalnych zagrożeń jest nam niezbędne. Realne widmo niebezpieczeństwa zmaterializowało się zresztą w ostatnich latach w postaci udokumentowanych, tajemniczych uszkodzeń podmorskiej infrastruktury telekomunikacyjnej i energetycznej łączącej Szwecję, Estonię oraz Finlandię, co skłoniło kraje paktu północnoatlantyckiego do radykalnego zaostrzenia procedur patrolowych. Odpowiedzią na te wyzwania są trwające właśnie, elitarne manewry BALTOPS, których kolejna, już 55. edycja planowana jest na okres od 4 do 19 czerwca. Zakrojone na szeroką skalę ćwiczenia sojusznicze, zrzeszające okręty, zaawansowane lotnictwo oraz wyspecjalizowane wojska specjalne z kilkunastu państw członkowskich, mają na celu perfekcyjne przetestowanie interoperacyjności i wypracowanie wspólnych procedur w zakresie wykrywania wrogich okrętów podwodnych, oczyszczania kluczowych torów wodnych z min morskich oraz odpierania zmasowanych ataków jednostek nawodnych, samolotów i autonomicznych dronów bojowych.
Skryty uniwersalizm i kluczowa rola okrętów podwodnych w przełamywaniu blokady wrogaW kontekście specyfiki i trudnych warunków hydrologicznych panujących na Morzu Bałtyckim, najbardziej palącą i strategicznie kluczową potrzebą operacyjną staje się pilna odbudowa floty podwodnej. Przez długi czas potencjał ten opierał się na pojedynczej, wysłużonej jednostce ORP Orzeł, jednak współczesne wymagania pola walki wymuszają skok technologiczny, który ma przynieść narodowy program Orka, zakładający pozyskanie trzech nowoczesnych okrętów podwodnych. Decyzja o wyborze szwedzkiej oferty i trwające obecnie zaawansowane negocjacje umowy to kamień milowy w budowaniu morskich zdolności odstraszania. Jak precyzuje wiceadmirał Krzysztof Jaworski, współczesny okręt podwodny jest niesamowicie uniwersalną, a zarazem bezwzględną platformą bojową, której głównym atutem jest pełna skrytość działania. Ta unikalna cecha pozwala na operowanie w rejonach bezpośrednio objętych tak zwaną bańką antydostępową (A2/AD), którą Rosjanie zafundowali siłom NATO, rozbudowując zaawansowane systemy przeciwokrętowe i rakietowe na terytorium Obwodu Królewieckiego. W warunkach konfliktu, gdy użycie tradycyjnych okrętów nawodnych może być skrajnie utrudnione lub wręcz sparaliżowane przez wrogie baterie nadbrzeżne, to właśnie skryte jednostki podwodne są w stanie rozpocząć poważne i skuteczne działania uderzeniowe, paraliżując linie komunikacyjne przeciwnika oraz stawiając obronne zagrody minowe. Ponadto, okręty te posiadają zdolność do cichego wysadzania na brzeg lub platformy wiertnicze nurków z wojsk specjalnych, realizujących zadania dywersyjne i rozpoznawcze. Z perspektywy taktycznej posiadanie choćby jednej sprawnej jednostki tego typu zmusza przeciwnika do zaangażowania niewspółmiernie wielkich sił nawodnych i lotniczych w celu jej wykrycia, co doskonale obrazuje, jak potężny asymetryczny zwrot z inwestycji przynosi nowoczesna flota podwodna.
Od upadłości do europejskiej elity czyli przemysłowa synergia na gdyńskim wybrzeżu
Realizacja tych niezwykle ambitnych planów obronnych nie byłaby w ogóle możliwe bez głębokiej, wewnętrznej modernizacji polskiego przemysłu stoczniowego, który w ostatnich latach przeszedł spektakularną metamorfozę. Doskonale przykładem tej przemysłowej ewolucji jest PGZ Stocznia Wojenna w Gdyni, która jeszcze w 2017 roku, w momencie przejmowania jej przez Polską Grupę Zbrojeniową, była upadającym, zrujnowanym przedsiębiorstwem bez wyraźnych perspektyw na przyszłość. Dzisiaj, jak z dumą podkreśla wiceprezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej Jan Grabowski, gdyński zakład stał się jedną z najnowocześniejszych stoczni w całym basenie Morza Bałtyckiego, zdolną do jednoczesnej budowy czterech skomplikowanych jednostek wojennych.
>> PRZECZYTAJ TAKŻE <<
Sercem tego stoczniowego odrodzenia jest flagowy program Miecznik, obejmujący budowę trzech ultranowoczesnych fregat rakietowych wielozadaniowych: ORP Wicher, ORP Burza oraz ORP Huragan. Prace posuwają się naprzód w narzuconym reżimie technologicznym – pod koniec kwietnia bieżącego roku rozpoczęto oficjalnie budowę trzeciej jednostki pod kryptonimem Huragan, pierwszy z okrętów, czyli Wicher, ma zostać uroczyście zwodowany już w sierpniu tego roku, a Burza znajduje się na zaawansowanym etapie scalania sekcji kadłuba. Choć te potężne okręty powstają na brytyjskiej licencji, a ich pierwotny projekt wywodzi się z Danii, to Jan Grabowski twardo zaznacza, że jest to w pełni polski produkt, budowany przez rodzimych inżynierów i stoczniowców.
Oczywiście, wdrożenie tak skomplikowanych systemów wymaga kooperacji z globalnymi potentatami, takimi jak firma Thales dostarczająca zintegrowany system zarządzania walką, czy koncern MBDA, we współpracy z którym w Polsce będą produkowane nowoczesne rakiety przeciwlotnicze z rodziny CAMM. Ta międzynarodowa synergia buduje trwałe kompetencje w kraju, angażując w program Miecznik oraz równoległą budowę okrętu ratowniczego Ratownik ponad sto polskich przedsiębiorstw kooperujących, w tym Stocznię Szczecińską „Wulkan”, odpowiedzialną za wykonanie bloku dziobowego dla jednostki ratowniczej. Polska Grupa Zbrojeniowa otwarcie deklaruje, że w obliczu nadchodzących potrzeb Marynarki Wojennej, szacowanych na piętnaście kolejnych jednostek w najbliższych latach, krajowy przemysł stoczniowy jest w pełni gotowy, by podjąć to wyzwanie i dostarczyć zamówione okręty rzetelnie i w terminie.
Autonomiczne systemy przyszłości jako nieodzowne uzupełnienie załogowej floty wojennej
Nowoczesne podejście do obrony granic morskich oraz infrastruktury krytycznej na Bałtyku nie ogranicza się jednak wyłącznie do rozbudowy tradycyjnej floty załogowej, ale kładzie coraz mocniejszy nacisk na rozwój i implementację systemów bezzałogowych. Choć szeroka opinia publiczna kojarzy bezzałogowce głównie z najnowszymi konfliktami lądowymi, polska Marynarka Wojenna z powodzeniem stosuje te technologie od wielu lat, posiadając ogromne doświadczenie zwłaszcza w wojnie przeciwminowej. Specjalistyczne aparaty podwodne są rutynowo wykorzystywane przez nasze niszczyciele min typu Kormoran II do precyzyjnego monitorowania przestrzeni podwodnej, skanowania dna morskiego oraz bezpiecznego niszczenia wykrytych niewybuchów.
Jak jednak kategorycznie zastrzega wiceadmirał Krzysztof Jaworski, funkcjonalne autonomiczne systemy podwodne, nawodne oraz powietrzne pod żadnym pozorem nie zastąpią tradycyjnych, załogowych okrętów nawodnych, stanowią jedynie ich cenne, wysoce efektywne uzupełnienie operacyjne. W nadchodzącej dekadzie rozwój tych technologii pójdzie w kierunku zaawansowanego rozpoznania radioelektronicznego oraz prowadzenia precyzyjnych działań uderzeniowych i zwalczania celów przeciwnika z powietrza i wody. Spektrum zadań, które można przypisać nowoczesnym bezzałogowcom na Bałtyku, jest niemal nieograniczone, co idealnie współgra z innymi zakupami modernizacyjnymi, takimi jak okręty rozpoznania Delfin czy dwie specjalistyczne jednostki hydrograficzne, na budowę których Agencja Uzbrojenia zawarła umowę ze stocznią Remontowa Shipbuilding pod koniec maja bieżącego roku. Konsekwentna realizacja tych zbilansowanych programów modernizacyjnych udowadnia, że Polska trwale odchodzi od przestarzałych, papierowych koncepcji obronnych na rzecz budowania realnej, technologicznej tarczy morskiej zdolnej do skutecznej ochrony naszego suwerennego terytorium przed każdym rodzajem agresji.

